Urzędnik Brukseli planował obalić rządy Viktora Orbana

Już w 2019 opracowano projekt koordynujący opozycję wobec węgierskiego przywódcy

Adrian Kosta
6 min czytania

Nowe przecieki opublikowane przez portal The Grayzone ujawniają, że wysoki urzędnik Komisji Europejskiej, Marton Benedek, od kilku lat miał prowadzić nieformalną kampanię polityczną przeciw rządowi Viktora Orbána. Z dokumentów wynika, że już w 2019 roku opracował projekt stworzenia forum koordynującego opozycję wobec węgierskiego przywódcy – forum, które z czasem mogło przekształcić się w „rząd cieni” zdolny przejąć władzę.

węgry

CYNICZNYM OKIEM: Bruksela coraz częściej zachowuje się jak imperium, które zamiast podbijać państwa armią, czyni to grantami i projektami „demokratyzacyjnymi.”

„Projekt oporu” – skąd się wziął pomysł

Benedek, będący wtedy koordynatorem ds. migracji i spraw wewnętrznych UE, miał przygotować dokument pod tytułem „Rozwój stałego forum koordynacyjnego dla organizacji oporu przeciwko reżimowi Orbána.”

Inspiracją stały się masowe protesty w 2018 roku przeciw tzw. „ustawie niewolniczej” – reformie kodeksu pracy pozwalającej na wydłużenie godzin nadliczbowych. W dokumencie Benedek pisał, że demonstracje stworzyły fundament dla „zalążka politycznej koalicji”, która mogłaby „realnie zakwestionować władzę Fideszu.”

Z jego notatek wynika, że planowano powołanie specjalnej organizacji non-profit na Węgrzech i „pojazdu finansowego” w Austrii, który miałby umożliwiać przepływ środków. W projekcie znalazły się też szczegóły logistyczne – koszt jednej dużej demonstracji w Budapeszcie oszacowano na 11 000 dolarów, a finansowanie miało pochodzić z „organizacji pozarządowych i mikrodotacji partyjnych.”

Benedek przestrzegał jednak, by nie łączyć partii opozycyjnych w jedną listę do europarlamentu – twierdził, że skuteczniejsza będzie długofalowa strategia „trwałego oporu” przed wyborami lokalnymi w 2019 i parlamentarnymi w 2022 roku.

Ślady George’a Sorosa

Według źródeł Grayzone, propozycja Benedeka miała trafić do fundacji Open Society Foundations, sieci organizacji finansowanych przez George’a Sorosa, od lat oskarżanego przez Budapeszt o wspieranie działań antyrządowych. Nie ma dowodów, że OSF formalnie zaakceptowała plan, ale faktem jest, że część organizacji wymienionych w dokumencie – związki zawodowe i NGO-sy – były już wcześniej beneficjentami „grantów demokratycznych” Sorosa.

Po dramatycznym konflikcie z rządem Orbána w 2018 roku OSF przeniosła swoją siedzibę z Budapesztu do Berlina. Jednak nawet na emigracji nadal finansowała projekty na Węgrzech – w samym 2021 roku przekazano tam 8,9 miliona dolarów.

CYNICZNYM OKIEM: Historia zna różne formy oporu. Węgierska – jak widać – wpisuje się w gatunek „protestu sponsorowanego,” w którym bunt ma fakturę VAT.

Od działacza do euro-funkcjonariusza. Głucha cisza z Brukseli

Benedek nie był przypadkowym urzędnikiem. Wcześniej współtworzył liberalną partię Együtt („Razem”), która miała zjednoczyć opozycję przeciw Fideszowi. Mimo wsparcia zachodnich mediów ugrupowanie rozpadło się po fatalnym wyniku w wyborach 2018 roku – zdobyło jeden mandat, a lider wkrótce przeszedł do konkurencji.

Pomimo klęski Benedek pozostał w strukturach UE, pracując m.in. przy rozmowach o liberalizacji wizowej z Kosowem i przy nadzorze reform w państwach Bałkanów Zachodnich. Zgodnie z zasadami służby cywilnej UE powinien zachować neutralność polityczną – ale, jak pokazują przecieki, aktywnie kontynuował działalność antyrządową.

W jednym z raportów chwalił się nawet, że założył grupę Hazajöttünk túlórázni („Wróciliśmy do domu na nadgodziny”) – sieć emigrantów organizujących demonstracje przeciw Orbánowi w 35 miastach świata.

Komisja Europejska nie skomentowała rewelacji o „projekcie Benedeka.” I nic dziwnego – urzędnik, który zasiada w strukturach odpowiedzialnych za migrację i współpracę z Libią, jest dziś częścią aparatu urzędniczego obsługującego politykę bezpieczeństwa całej Unii.

Formalnie każdy pracownik unijny ma obowiązek zgłosić działalność mogącą stanowić konflikt interesów. Ale, jak dowodzą inne przypadki, Bruksela nie ma szczególnego apetytu, by kontrolować własnych aktywistów – szczególnie, jeśli działają przeciw rządom ocenianym jako „niepostępowe.”

CYNICZNYM OKIEM: W UE neutralność polityczna kończy się tam, gdzie zaczynają się pieniądze z budżetu na „demokratyzację.”

Od „projektu oporu” do fenomenu Tiszy

Pięć lat po planach Benedeka na scenie politycznej Węgier pojawił się nowy lider – Péter Magyar, były urzędnik i mąż byłej minister sprawiedliwości Judit Vargi. Jego kariera eksplodowała w 2024 roku, gdy ujawnił nagrania kompromitujące węgierskie elity.

W ciągu kilku miesięcy niewielka partia Tisza (Szacunek i Wolność), dotąd praktycznie nieaktywna, zdobyła 30% głosów w wyborach do Parlamentu Europejskiego i dziś prowadzi w krajowych sondażach. Co ciekawe, ugrupowanie to – podobnie jak dawny plan Benedeka – prezentuje „umiarkowany konserwatyzm,” ale w praktyce opowiada się za większą integracją z UE i przyjęciem euro.

Choć Magyar twierdzi, że partia utrzymuje się z mikrodotacji, jego kampanie wyglądają jak z podręcznika marketingu politycznego – profesjonalna scenografia, nagłośnienie i ochrona.

Nie brak głosów, że Tisza jest nową inkarnacją dawnego „projektu oporu,” dopracowaną po lekcjach wcześniejszych porażek liberalnej opozycji.

Dla Orbána sprawa jest jasna: Bruksela chce pozbawić Węgry prawa do sprzeciwu wobec federalizacji UE i przymusowej solidarności w sprawach migracji i wojny na Ukrainie. Dla Benedeka i jego zaplecza to „obrona europejskich wartości” przed autorytaryzmem Budapesztu.

Problem w tym, że mówimy nie o politykach, lecz o urzędnikach unijnych – ludziach mających działać ponad partyjnymi interesami.

CYNICZNYM OKIEM: Bruksela nie potrzebuje wyborów na Węgrzech – wystarczy, że sama napisze ich wynik w kolejnej „propozycji projektowej.”

Jeśli przecieki okażą się prawdziwe, unijny aparat urzędniczy nie tylko przestał być bezstronny, ale stał się uczestnikiem gry o władzę w jednym ze swoich państw członkowskich. A to oznacza, że konflikt między Budapesztem a Brukselą nie jest już sporem o fundusze czy imigrację. To wojna o to, kto naprawdę rządzi Europą – wybrani przez obywateli politycy czy nieusuwalni autorzy projektów z unijnych gabinetów.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
Komentarze
  • CynicznyJasiu says:

    „unijny aparat urzędniczy nie tylko przestał być bezstronny” – dla co bardziej zgorzkniałych sceptyków aparat ten przestał być bezstronny, gdy zaczął wspierać Wyborczą z unijnych funduszy wspierania niezależnych mediów. Albo gdy tworzono kamienie milowe, które po zmianie ekipy rządzącej w kraju gdzie je ustawiono, zostały przysypane piachem niepamięci. Albo gdy wysyłano Timmermansa i Tuska do swoich krajów „wygrywać wybory” (obu panów łączy więcej niż pierwsza litera nazwiska)… Właściwie zabawniej mogło by być szukać w przeszłości przykładów właśnie bezstronności….

    Odpowiedz
    • Cynicy says:

      Cześć Cyniczny Jasiu, dzięki za komentarz, znowu w punkt…
      Serdecznie pozdrawiamy!

      Odpowiedz

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *