Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych poinformowały 20 kwietnia, że przedłużą żywotność samolotu szturmowego A-10 Thunderbolt II, powszechnie nazywanego „Warthog” lub „Guziec”, o kolejne cztery lata poza wcześniej ustalony termin wycofania ze służby w 2026 roku. Sekretarz Sił Powietrznych Troy Meink ogłosił w serwisie X, że po konsultacjach z Sekretarzem Wojny Pete’em Hegsethem podjęto decyzję o utrzymaniu platformy w służbie do 2030 roku. Uzasadnieniem jest konieczność zachowania siły bojowej w czasie, gdy baza przemysłowa obronności pracuje nad zwiększeniem produkcji samolotów bojowych, a napięcia z Iranem oraz inne operacje zagraniczne pochłaniają rosnące zasoby.
Decyzja zbiegła się z intensywnym wykorzystaniem maszyny w bieżących działaniach bojowych, szczególnie w regionie Zatoki Perskiej. Według Centralnego Dowództwa Stanów Zjednoczonych, A-10 jest wykorzystywany w operacjach przeciwko Iranowi, a w poście na platformie X z 25 marca poinformowano, że maszyna została użyta do uderzeń w irańskie jednostki marynarki wojennej podczas operacji „Epic Fury”. Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, generał Dan Caine, ujawnił na konferencji prasowej w Pentagonie 19 marca, że samolot „bierze teraz udział w walce na południowej flance, gdzie poluje i niszczy szybkie łodzie atakujące w Cieśninie Ormuz”. Po dekadach prób spisania maszyny na straty, rzeczywistość pola walki po raz kolejny zweryfikowała teoretyczne plany.

Latający czołg, który przetrwa trafienie
Zgodnie z arkuszem informacyjnym Sił Powietrznych, „Guziec” był pierwszym samolotem tej formacji zaprojektowanym specjalnie do zapewniania wsparcia powietrznego siłom lądowym. Maszyna może przebywać w pobliżu obszarów walk przez dłuższy czas i być wykorzystywana jako samolot szturmowy przeciwko celom naziemnym, w tym czołgom oraz innym pojazdom opancerzonym. Wytrzymałość konstrukcji pozostaje legendarna w amerykańskich siłach zbrojnych, a Siły Powietrzne potwierdzają, że samolot jest zdolny do przetrwania trafień pociskami przeciwpancernymi oraz odłamkowo-burzącymi kalibru do 23 milimetrów.
Były pilot myśliwca F-16 Thunderbolt Ryan Bodenheimer, który prowadzi kanał na YouTube „Max Afterburner”, opisał A-10 w wideo z 15 marca jako „amerykański latający czołg”. Stwierdził, że maszyna może być używana do zestrzeliwania dronów Shahed, a także niszczenia części szybkich łodzi patrolowych, które Iran wciąż posiadał w tamtym czasie w służbie.
Mimo wytrzymałości konstrukcji, „Warthog” nie jest maszyną niezniszczalną, co przypomniało wydarzenie z 3 kwietnia, gdy pilot katapultował się z A-10 po trafieniu przez siły irańskie. Teheran przyznał się do ataku, a pilot bezpiecznie wylądował na spadochronie w Kuwejcie, zanim samolot się rozbił. Przypadek ten pokazuje, że nawet legendarna odporność konstrukcji ma swoje granice w konfrontacji z nowoczesnym uzbrojeniem przeciwlotniczym.
CYNICZNYM OKIEM: Samolot z 1976 roku ratuje tyłek najnowocześniejszej armii świata. Generałowie od dekad obwieszczają jego bezużyteczność, a Warthog uparcie strzela do celów, których F-35 nie potrafi dopaść.
Bitwa biurokratyczna trwała latami
Niektórzy przedstawiciele Sił Powietrznych od lat twierdzili, że A-10, który po raz pierwszy wzbił się w powietrze w 1976 roku, jest zbyt stary, zbyt wolny oraz zbyt kosztowny w utrzymaniu. Argumentacja za wycofaniem opierała się na potrzebie zwolnienia funduszy na rozwój nowoczesnych rozwiązań obronnych, takich jak broń hipersoniczna. Przeciwnicy tego kierunku podnosili jednak, że redukcja floty przed pojawieniem się odpowiedniego następcy mogłaby pozostawić wojska lądowe bez adekwatnego wsparcia z powietrza, co byłoby poważnym błędem strategicznym.
W 2021 roku ówczesny prezydent Joe Biden chciał wycofać dziesiątki tych samolotów, aby uwolnić zasoby na modernizację armii. Senator Mark Kelly, Demokrata z Arizony, w którego stanie stacjonuje wiele tych maszyn, sprzeciwił się temu planowi i wywalczył zapisy w legislacji obronnej blokujące wycofanie floty. Kelly argumentował, że samoloty nie powinny być wycofywane z użytku, dopóki nie będzie dostępny ich następca, co stało się jego koronnym argumentem w dalszych starciach z Pentagonem.
W tym samym roku generał dywizji Sił Powietrznych David Nahom powiedział podczas przesłuchania w Izbie Reprezentantów, że jeśli liczba A-10 nie zostanie zmniejszona, Siły Powietrzne staną w obliczu niedoboru mechaników do obsługi nowszych samolotów. Argument kadrowy stał się jednym z głównych technicznych uzasadnień za wycofaniem maszyny, choć nie przekonał decydentów politycznych kontrolujących proces legislacyjny w Kongresie.

CYNICZNYM OKIEM: Wojskowi chcieli wyrzucić Warthoga na złom, senator z Arizony pilnował lokalnych miejsc pracy, a Iran mimochodem udowodnił, że stary guziec wciąż ma zęby. Strategia narodowa bywa wypadkową lobby, sentymentu i przypadku.
Poza Pentagonem A-10 ma wielu entuzjastycznych obrońców, którzy wskazują na jego unikalne zdolności bojowe. Analityk obrony Mike Fredenburg napisał w artykule opiniotwórczym dla The Epoch Times z 24 marca, że maszyna po raz kolejny wykorzystuje swoją niezrównaną wszechstronność oraz zdolność do długotrwałego przebywania w powietrzu, aby niszczyć szybkie jednostki nawodne, drony i pozycje wroga. Fredenburg stwierdził wprost, że „w roli, jaką pełni w operacji Epic Fury, Warthog jest znacznie lepszy od jakiegokolwiek F-35, F-15, F-16 czy B-2, a nawet od najbardziej zaawansowanego drona w amerykańskim arsenale”.
Przedłużenie eksploatacji do 2030 roku oznacza, że A-10 będzie w służbie przez niemal 54 lata od pierwszego lotu, co stanowi wynik imponujący nawet jak na standardy amerykańskiej aeronautyki wojskowej. Decyzja Meinka i Hegsetha stanowi formalną kapitulację wobec rzeczywistości pola bitwy, w której stara maszyna okazała się niezastąpiona. Konflikty na Bliskim Wschodzie, rosnące zagrożenie ze strony tanich dronów oraz ograniczone zdolności produkcyjne amerykańskiej bazy przemysłowej stworzyły warunki, w których wycofanie A-10 byłoby luksusem, na który Stany Zjednoczone nie mogą sobie obecnie pozwolić.



