Federalna Komisja Łączności (FCC) ogłosiła zakaz dopuszczania nowych modeli chińskich dronów do amerykańskiego rynku, skutecznie zamykając drzwi gigantom takim jak DJI i Autel.
Decyzja, podjęta 22 grudnia po przeglądzie zleconym przez Biały Dom, wynika z oceny, że drony zagranicznej produkcji stanowią „nieakceptowalne ryzyko dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych”.
W oficjalnym komunikacie FCC ostrzegła, że urządzenia produkowane poza USA mogą zostać wykorzystane do ataków, sabotażu, nieautoryzowanego nadzoru czy kradzieży danych.
Zakaz obejmuje nie tylko same drony, ale także kluczowe komponenty systemów lotniczych. Od tej chwili żaden nowy model DJI nie otrzyma wymaganej certyfikacji FCC – oznacza to, że firma traci prawo do sprzedaży swoich przyszłych produktów w Stanach Zjednoczonych.
CYNICZNYM OKIEM: Ameryka patrzy w niebo i widzi nie autonomię lotniczą, lecz technologicznego konia trojańskiego z napisem „Made in China”.
Drony w cieniu bezpieczeństwa narodowego
Przewodniczący FCC Brendan Carr stwierdził, że decyzja to kontynuacja polityki „odbudowy amerykańskiej dominacji technologicznej”. W swoim oświadczeniu Carr podziękował prezydentowi Trumpowi za przywództwo i zapowiedział ścisłą współpracę z krajowymi producentami: „Będziemy pracować z amerykańskimi firmami, by uwolnić pełen potencjał naszej branży dronowej.”
Jednocześnie zapowiedziano, że posiadacze starszych modeli DJI nie zostaną objęci restrykcjami – mogą nadal używać swoich urządzeń. Zakaz dotyczy wyłącznie nowych modeli i przyszłych certyfikacji. Pentagon oraz Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego zastrzegły, że mogą dopuścić wyjątki w przypadku maszyn „bezpiecznych dla interesów narodowych”.
Reakcja Pekinu była natychmiastowa – rzeczniczka chińskiego MSZ Lin Jian oskarżyła USA o „tworzenie dyskryminacyjnych list w celu eliminowania chińskich firm”. Jej zdaniem decyzja ma niewiele wspólnego z bezpieczeństwem, a więcej z gospodarczym protekcjonizmem i chęcią osłabienia konkurencji.
Tymczasem Washington widzi w chińskich dronach zagrożenie szpiegowskie – od możliwości mapowania terenów strategicznych po dostęp do danych o infrastrukturze krytycznej. Jak zauważył kongresman Rick Crawford, to „koszmar kontrwywiadowczy trwający od lat”, a rządowe agencje nie mogą pozwolić, by Komunistyczna Partia Chin miała wzrok nad amerykańską przestrzenią powietrzną.
Senator Tom Cotton dodał, że „żaden dron nie powinien wlecieć nad amerykańskie niebo, zanim nie upewnimy się, że nie patrzy w stronę Pekinu”.
CYNICZNYM OKIEM: Zimna wojna przeniosła się w przestworza, a jej nowa broń ma cztery śmigła i kartę SD.
Drony DJI przez lata dominowały amerykański rynek – używało ich ponad 80% lokalnych służb bezpieczeństwa i ratownictwa. Teraz rząd chce przekształcić ten kryzys w szansę: wkroczyć w erę krajowych producentów i zbudować własny przemysł bezzałogowców.
Michael Robbins z Association for Uncrewed Vehicle Systems International ogłosił, że nowa polityka „zwiększy innowacyjność, wzmocni bezpieczeństwo systemowe i przywróci amerykańską kontrolę nad łańcuchami dostaw”.
Komentatorzy wskazują, że to także odpowiedź na pandemię COVID-19 i wcześniejsze ograniczenia eksportowe Chin – lekcja, że „technologiczne zaufanie to najdroższy surowiec XXI wieku”.
W rezultacie wojna o drony to już nie spór dwóch firm – to bitwa o suwerenność cyfrowego nieba. A w tej wojnie zaufanie waży więcej niż wszystkie kilogramy ładunków, które drony potrafią unieść.


