Wojna na Bliskim Wschodzie pochłania zasoby jak czarna dziura – i coraz wyraźniej widać, że pierwszą ofiarą tej grawitacji jest Ukraina. Prezydent Trump otwarcie zasygnalizował gotowość do przekierowania broni pierwotnie powiązanej z Kijowem na teatr działań przeciwko Iranowi, potwierdzając to, przed czym Wołodymyr Zełenski ostrzegał od tygodni.
Zapytany w czwartek o doniesienia dotyczące przekierowywania transportów, Trump zbagatelizował temat z charakterystyczną dla siebie nonszalancją.
„Robimy to cały czas. Mamy mnóstwo amunicji. Czasami zabieramy z jednego miejsca i używamy w innym” – powiedział prezydent.
Interceptory dla NATO mogą nigdy nie trafić do Ukrainy
Według The Washington Post Pentagon rozważa przekierowanie pocisków przechwytujących, pierwotnie przeznaczonych do zakupu przez NATO dla Ukrainy, na Bliski Wschód. Ostateczna decyzja oficjalnie jeszcze nie zapadła, ale logika operacyjna przemawia za nią jednoznacznie. Amerykańskie bazy w regionie zmagają się z przechwytywaniem irańskich rakiet i dronów, a potrzeby rosną z każdym dniem.
Dowodem jest piątkowy atak na bazę lotniczą Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej. Rannych zostało co najmniej kilkunastu amerykańskich żołnierzy, a raporty mówią o kilku osobach w stanie ciężkim. Trafione zostały również kosztowne samoloty Sił Powietrznych USA.
CYNICZNYM OKIEM: „Mamy mnóstwo amunicji” – mówi prezydent kraju, którego urzędnicy jednocześnie alarmują o niepokojąco niskich zapasach Tomahawków. Mnóstwo to najwyraźniej kwestia perspektywy.
Trump dodał również, że Waszyngton nie dostarcza już broni bezpośrednio ukraińskiemu rządowi. Zamiast tego USA „sprzedają” ją państwom NATO, które następnie przekazują ją dalej. Od miesięcy jest to oficjalnie deklarowany plan Białego Domu – mechanizm, który pozwala utrzymywać narrację o wsparciu, jednocześnie dystansując się od bezpośredniej odpowiedzialności.
Ukraina zostaje z coraz mniejszym parasolem
Tymczasem Kijów od miesięcy bije na alarm w sprawie zapotrzebowania na systemy Patriot i inne środki obrony powietrznej. Rosyjskie ataki na ukraińskie miasta nie słabną – pozostają niezmienne i niszczycielskie w skutkach. Każdy interceptor, który trafi na Bliski Wschód zamiast nad Dniepr, to konkretne budynki, szpitale i ludzie pozbawieni osłony.
Na początku marca Zełenski skomentował sytuację z gorzkim realizmem.
„Rozumiemy, że długa wojna – jeśli będzie długa – oraz intensywność działań militarnych wpłyną na ilość otrzymywanej przez nas obrony powietrznej” – stwierdził ukraiński prezydent.
I dodał słowa, które brzmią jak epitafium dla zachodnich obietnic.
„Wszyscy rozumieją, że dla nas jest to kwestia życia”.

CYNICZNYM OKIEM: Ukraina dostaje lekcję geopolityki w najbardziej brutalnym wydaniu – sojusznicy nie znikają, po prostu zmieniają adres dostawy. Dziś priorytetem jest ten, kto głośniej strzela.
Obraz, który wyłania się z tych doniesień, jest bezlitosny. USA prowadzą wojnę pochłaniającą zasoby szybciej niż przemysł zbrojeniowy je produkuje, a jedynym dostępnym buforem okazuje się arsenał obiecany komuś innemu. Dla Zełenskiego to nie jest abstrakcyjna kalkulacja strategiczna – to pociski, których zabraknie następnej nocy nad Charkowem.



