USA detronizują Katar i przejmują koronę króla LNG

Prawdziwy problem leży głębiej i ma charakter strukturalny

Jarosław Szeląg
6 min czytania

Geopolityczne trzęsienie ziemi na rynku skroplonego gazu ziemnego dokonało się szybciej, niż ktokolwiek przewidywał. Irańskie drony nad katarskimi liniami skraplającymi, bezterminowe zamknięcie cieśniny Ormuz i opóźnienia w kluczowych projektach rozbudowy – ta kombinacja ciosów nie tylko zachwiała pozycją Kataru jako globalnego lidera eksportu LNG, ale de facto przekazała koronę projektom na amerykańskim Wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej. To, co jeszcze niedawno wyglądało na wyścig dwóch koni o udział w światowym rynku gazu, stało się rywalizacją jednostronną. Według prognoz firmy Criterion Research, eksport amerykańskiego LNG do 2030 roku niemal się podwoi, z dalszym potencjałem wzrostu w kolejnej dekadzie.

Luka na 100 milionów ton i nikt, kto ją wypełni

Utrata przez Katar 12,8 miliona ton rocznie zdolności eksportowych w wyniku irańskich ataków to poważny cios, ale sam w sobie nie katastrofa globalna – baza eksportowa wynosi 77 milionów ton rocznie. Prawdziwy problem leży głębiej i ma charakter strukturalny. Iran zademonstrował potencjał do kolejnych uderzeń, co oznacza, że nawet przywrócone moce produkcyjne nie mogą być traktowane jako stabilny fundament dostaw.

Nawet jeśli obiekty lądowe zostaną naprawione, a cieśnina nominalnie otwarta, operatorzy tankowców LNG i ich ubezpieczyciele prawdopodobnie nie wznowią normalnych rejsów bez trwałego poczucia bezpieczeństwa. Takiej pewności nie może zadeklarować żaden rząd – musi ona zostać wypracowana poprzez miesiące lub lata stabilności w środowisku konfliktu bez jasnego rozwiązania.

Cząsteczki gazu, które nie mogą trafić na rynek, są de facto uwięzione. Ograniczenia żeglugowe w cieśninie Ormuz to element, który najtrudniej rozwiązać wyłącznie za pomocą inżynierii czy dyplomacji.

lng

CYNICZNYM OKIEM: Katar wydał miliardy na budowę imperium gazowego, a potem okazało się, że klucz do jego królestwa trzyma irański operator drona za ułamek tej kwoty.

Poza wpływem na bieżące wolumeny, sytuacja torpeduje ambitny trójfazowy program rozbudowy pola North Field – obejmujący etapy NFE, NFS i North Field West – który miał zwiększyć całkowitą wydajność skraplania z 77 do 142 milionów ton rocznie do 2030 roku. Globalny popyt na LNG liczył na te dostawy. Wszystkie trzy fazy stoją obecnie w obliczu bezterminowych opóźnień, bez oficjalnego skorygowanego harmonogramu i bez perspektyw na wznowienie prac na morzu w najbliższym czasie.

Uruchomienie pierwszej linii NFE przesunęło się na trzeci kwartał 2026 roku jeszcze przed zawieszeniem prac. Plotki mówiły o przesunięciu na 2027 rok jeszcze przed rozpoczęciem ataków. Łącznie zakłócenia w istniejącej bazie oraz opóźnienie pełnego programu rozbudowy reprezentują potencjalną lukę wynoszącą ponad 100 milionów ton rocznie w stosunku do tego, na co rynek liczył do początku lat trzydziestych. Żadne inne źródło dostaw nie jest w stanie zastąpić tego wolumenu w tak krótkim czasie.

Ameryka wchodzi z gotowym portfelem

Kolejka amerykańskich projektów poruszała się agresywnie jeszcze zanim sytuacja Kataru uległa pogorszeniu. Według danych Criterion Research, projekt Golden Pass LNG jest w fazie aktywnego rozruchu, a projekty CP2 Faza 1, Port Arthur oraz Rio Grande LNG są na dobrej drodze do rozpoczęcia produkcji w 2027 roku. Po nich nastąpi CP2 Faza 2, która osiągnęła już ostateczną decyzję inwestycyjną.

Przewiduje się, że same amerykańskie projekty po etapie decyzji inwestycyjnej osiągną przepustowość 39 miliardów stóp sześciennych dziennie do 2033 roku. Choć USA nie mogą w pełni zrekompensować utraconych wolumenów katarskich przed 2030 rokiem, istnieje silna lista projektów, które mogą teraz zostać przyspieszone dzięki popytowi ze strony klientów zastępujących dostawy z Kataru.

Scenariusz optymistyczny jest jednak obwarowany istotnymi zastrzeżeniami. To, czy popyt zmaterializuje się w wystarczających ilościach, zależy w dużej mierze od ceny. Infrastruktura wymagana do przekształcenia popytu w rzeczywisty import pozostaje daleko w tyle za harmonogramem. W Azji Południowej i Południowo-Wschodniej budowa terminali regazyfikacyjnych oraz sieci dystrybucji gazu była wielokrotnie opóźniana przez kombinację wysokich cen, ograniczeń fiskalnych oraz poprawiającej się ekonomiki odnawialnych źródeł energii.

CYNICZNYM OKIEM: Paradoks godny podręcznika ekonomii – szok podażowy winduje ceny tak wysoko, że kraje, które najbardziej potrzebują gazu, nie stać na budowę infrastruktury do jego odbioru. Rynek sam sobie podkłada nogę.

Infrastruktura regazyfikacyjna, która nie powstanie pod koniec lat dwudziestych, nie będzie mogła przyjąć wolumenów na początku lat trzydziestych. Paradoksalnie, szok podażowy o tej skali może wywindować ceny na tyle wysoko, by jeszcze bardziej opóźnić budowę tej infrastruktury, tłumiąc właśnie ten wzrost popytu, który w innym przypadku wchłonąłby amerykańskie dostawy.

Strukturalny popyt z Europy i Azji Północno-Wschodniej, oparty na długoterminowych kontraktach i mandatach bezpieczeństwa dostaw, prawdopodobnie się utrzyma. Jednak przyrostowy popyt z rynków wschodzących wydaje się teraz znacznie bardziej niepewny, niż zakładano w konsensusie przed wybuchem konfliktu. Rzadko zdarza się, aby zakłócenie dostaw o takiej skali tak idealnie zbiegło się w czasie z oknem inwestycyjnym konkurencyjnego eksportera. Dominacja USA na rynku LNG wydaje się coraz bardziej pewna – pytanie brzmi jedynie, kto i za jaką cenę kupi ten gaz.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *