Administracja Donalda Trumpa potajemnie dostarczyła Irańczykom około 6000 terminali Starlink podczas styczniowych protestów gospodarczych, potwierdza Wall Street Journal. To pierwsza potwierdzona operacja bezpośredniego wsparcia technologicznego dla antyrządowych demonstracji w Iranie, realizowana mimo oficjalnych zaprzeczeń Waszyngtonu.
Dostawy miały miejsce po tym, jak irańskie władze odcięły internet i zabiły tysiące protestujących, tłumiąc największe od dekad bunty przeciwko kryzysowi walutowemu i rządom ajatollahów. Trump w czasie rzeczywistym mówił: „pomoc w drodze”, co teraz okazuje się dosłowne.
CYNICZNYM OKIEM: Media mówiły o „spontanicznych protestach”. Okazało się, że spontaniczność miała satelitarne Wi-Fi od SpaceX.
Koniec narracji o „spontaniczności”
Główne media utrzymywały, że demonstracje były „całkowicie pokojowe i oddolne”. WSJ rozwiewa wątpliwości: Starlink umożliwił komunikację mimo blokady sieci, a zdjęcia i filmy z protestów pokazują terminale SpaceX w użyciu.
Wcześniej sugerowano, że sprzęt trafił dzięki „aktywistycznym NGO”. Teraz wiadomo, że operacja była bezpośrednim działaniem USA, z wiedzą Trumpa – choć Biały Dom unika potwierdzenia jego osobistego rozkazu.
Irańskie władze oskarżały Waszyngton o „organizację zamieszek”, co Teheran nazywał „bez dowodów”. Dostawy Starlinku to twardy dowód ingerencji, choć Stany bagatelizują: „inicjatywa wolności internetowej”.
CYNICZNYM OKIEM: Gdyby Iran dostarczył Starlinki amerykańskim antytrumpowskim demonstrantom, Waszyngton nazwałby to „cyberterroryzmem państwowym”.
Technologia jako broń hybrydowa
Starlink w Iranie jest nielegalny, a władze wciąż tropią sieci przemytnicze. Terminale SpaceX pozwoliły protestującym omijać Wielki Firewall i koordynować działania mimo odcięcia od lokalnego internetu.
WSJ przyznaje, że operacja pokazuje większe zaangażowanie Trumpa w obalanie reżimu, niż dotąd ujawniono. Prezydent wspierał protestujących mimo ofiar wśród policji – co sugeruje obecność elementów zbrojnych wśród demonstrantów.
Amerykańskie służby specjalne od lat używają technologii do destabilizacji przeciwników. Starlink to ewolucja tej taktyki – satelitarna łączność dla rewolucji na żądanie.
USA oficjalnie promują „wolność internetu”, ale gdyby role się odwróciły – Iran rozdający sprzęt antyamerykańskim buntownikom – reakcja byłaby natychmiastowa. Waszyngton nie toleruje obcej ingerencji technologicznej na własnym podwórku.
Dostawy Starlinku obnażają hipokryzję: „wolność sieci” jest bronią, gdy służy interesom USA, ale zagrożeniem, gdy działa odwrotnie.
Trump nie tylko mówił „pomoc w drodze” – wysłał ją z orbity. Iran pozostał z blokadą internetu, tysiącami trupów i pytaniem, czy następna dostawa Starlinków już leci. Satelitarna rewolucja trwa – sponsorowana przez Dolinę Krzemową.


