USA konfiskują w Teksasie 134 akry należące do mafii narkotykowej

Administracja przeszła od gadania do przejmowania ziemi, pieniędzy i twarzy

Adrian Kosta
6 min czytania

W Teksasie skonfiskowano 134 akry ziemi należącej do kartelu z Meksyku. „Zabraliśmy ziemię i wszystko, co na niej było”ogłosiła z dumą amerykańska straż graniczna CBP, publikując nagranie z aresztowań. Na wideo funkcjonariusze zatrzymują kilku członków kartelu, a narrator podkreśla tonem zwiastuna wojennego filmu: „Myśleli, że są nietykalni. Źle myśleli .”

Dla opinii publicznej brzmi to jak historia z happy endem – zło pokonane, własność terrorystów przeszła w ręce państwa. Dla Waszyngtonu to coś znacznie bardziej strategicznego: demonstracja, że administracja faktycznie przeszła od gadania o walce z kartelami do przejmowania ich ziemi, pieniędzy i twarzy.

CYNICZNYM OKIEM: W Teksasie właśnie odkryto nowy sposób hodowania bezpieczeństwa narodowego – uprawa konfiskat zamiast kukurydzy.

Kartel jako właściciel ziemski

Przejęte tereny należały do westside odłamu kartelu Zatoki – jednej z najstarszych i najbardziej brutalnych organizacji przestępczych w Ameryce Łacińskiej. Działa jak międzynarodowa korporacja, tylko bez działu PR: przemyca ludzi, broń, narkotyki i czasem ciała. Wśród ofiar – również obywatele USA.

Kartel wykorzystywał amerykańskie grunty nie tylko do przerzutów, ale również do upraw marihuany, korzystając z luk w lokalnych przepisach i autonomii niektórych terytoriów indiańskich. Te mechanizmy przez lata pozwalały mu działać niemal legalnie w „szarej strefie”. Ale – jak ogłosiło CBP – „to już nie tylko kwestia aresztowań, teraz demontujemy ich działalność od podstaw”.

W praktyce oznacza to uderzenie w fundament kartelowej logistyki: przejmowanie bezpiecznych domów, korytarzy transportowych i pól wykorzystywanych w handlu narkotykami.

Dla karterów ziemia to nie inwestycja, ale infrastruktura przestępczości. A jej utrata to cios bardziej dotkliwy niż chwilowa strata ładunku kokainy.

W amerykańskiej polityce pojawił się teraz nowy pomysł – powrót do starych metod. Senator Mike Lee z Utah przedstawił projekt „Cartel Marque and Reprisal Authorization Act”, który miałby dać prezydentowi Donaldowi Trumpowi prawo do wystawiania prywatnych listów kaperskich. W czasach żagli i armat oznaczało to, że państwo zezwalało prywatnym okrętom łupić wrogów. Dziś chodzi o to, by prywatne firmy amerykańskie mogły przejmować aktywa karteli – na morzu i na lądzie.

Lee argumentuje, że Konstytucja przewiduje takie rozwiązanie wobec „wrogów Stanów Zjednoczonych”, a skoro dawniej walczono z piratami, to współczesny wróg jest oczywisty – kartele. I choć pomysł brzmi jak scenariusz serialu Netflixa („Pirates of the Rio Grande”), w teorii daje zielone światło dla operacji quasi-wojskowych poza granicami kraju.

CYNICZNYM OKIEM: Ameryka zawsze była mistrzem prywatyzowania wojen – kiedyś Halliburton, teraz łowcy karteli w ramach wolnego rynku.

Finansowy krwiobieg przemocy

Równolegle do działań CBP, Departament Skarbu systematycznie zajmuje majątki karteli, wykorzystując listy sankcyjne Biura Kontroli Aktywów Zagranicznych (OFAC). W ubiegłym roku zablokowano aktywa członków Kartelu Północno-Wschodniego (CDN) i Sinaloa – zarówno konta, jak i powiązane spółki pośredniczące w praniu pieniędzy.

Sekretarz Skarbu Scott Bessent ujął to brutalnie precyzyjnie: „Prane pieniądze to źródło życia dla kartelu. Kto pomaga im w tym procesie, staje się wspólnikiem terrorystów.”

Nieprzypadkowo amerykański Departament Stanu uznał w 2025 roku szereg meksykańskich grup przestępczych za międzynarodowe organizacje terrorystyczne. Ten zabieg pozwolił blokować ich majątek i odcinać od systemu finansowego USA – w praktyce to ekonomiczna blokada wymierzona w narkotykowy biznes.

W oczach Waszyngtonu to nie jest już przestępczość – to wojna.

Granica, która przestaje być metaforą

Były komisarz CBP Rodney Scott podkreślił, że handel ludźmi i praca przymusowa są dziś częścią tego samego systemu finansowego, który zasila przemytników narkotyków. Zamykanie granicy to więc nie tylko obrona terytorialna, lecz także cios w przychody karteli. Jego słowa – „gdy nielegalne przekroczenie granicy przestaje gwarantować wjazd do interioru, kartele tracą produkt i zysk” – brzmią jak połączenie administracyjnej notatki i instrukcji ekonomicznej wojny.

W styczniu CBP podało, że już dziewiąty miesiąc z rzędu zero nielegalnych imigrantów zostało wypuszczonych do wnętrza kraju bez procedury deportacyjnej. Dla jednych to dowód skuteczności, dla innych – triumf biurokratycznego bezlitosnego systemu.

Ale sedno sprawy jest inne: Ameryka zaczyna odzyskiwać kontrolę nad swoim lądem – dosłownie i symbolicznie.

CYNICZNYM OKIEM: Kiedy państwo odbiera kartelowi 134 akry, to nie sukces gospodarczy, tylko geopolityczna psychoterapia. Każdy przejęty szyb naftowy, dom czy pole uprawne to kawałek odzyskanej suwerenności – i materiał na nowy spot kampanii wyborczej.

Pod hasłem walki z terroryzmem narkotykowym USA prowadzą dziś nieformalną ofensywę ekonomiczno-prawną. Tereny, konta i aktywa – wszystko, co dawało kartelom przewagę w cieniu – staje się celem. Tym razem nie strzelają żołnierze, tylko urzędnicy i prawnicy, ale efekt bywa równie ostateczny.

W tym kontekście zajęcie 134 akrów w Teksasie to gest o znaczeniu symbolicznym: granica przestaje być linią narysowaną kredą, a znów staje się murem, wzmocnionym własnością państwową i politycznym przekazem.

Kartel myślał, że może mieć ziemię w Ameryce. Ameryka – że może mieć granicę bez wojny. Obie strony się myliły, ale tylko jedna zapłaciła – ziemią.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *