Prezydent Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone uderzają w ponad 7000 celów w całym Iranie, zdziesiątkowały obronę przeciwlotniczą kraju i osiągnęły 95-procentową redukcję irańskich zdolności do ataków dronami. „Miażdżymy zdolność Iranu do zagrażania żegludze” – oświadczył, wymieniając zniszczenie ponad 30 stawiaczy min oraz uderzenia na wyspę Chark, opisaną jako w dużej mierze zniszczoną z wyjątkiem obszaru rurociągów naftowych. Ostrzegł, że jednym prostym rozkazem pozostała infrastruktura naftowa może zostać wyeliminowana, a później żartował o dalszych uderzeniach „tak dla zabawy”.
Problem w tym, że ruch tankowców przez Cieśninę Ormuz spadł o 70-90 procent, a dane Bloomberga pokazują, że droga wodna po obu stronach to masowy parking dla statków, którego udrożnienie może zająć tygodnie.

Ropa Brent spadła dziś do około 102 dolarów po wcześniejszych skokach, gdy rynki trawiły weekendowe uderzenia i nowe komentarze z Waszyngtonu. Amerykańskie precyzyjne bombardowania na wyspie Chark uderzyły wyłącznie w aktywa wojskowe, pozostawiając terminal eksportowy – obsługujący do 90 procent irańskich załadunków – nienaruszony. Jak zauważa Rabobank: „Trump bardzo starał się jasno przekazać, że infrastruktura naftowa nie była celem, ale ukryta groźba, że może się nim stać, jest mało subtelna”.

Selektywna blokada i tankowce-duchy
Sytuacja w Cieśninie Ormuz to nie całkowite zamknięcie, lecz faza „selektywnych zakłóceń”. Iran przepuszcza jednostki powiązane z „przyjaznymi” lub neutralnymi krajami – Chinami, Pakistanem, Indiami i Turcją – podczas gdy statki USA, Izraela i ich sojuszników pozostają zablokowane. Niektóre tankowce zaczęły nadawać w systemach identyfikacyjnych sygnał „Chinese” jako sposób na bezpieczny tranzyt.
Pakistański tankowiec typu Aframax o nazwie „Karachi” przepłynął bez szwanku blisko irańskiego wybrzeża – to najwyraźniejszy jak dotąd nieirański sukces. W nocy przez drogę wodną przeszedł również masowiec pod banderą Wysp Marshalla będący własnością USA.
Sekretarz Skarbu Scott Bessent potwierdził w CNBC, że USA celowo „pozwalają irańskim tankowcom na tranzyt” i „nie mają nic przeciwko”, aby niektóre indyjskie i chińskie statki przepływały „na razie, aby zaopatrywać resztę świata”. Dodał, że ceny ropy powinny spaść „znacznie poniżej” 80 dolarów za baryłkę po zakończeniu wojny, bo wtedy „świat będzie bezpieczniejszy i będziemy lepiej zaopatrzeni”.
USS Tripoli – lekki lotniskowiec z około 2500 marines i samolotami F-35B – został ponownie rozmieszczony w Zatoce Perskiej, co podsyca spekulacje o potencjalnej operacji lądowej na wyspie Chark. Rabobank określa to jako „poważną eskalację”. Szanse na Polymarket, że wyspa nie będzie pod kontrolą Iranu do 31 marca, wynoszą zaledwie 14 procent.

CYNICZNYM OKIEM: Trump chwali się zniszczeniem 7000 celów i jednocześnie prosi siedem krajów o pomoc w otwarciu cieśniny, przez którą wciąż nie mogą przepłynąć amerykańskie statki. Definicja „miażdżącego zwycięstwa” najwyraźniej ewoluuje szybciej niż sytuacja na froncie.
Europa odmawia, Chiny trzymają klucz
Dyplomatyczny front pozostaje równie chaotyczny jak wojskowy. Trump naciska na wielonarodową koalicję eskortową, żądając pomocy od „około siedmiu” krajów. Europa odpowiada serią odmów – Niemcy, Włochy i Grecja kategorycznie odrzucają udział, a rzecznik niemieckiego rządu oświadczył wprost, że wojna w Iranie nie ma nic wspólnego z NATO.
Wielka Brytania zajęła pozycję pośrednią. Premier Keir Starmer powiedział, że kraj nie da się wciągnąć w szerszą wojnę, ale będzie współpracować z sojusznikami nad „realnym wspólnym planem” otwarcia cieśniny – zastrzegając, że nie byłaby to misja prowadzona przez NATO.
Głównym punktem nacisku pozostaje relacja z Chinami. Rabobank trafia w sedno: Trump chce otwarcia Ormuz, a Xi chce gwarancji, że ropa z Zatoki będzie płynąć do chińskich rafinerii. Rozmawiając z Financial Times, Trump zasugerował opóźnienie szczytu w Pekinie zaplanowanego na 31 marca – 2 kwietnia, chyba że Chiny pomogą otworzyć cieśninę. Bessent złagodził to jako kwestię czysto „logistyczną”, ale powiązanie jest krystalicznie jasne.
Dla Xi szczyt może stać się momentem, w którym Pekin po cichu nakaże Teheranowi złagodzenie restrykcji – albo zaryzykuje eskalację na wyspie Chark uderzającą w chińską gospodarkę uzależnioną od importu.
Przebłyski deeskalacji czy złudzenia rynków?
Pojawiają się nikłe sygnały nadziei. Hamas wezwał Iran do zaprzestania ataków na sąsiadów, co spekulacyjnie interpretuje się jako sygnał do wyjścia z konfliktu. Iran zawarł umowy tranzytowe z Indiami i Bangladeszem. Dyrektor wykonawczy Międzynarodowej Agencji Energetycznej Fatih Birol stwierdził, że interwencyjne uwolnienie strategicznych rezerw ropy przez 32 narody zaczęło mieć „uspokajający” wpływ na rynki.
Głosy przeciwne są jednak głośniejsze. Huti grożą eskalacją na Morzu Czerwonym, ryzykując uszkodzenie saudyjskiego rurociągu omijającego cieśninę o przepustowości 5-7 milionów baryłek dziennie. Trump odrzuca zawieszenie broni, a Iran żąda wycofania się USA i reparacji. Rynki prognostyczne szacują szanse na zawieszenie broni przed końcem miesiąca na zaledwie 14 procent.
Mianowanie przez Mojtabę Chameneiego jastrzębia Mohsena Rezaei na doradcę wojskowego sugeruje kontynuację twardej linii po stronie irańskiej. 32 narody uwolniły strategiczne rezerwy, tankowce próbują przechodzić przez cieśninę incognito, a rynki wahają się między nadzieją a paniką – sytuacja pozostaje skrajnie płynna, a kluczowym pytaniem jest, czy Chiny dołączą do koalicji Trumpa i czy udrożnienie szlaku okaże się trwałe.
CYNICZNYM OKIEM: Tankowce zmieniają tożsamość na „chińską” jak pasażerowie w pociągu kupujący bilet pierwszej klasy w ostatniej chwili. Globalna żegluga w 2026 roku to nie logistyka – to teatr przetrwania z transponderami w roli kostiumów.


