USA grożą państwom Zatoki „konsekwencjami” za brak udziału w wojnie

Grożenie sojusznikowi za pośrednictwem Twittera, żeby dołączył do wojny, której nie chciał

Adrian Kosta
5 min czytania
Lindsey Graham petrodolar Arabia Saudyjska wojna z Iranem państwa Zatoki

Senator Lindsey Graham opublikował w serwisie X wpis, który nawet jak na standardy waszyngtońskiej dyplomacji wyróżnia się wyjątkową bezceremonialalnością. W imieniu administracji – a przynajmniej z domniemanym jej przyzwoleniem – zagroził państwom Zatoki Perskiej „konsekwencjami”, jeśli te nie zaangażują swoich sił zbrojnych w trwający konflikt z Iranem. Fakt, że te groźby padają publicznie, za pośrednictwem mediów społecznościowych i pod adresem teoretycznych sojuszników, mówi o stanie amerykańskiej dyplomacji więcej niż jakikolwiek raport Departamentu Stanu.

Graham wymienił z nazwy Arabię Saudyjską, wskazując, że amerykańska ambasada w Rijadzie jest ewakuowana z powodu nieustannych irańskich ataków na Królestwo, a mimo to Saudyjczycy odmawiają użycia swojej armii w ramach wysiłków zmierzających do obalenia reżimu w Teheranie. „Pytanie – dlaczego Ameryka miałaby zawierać porozumienie obronne z krajem takim jak Królestwo Arabii Saudyjskiej, które nie chce przyłączyć się do walki o wspólny interes?” – napisał senator, dodając, że Amerykanie giną, a USA wydają miliardy, podczas gdy Arabia Saudyjska ogranicza się do oświadczeń i marginalnie pomocnych działań w tle. Całość zakończył jednoznacznie: „Jeśli nie chcecie użyć swojej armii teraz, to kiedy zamierzacie to zrobić? Mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni. Jeśli nie, wyciągnięte zostaną konsekwencje.”

CYNICZNYM OKIEM: Grożenie sojusznikowi za pośrednictwem Twittera, żeby dołączył do wojny, której nie chciał – to nie dyplomacja, to rekrutacja metodą szantażu. Ostatni raz, gdy mocarstwo tak traktowało partnerów w regionie, skończyło się to dekadami resentymentu i paroma rewolucjami.

Sojusznik czy zakładnik

Graham w ostatnich dniach pojawia się w centrum uwagi mediów korporacyjnych z częstotliwością sugerującą, że pełni rolę nieformalnego rzecznika wojennego administracji. W wywiadzie z Marią Bartiromo nie krył entuzjazmu wobec perspektyw konfliktu, zapowiadając: „Tylko poczekajcie, co wydarzy się w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Ten reżim jest teraz w agonii.” Administracja Trumpa nie wydała żadnego publicznego sprostowania, co sugeruje, że albo podziela retorykę senatora, albo uznaje ją za wystarczająco użyteczną, by nie reagować.

Problem w tym, że groźby kierowane pod adresem państw Rady Współpracy Zatoki Perskiej ignorują fundamentalną asymetrię tej relacji. Uprzywilejowany status dolara jako światowej waluty rezerwowej opiera się w znacznym stopniu na handlu ropą z państw Zatoki w amerykańskiej walucie – na systemie petrodolarowym, który przez dekady stanowił fundament globalnej dominacji finansowej Waszyngtonu. Ron Paul zwrócił niedawno uwagę na to, co nawet krótka przerwa w produkcji ropy zrobiła z globalnymi cenami i perspektywami żywotności dolara – a to dopiero efekt pierwszego rzędu w gospodarce zależnej od ropy i porządku międzynarodowym zależnym od handlu tą ropą w dolarach.

Gdyby Saudyjczycy i inni, w odpowiedzi na groźby pokroju tych formułowanych przez Grahama, zdecydowali się porzucić dolara w rozliczeniach naftowych, konsekwencje dla amerykańskiej waluty mogłyby być katastrofalne. To scenariusz, o którym w Waszyngtonie mówi się szeptem, ale który w Rijadzie, Abu Zabi czy Dosze stanowi coraz bardziej realną kartę przetargową.

Porozumienia Abrahamowe na szali

Jest jeszcze wymiar strategiczny, który groźby Grahama mogą nieodwracalnie uszkodzić. Stany Zjednoczone przez lata inwestowały ogromny kapitał dyplomatyczny w budowanie Porozumień Abrahamowych – jedynego mechanizmu, który dawał nadzieję na choćby cień trwałej stabilizacji w regionie pogrążonym w chronicznym konflikcie. Publiczne szantażowanie państw, których współpraca jest niezbędna dla powodzenia tego procesu, podważa fundamenty, na których te porozumienia zostały zbudowane.

Kierowanie niejasnych gróźb za pośrednictwem mediów społecznościowych pod adresem krajów, które próbuje się jednocześnie zwerbować jako partnerów wojennych, nie jest sposobem na prowadzenie skutecznej dyplomacji. Państwa Zatoki mają swoje kalkulacje, swoje interesy bezpieczeństwa i swoją wizję przyszłości regionu – wizję, która niekoniecznie pokrywa się z harmonogramem wojennym senatora z Karoliny Południowej.

CYNICZNYM OKIEM: Ameryka potrzebuje Zatoki do handlu ropą w dolarach, do baz wojskowych, do porozumień pokojowych i do wojny z Iranem jednocześnie. A potem grozi im „konsekwencjami” na Twitterze. W dyplomacji istnieje stara zasada – nie pluj do studni, z której pijesz. Zwłaszcza gdy ta studnia jest pełna ropy.

Dla polskich obserwatorów ta sytuacja niesie ważną lekcję o dynamice sojuszy w warunkach konfliktu. Gdy mocarstwo zaczyna publicznie grozić własnym partnerom, by wymusić ich udział w wojnie, oznacza to, że koalicja chętnych nie jest tak chętna, jak prezentują to komunikaty prasowe. A w świecie, gdzie bezpieczeństwo energetyczne Europy zależy od stabilności relacji amerykańsko-saudyjskich, każdy tweet z groźbami powinien budzić niepokój nie tylko w Rijadzie, ale i w Warszawie.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *