Amerykański przemysł stoczniowy znów rośnie w siłę. Huntington Ingalls Industries (HII) – największy producent okrętów wojennych w USA – notuje największy wzrost akcji od dwunastu lat, po tym jak prezydent Donald Trump ogłosił powstanie nowej „Trump-class” – serii nowoczesnych pancerników, które mają wyznaczyć kierunek rozwoju floty do połowy lat 30. XXI wieku.
Na poniedziałkowym wieczornym wystąpieniu Trump zapowiedział budowę dwóch pierwszych jednostek, z planem zakupu 20–25 okrętów w kolejnych latach. Każdy z nich ma ważyć 30–40 tysięcy ton, a jego arsenał obejmie pociski hipersoniczne, elektromagnetyczne działa szynowe oraz lasery energetyczne. Co więcej, „Trump-class” ma przenosić nuklearne pociski manewrujące odpalane z morza, nad którymi Pentagon prowadzi obecnie prace.

CYNICZNYM OKIEM: Ameryka buduje pancerniki XXI wieku – nie po to, by nimi płynąć, lecz by świat wiedział, że wciąż potrafi uderzyć. Stal i duma to dwie waluty, którymi imperia płacą za swoje sny o potędze.
Kurs na rekordy – na morzu i na giełdzie
Wieść o „Trump-class” wystrzeliła kurs HII o 10% w zaledwie dwie doby, a analitycy Goldmana podnieśli prognozę cenową akcji z 356 do 384 dolarów. Spółka już wcześniej korzystała na trendzie renesansu przemysłu obronnego – jej papiery są dziś na historycznych maksimach, a cały indeks S&P Aerospace & Defense zbliża się do rekordu.

W tym roku akcje HII wzrosły o 87%, co oznacza najlepszy wynik od 2013 roku, kiedy zwyżka sięgnęła 107%. W praktyce to powrót do logiki zimnowojennej – państwo zamawia, przemysł produkuje, rynek dziękuje.

Sekretarz Marynarki Wojennej John Phelan ujawnił przy tym, że armia planuje też nową klasę fregat na bazie projektu HII Legend-Class, co jeszcze bardziej wzmacnia pozycję koncernu w krajowej produkcji okrętowej.
Nowa doktryna oceanów
Program „Trump-class” wpisuje się w szerszą strategię „przebudowania ” amerykańskich sił zbrojnych – koncentracji na obronie zachodniej hemisfery i przygotowaniach do dekady 2030.
Nowe pancerniki mają stać się pływającymi centrami dowodzenia, wokół których koncentrowane będą zarówno autonomiczne drony morskie, jak i tradycyjne jednostki.
CYNICZNYM OKIEM: „Trump-class” to nie tylko nazwa okrętu. To marka polityczna, stalowa deklaracja siły i przypomnienie, że w świecie pełnym niepokoju łatwiej sprzedać bezpieczeństwo niż pokój.
Nowe pancerniki mają wypłynąć w 2030 roku – dokładnie wtedy, gdy świat będzie potrzebował symbolu, że ocean jeszcze należy do Ameryki.


