Departament Skarbu USA nie zwalnia tempa w działaniach, które mają doprowadzić do gospodarczej zapaści Iranu i rozwiązać kryzys żeglugowy w cieśninie Ormuz. Rozmowy pokojowe wydają się tkwić w martwym punkcie, mimo zaprzeczeń prezydenta Trumpa. W najnowszej odsłonie tej ekonomicznej rozgrywki Waszyngton sięgnął po świat aktywów cyfrowych.
We wtorek USA ujawniły sankcje nałożone na największą irańską giełdę kryptowalut oraz kilka innych podmiotów. Powodem jest rzekome umożliwianie irańskiemu rządowi i wpisanym na czarną listę instytucjom omijania sankcji USA i Unii Europejskiej. Chodzi o tworzenie równoległego systemu finansowego poza zasięgiem zachodnich restrykcji.

Kto stoi za giełdą Nobitex?
Największa z platform, zidentyfikowana jako Nobitex, miała pomóc skierować setki milionów dolarów do irańskiego banku centralnego oraz Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Po rozpoczęciu amerykańskich operacji bojowych giełda odegrała rolę w wyprowadzaniu aktywów z kraju, by ochronić majątek reżimu mimo blokad internetu.
Sam Nobitex stanowczo odrzucił zarzuty. Giełda zaprzeczyła, jakoby miała bezpośrednie powiązania z rządem lub pomagała instytucjom państwowym. Zapewniła też, że nie robiła nic, by ukryć tożsamość swoich właścicieli.
Ustalenia agencji Reuters rysują jednak inny obraz. Według nich platforma jest kontrolowana przez dwóch braci z rodziny Kharrazi, jednej z najpotężniejszych dynastii w Republice Islamskiej, mającej bliskie powiązania z nowym najwyższym przywódcą. Gdy giełda startowała, bracia figurowali pod nazwiskiem rzadko używanym przez członków tego rodu.
Departament Skarbu wymienił ich jako Seyeda Mohammada Ali Aghamira Mohammada Ali oraz Seyeda Mohammada Aghamira Mohammada Ali. Obaj zostali objęci indywidualnymi sankcjami, podobnie jak dyrektor wykonawczy giełdy Amir Hossein Rad. Sankcje uderzyły więc nie tylko w firmę, ale i w konkretne osoby stojące za jej działaniem.
Sekretarz skarbu Scott Bessent nie krył satysfakcji z dotychczasowych efektów. „Podczas gdy gospodarka Iranu znajduje się w swobodnym spadku, reżim zdecydował się zaadaptować technologie cyfrowych aktywów do własnych skorumpowanych celów” – oświadczył, wskazując na unikanie sankcji i transfer bogactwa z kraju.
CYNICZNYM OKIEM: Waszyngton zamraża cudze portfele „w imieniu narodu irańskiego”. Trudno o piękniejszą formułę: ratujemy twoje pieniądze, odbierając ci do nich dostęp.
Deska ratunku, która stała się narzędziem władzy
Tydzień wcześniej Bessent opisał, jak USA przejęły łącznie miliard dolarów w irańskich aktywach kryptowalutowych w ramach operacji Epic Fury. „Po prostu bezpardonowo przejęliśmy portfele. Niektórzy z nich mogą w tej chwili pisać na klawiaturze i nie zdawać sobie sprawy, że ich portfel został przejęty” – mówił na forum ekonomicznym imienia Reagana. Aktywa zamrożono „w imieniu narodu irańskiego”, którego pieniądze rzekomo ukradł reżim.
Pojawia się pytanie, czy to właśnie te działania przyczyniły się we wtorek do gwałtownego spadku ceny Bitcoina. Kurs zsunął się wówczas znacznie poniżej poziomu 68 tysięcy dolarów. Powiązanie pozostaje hipotezą, lecz zbieżność w czasie jest uderzająca.

Dla zwykłych Irańczyków, czyli mniej więcej jednej szóstej populacji, kryptowaluty były kluczową deską ratunku. W obliczu spadku riala o niemal 90 procent od 2018 roku, inflacji rzędu 40-50 procent oraz częstych przerw w dostawie prądu i internetu obywatele zwrócili się ku Bitcoinowi i stablecoinom powiązanym z dolarem. Skoki wypłat do prywatnych portfeli często zbiegały się z wewnętrznymi niepokojami.
Ten równoległy system stał się jednak również potężnym narzędziem w rękach państwa. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej stopniowo zacieśniał kontrolę nad irańskimi przepływami. Adresy powiązane z IRGC otrzymały w 2025 roku ponad 3 miliardy dolarów, wobec ponad 2 miliardów rok wcześniej, a ich udział przekroczył połowę całkowitego napływu kryptowalut do Iranu.
Liczby te są przy tym ostrożnymi, dolnymi szacunkami opartymi wyłącznie na zidentyfikowanych i objętych sankcjami portfelach. Waszyngton wciąż liczy, że ekonomiczny uścisk wywoła antyreżimowe powstanie. Poza styczniowymi niepokojami scenariusz ten zupełnie się nie ziścił, co stawia pod znakiem zapytania skuteczność całej strategii nacisku.



