USA odjechały światu. Najwyższy wzrost gospodarki od dwóch lat

Wzrost na kredyt, z uśmiechem i w rytmie AI

Jarosław Szeląg
3 min czytania

Amerykańska gospodarka przyspieszyła do 4,3% wzrostu PKB, najwyższego od dwóch lat. Źródło tego entuzjazmu? Konsumpcja usług i gadżetów rekreacyjnych przez zamożnych Amerykanów oraz inwestycje w sztuczną inteligencję – nową religię Wall Street. Z ekonomicznego punktu widzenia to idealny miks: ci, którzy mają, wydają; ci, którzy nie mają, dostaną ulgi podatkowe, które zasilą kolejne zakupy, najlepiej na kredyt.

usa

CYNICZNYM OKIEM: „Silna gospodarka” w języku politycznym to zwykle połączenie deficytu, nadziei i propagandy sukcesu. Kiedy rząd wydaje więcej, PKB rośnie – a wszyscy udają, że to znak zdrowia, nie objaw przedawkowania fiskalnych sterydów.

Jedna wielka piękna ustawa

Nowy pakiet, wdzięcznie nazwany One Big Beautiful Bill, startuje z początkiem roku. Ma dodać nawet 1 punkt procentowy do wzrostu PKB. Połączenie ulgi podatkowej dla najbiedniejszych i niższych opłat dla biznesu brzmi jak cudowne lekarstwo na wszystkie bolączki gospodarki.

Tyle że każde lekarstwo uzależnia, a to konkretne ma działać tak długo, jak długo politycy mogą drukować pieniądze szybciej, niż gospodarka produkuje towary.

Trump nie zamierza oszczędzać. Kolejne miliardy popłyną do sektorów strategicznych – sztucznej inteligencji, obronności, kosmosu, energii i minerałów krytycznych. Do tego dochodzi „dywidenda wojownika 1776” dla żołnierzy i zwrot taryfowy 2000 dolarów dla rodzin o niskich dochodach. Wyborcy zadowoleni, giełda w ekstazie, a równanie budżetowe… cóż, zostanie rozwiązane „później”.

CYNICZNYM OKIEM: Amerykański rząd odkrył ekonomiczny perpetuum mobile – im więcej wydaje, tym więcej rośnie. Problem w tym, że każdy cud gospodarczy kończy się rachunkiem – często z odsetkami i inflacją w roli głównej.

Ekonomia wiecznego impulsu

Choć wielu krytyków twierdzi, że era stymulowania fiskalnego dobiegła końca wraz z pandemią, fakty mówią coś innego. Politycy odkryli, że wydawanie pieniędzy, których się nie ma, jest najskuteczniejszą formą kampanii wyborczej.

Kiedy wyborca widzi wypłatę, a inwestor wzrost indeksów, nikt nie pyta o dług. Naród w ekstazie konsumpcji nie zadaje pytań o przyszłość – przynajmniej do następnego kryzysu.

Tymczasem ekonomiści mówią o „rekalibracji wzrostu”, a niektórzy wręcz o „nowym złotym wieku fiskalizmu”. Ładne nazwy nie zmieniają faktu, że Ameryka zbudowała silnik wzrostu na paliwie tymczasowym. Ale dopóki silnik warczy, kto by się przejmował, że pod maską dymi?


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *