USA finansuje armię Chin. Miliard dolarów trafiło do tajnych laboratoriów

Amerykańska nauka obficie karmi chińskiego smoka

Adrian Kosta
5 min czytania

Niemal miliard dolarów amerykańskich funduszy federalnych trafił do badań, z których korzystają chińskie laboratoria obronne – te same, które Pekin oficjalnie uznaje za kluczowe dla wojska. Raport Centrum Badań nad Bezpieczeństwem i Integralnością (CRSI) z 19 lutego ujawnia 1800 publikacji naukowych z lat 2019–2025, gdzie amerykańscy badacze współpracowali z chińskimi jednostkami. Jedna trzecia z nich chwali się wsparciem z Waszyngtonu.

Jeffrey Stoff, założyciel CRSI i były doradca USA ds. Chin, nie ma złudzeń: rządowi i uniwersytetom brakuje woli, zasobów albo priorytetów, by chronić własne innowacje. „Instytucje badawcze nie dbają o interesy narodowe, nawet gdy płacą za to podatnicy” – mówi wprost. Chińskie laboratoria zyskały wiedzę o energetyce kierunkowej, materiałach wybuchowych, radarach, AI i elastycznej elektronice – technologiach zmieniających wojnę na zawsze.

CYNICZNYM OKIEM: Najlepszy szpieg to ten, który dostaje dotacje – i jeszcze dziękuje za współpracę w stopce artykułu.

45 laboratoriów, zero „obrony” w nazwie

Raport identyfikuje 45 chińskich laboratoriów obronnych, które Pekin sam klasyfikuje jako państwowe. Prawie wszystkie usunęły z angielskich nazw słowa „obrona” czy „narodowa obrona” – celowa mgła, by utrudnić weryfikację. Najaktywniejsze to Państwowe Laboratorium Metalurgii Proszków na Central South University w Changsha: 285 wspólnych publikacji z USA, w tym 80 z funduszami rządowymi.

Założone w 1989 przez Huang Peiyuan – kluczowego naukowca chińskiego atomu i rakiet – laboratorium wspiera chińskie lotnictwo wojskowe. Obecny szef, Zhou Kechao, brał fundusze od Departamentu Rozwoju Uzbrojenia PLA.

Od 2019 roku współpracowało z 70 amerykańskimi instytucjami, w tym University of Tennessee – liderem partnerstw. Inne przypadki: laboratorium spawalnicze rakietowego giganta China Academy of Launch Vehicle Technology czy instytuty z Harbin, powiązane z „Siedmioma Synami Obrony Narodowej”.

National Science Foundation (NSF) to największy darczyńca – ponad 71% z 943,5 miliona dolarów. Nawet jeśli granty idą na „teoretyczne badania”, chińskie laboratoria stosują je w broni. Pentagon i Departament Energii (DOE) też dokładają cegiełek. Argonne National Laboratory DOE ma na koncie 19 wspólnych artykułów z chińskimi jednostkami – z podziękowaniem za amerykańskie pieniądze.

Stoff podkreśla: badanie celowo ograniczyło się do „jednoznacznie ryzykownych” podmiotów. „Jeśli współpraca z laboratoriami PLA nie jest niedopuszczalnym ryzykiem, to co jest?” – pyta retorycznie. CRSI szacuje, że suma może być wyższa przez luki w kontraktach.

CYNICZNYM OKIEM: Chińczycy nie kradną technologii – dostają ją w PDF-ach z podziękowaniem za „owocną współpracę międzynarodową”.

„Niedopuszczalne ryzyko” ignorowane

Raport nie zostawia suchej nitki na amerykańskim systemie: brak regulacji pozwala na przeciek. Chińskie instytucje maskują powiązania, uniwersytety gonią publikacje, agencje federalne nie weryfikują. Wiceminister wojny Emil Michael obiecuje „intensyfikację ochrony badań”, ale DOE, NSF i Argonne milczą.

Przykłady mnożą się po kongresowych śledztwach: badacze Pentagonu i DOE pracują z chińskimi jednostkami wzmacniającymi PLA. Stoff, były doradca rządu USA, ostrzega: to nie przypadek, lecz systemowa ślepota. Chińskie laboratoria bezpośrednio korzystają z technologii zmieniających przyszłe pola bitew – od AI po fizykę obliczeniową.

CRSI proponuje rządowe centrum nadzoru nad bezpieczeństwem badań federalnych. Brzmi logicznie, ale w świecie, gdzie nauka jest globalnym biznesem, a nie narodowym skarbem, wdrożenie graniczy z science fiction.

Pentagon przyznaje problem, ale akcji brak. Chińczycy grają va banque: maskują nazwy, wysyłają swoich naukowców, zbierają wyniki. USA płacą za badania, Pekin buduje rakiety.

Miliard dolarów to nie drobne – to realna wartość technologii militarnych, które jutro mogą celować w amerykańskie satelity czy lotniskowce. Raport CRSI to nie krzyk na puszczy, lecz dowód na dziurawy system. Jeffrey Stoff ma rację: brak regulacji to brak woli politycznej.

Gdy chińskie laboratoria PLA piszą podziękowania w stopkach artykułów, Ameryce grozi nie tyle szpiegostwo, co darmowa licencja na własną przyszłość. W świecie, gdzie wojna zaczyna się od kodu i algorytmów, pytanie brzmi proste: czy USA wolą publikacje w Nature, czy przetrwanie w 2035? Odpowiedź – jak zwykle – zna budżet NSF.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *