W amerykańskich miastach rządzonych przez Demokratów rozgrywa się wielka, lecz mało nagłaśniana historia gospodarcza – exodus biznesu z największych metropolii. W rządzonych przez Demokratów miastach trwa krwawa łaźnia, a większość finansowych katastrof tego typu jest ignorowana, dopóki domek z kart całkowicie się nie zawali. Trzy bardzo różne ośrodki – Nowy Jork, Seattle i Hollywood – borykają się przy tym z zaskakująco podobnymi kryzysami, których wspólnym mianownikiem jest skrajnie lewicowa polityka.
Pierwszy przykład to Nowy Jork, gdzie podatki są konsekwentnie podnoszone, by zrekompensować miliardy dolarów dochodów publicznych utracone wskutek wyjazdów obywateli. Od 2021 roku Nowy Jork odnotował stratę netto wynoszącą około 220 000 mieszkańców, ale kluczowa nie jest sama liczba, lecz zamożność osób, które wyjeżdżają. W ciągu ostatnich dwóch lat miasto straciło około 6000 firm z powodu zamknięcia lub relokacji, co oznacza dziesiątki miliardów dolarów dochodów podatkowych wyparowanych ze skarbca.

Mamdani, podatek od bogactwa i ucieczka korporacji
Reakcja nowojorczyków u urn była zaskakująca dla wielu obserwatorów. Mieszkańcy wybrali Zohrana Mamdaniego, brnąc dalej w skrajnie lewicową politykę, która w pierwszej kolejności doprowadziła do kryzysu. Nowy burmistrz wprowadza obecnie hucznie zapowiadany „podatek od bogactwa” z zamiarem sfinansowania licznych socjalistycznych programów, choć dopiero teraz zaczyna zdawać sobie sprawę, że im bardziej opodatkowuje zamożnych mieszkańców, tym częściej będą oni po prostu wyjeżdżać.
Lista uciekających podmiotów jest pokaźna i obejmuje liderów branży finansowej. Apollo Management, JP Morgan Chase, ARK Investment, Wells Fargo i Citadel otwierają swoje główne biura korporacyjne w Teksasie i na Florydzie, a w kuluarach krążą plotki o kolejnych korporacjach planujących całkowicie opuścić miasto. Demokraci zaprzeczają, że to zagrożenie, lecz zdaniem autora prawdziwym testem był sam podatek od bogactwa – firmy czekały, by sprawdzić, czy Mamdani rzeczywiście okaże się na tyle nierozsądny, by go wprowadzić.
CYNICZNYM OKIEM: Wyborcy nowojorscy wybrali polityka, który obiecał zatrzymać exodus zamożnych przez ich opodatkowanie – logika identyczna jak gaszenie pożaru benzyną. Każdy odlatujący jet to kolejny wiec wyborczy Mamdaniego.
Seattle: deficyt 250 milionów i Starbucks pakujący walizki
Drugi przypadek to Seattle, gdzie exodus biznesu niszczy dochody miasta i pogłębia kryzys zadłużenia. Stan Waszyngton ma jeden z wyższych wskaźników upadłości firm w skali kraju. Sondaże pokazują, że 17% firm rozważa opuszczenie stanu – wzrost z 9% w 2025 roku – z powodu podatków, kosztów i regulacji, a małe firmy zgłaszają gorsze warunki niż w szczytowym momencie pandemii.
Seattle przoduje w tym trendzie, odnotowując stratę netto 13 000 miejsc pracy w 2025 roku w samym centrum. Kawowy gigant Starbucks, który narodził się w Seattle, ogłosił niedawno otwarcie nowego biura korporacyjnego w Nashville w stanie Tennessee i prawdopodobnie w najbliższej przyszłości całkowicie wyprowadzi się ze stanu Waszyngton. Wcześniej obecność w mieście znacząco zmniejszyły także Amazon i kolejne korporacje.
Schemat polityczny powtórzył się jak kalka z Nowego Jorku. Wyborcy w Seattle wybrali skrajnie lewicową aktywistkę Katie Wilson, która zasłynęła twierdzeniem, że zamierza uczynić Seattle „odpornym na Trumpa”. Wilson mierzy się obecnie z kryzysem budżetowym o prognozowanym deficycie 250 milionów dolarów i spadającymi wpływami z podatków, a na początku 2026 roku poleciła departamentom przygotowanie planów cięć budżetowych o 5% do 10% na rok 2027. Podobnie jak Mamdani, wzywa do wprowadzenia własnej wersji „podatku od bogactwa” – co zdaniem autora spowoduje jedynie dalszą ucieczkę firm.
Hollywood: fabryka snów zamknięta na klucz
Trzecim, najbardziej demokratycznym z niebieskich miast jest Hollywood, czyli „Fabryka Snów” doświadczająca masowych zwolnień. Paramount, Warner Bros., Discovery, CNN, Disney, Sony i Bad Robot zwalniają tysiące pracowników, a dziesiątki tysięcy miejsc pracy mają zniknąć przed rokiem 2027. Tylko w 2025 roku liczba produkcji spadła o 16 procent.
Hollywood różni się od pozostałych przypadków jednym aspektem – tam zachęty podatkowe zostały wręcz zwiększone, a przemysł filmowy jest chroniony przez stan Kalifornia. Mimo to lewicowe siedliska w aglomeracji Los Angeles popełniły ideologiczne samobójstwo, odmawiając słuchania opinii publicznej i zalewając USA propagandą „woke” na zlecenie Demokratów.
Według autora materiału problem jest głębszy niż zwykła ekonomia. Inicjatywy DEI, czyli różnorodności, równości i inkluzywności, wyparły największe talenty, zastępując kreatywne „konie pociągowe” miernymi umysłami w celu zwiększenia reprezentacji mniejszości. Apologeci Hollywood przekonują, że przyczyną problemów są technologia i sztuczna inteligencja, lecz autor materiału twierdzi, że niedola fabryki snów – podobnie jak Seattle i Nowego Jorku – jest jej własnym dziełem.
CYNICZNYM OKIEM: Hollywood spędziło dekadę pouczając publiczność, którą film ma oglądać, a teraz dziwi się, że publiczność wybrała inną kanapę. Sztuka wielkich morałów okazała się gorszym biznesem niż serial o smokach.
Ostatnie wysiłki zmierzające do ratowania branży poprzez schlebianie faktycznym oczekiwaniom widzów mogą okazać się spóźnione. Osoby z branży sugerują, że ludzie szukający pracy w filmie i telewizji będą musieli szukać jej poza Hollywood, ponieważ – tak jak w większości niebieskich miast – lokalna gospodarka po prostu umiera.
Wspólny obraz wyłaniający się z trzech opisanych miast jest spójny i niepokojący. Spadek liczby zamożnych mieszkańców i firm prowadzi do dziury budżetowej, dziura budżetowa do podwyżek podatków, podwyżki podatków do dalszej ucieczki bazy podatkowej – i kółko się zamyka. Władze tych ośrodków, zamiast zatrzymać spiralę, sięgają po narzędzia ją przyspieszające – od podatku od bogactwa po retorykę „odporności na Trumpa”. Demokraci, zdaniem autora materiału, starają się uciszyć tę historię tak bardzo, jak to tylko możliwe, lecz dane o exodusie firm, ucieczce kapitału i deficytach budżetowych mówią same za siebie. Niebieskie miasta nie tyle padają ofiarą zewnętrznych szoków, ile metodycznie demontują własne fundamenty finansowe.



