Chiński dług lokalny osiągnął rekordową sumę 18,9 biliona dolarów, napędzany kryzysem na rynku nieruchomości i niemożnością lokalnych władz do spłaty zobowiązań. To efekt zawirowań na największym na świecie rynku mieszkaniowym, który od pięciu lat nieustannie spada, przyspieszając wraz z zagrożeniem upadku ostatniego państwowego giganta nieruchomości, firmy Vanke.
Chiński wzrost na kredyt – historia przeszłości
Niemal dwie dekady temu, podczas globalnego kryzysu finansowego wywołanego upadkiem Lehman Brothers i AIG, to właśnie ekspansja chińskiego długu uratowała światową gospodarkę. Niestety skutkiem ubocznym był eksplozja zadłużenia na poziomie 350% PKB Chin, które nie mogło być dalej łagodzone przez klasyczne dodruki pieniędzy.
Spadek na rynku nieruchomości, największym aktywie klasy średniej, uruchomił spiralę zadłużeniową lokalnych rządów i firm, które nie mogły już sprzedawać gruntów ani generować dochodów.
Chińskie lokalne rządy podwoiły emisję obligacji do rekordowych 134 bilionów juanów (18,9 bln USD), co przy astronomicznych kwotach długu sektora prywatnego tworzy dług publiczny przekraczający nawet 200% PKB – dwukrotnie więcej niż w USA.
Dodając do tego mizerne wskaźniki rentowności lokalnych pojazdów finansowych (LGFV), które zarabiają ze stratą w blisko 50% przypadków – w grę wchodzi długa i bolesna droga do katastrofy fiskalnej, której Pekin będzie starał się unikać za wszelką cenę.
Lokalny dług – gigant na glinianych nogach
Ukryty dług LGFV to prawdziwe tsunami obligacyjne: lokalne spółki kontrolowane przez władze emitują dług korporacyjny, który oficjalnie nie jest liczony do budżetu państwa, ale jest tak samo realny i groźny.
Na koniec 2024 wartość ta sięgała 87 bilionów juanów, a obligacje lokalnych rządów to dodatkowe 47 bilionów juanów. W sumie blisko 19 bilionów dolarów, które wiszą nad chińską gospodarką jak miecz Damoklesa.
Dodatkowe obligacje o łącznej wartości 10 bilionów juanów są zatwierdzane przez rząd Xi Jinpinga, by przepchnąć dług LGFV do oficjalnego budżetu i uniknąć natychmiastowego kryzysu, ale paradoksalnie pogłębiają w przyszłości problem.
Deflacja, szok stóp i spirala załamania
Głębokie problemy nie kończą się na długu.
Rekordowo niskie stopy procentowe, które mają zamaskować trudy, paradoksalnie przedłużają deflację – czyli trwające spadki cen, które odbierają bodźce do inwestycji i wzrostu.
Trwały wir deflacyjnego długu oznacza spadek wpływów budżetowych, wzrost nominalnego zadłużenia względem mniejszej gospodarki i ryzyko drastycznego kryzysu finansowego, z którym Chiny jeszcze nie miały do czynienia na taką skalę.
Autor poleca: Polska i świat w strachu przed deflacją – to tylko polityczna narracja?
CYNICZNYM OKIEM: Chiński sen o wzroście na kredyt umiera metodą powolnego uduszenia
Xi Jinping i jego rząd mierzą się dziś z tragedią:
- próba ukrycia prawdziwego obrazu chwiejącej się gospodarki pod dywanem,
- rekordowa emisja długu jako ostatnia latarnia na wzburzonym morzu,
- przekładanie kryzysu na przyszłość, która wygląda coraz bardziej na totalny reset modelu wzrostu.
Chińczycy nie mogą machać różdżką jak 10 lat temu.
Nie ma już miejsca na olbrzymie programy stymulujące.
Jak mówi Yusuke Miura z NLI Research Institute: „Z chińską nominalną stopą wzrostu ok. 3% i stopą procentową poniżej 2%, luka zaczyna się zacieśniać.”
Jeśli Pekin zainicjuje rozwiązania typu japońskiego QE z ujemnymi stopami, liczenie do najbliższego mega kryzysu ruszy – i może być brutalne.
Dlaczego system jeszcze stoi?
Główne filary są na razie utrzymywane dzięki:
- Nadwyżkom handlowym eksportowym Chin, które wciąż są dumą świata,
- niskim stopom procentowym pozwalającym finansować rosnące zadłużenie,
- gigantycznym subsydiom dla nierentownych lokalnych spółek finansowanych przez lokalne rządy (ponad bilion juanów rocznie),
- przywiązaniu wierzycieli i obligatariuszy do juana jako waluty rozliczeniowej.
Problem – jak zawsze – jest odłożony, a nie rozwiązany.
Co to oznacza dla świata? Chiński kryzys zadłużeniowy i nieruchomościowy ma potencjał uruchomić efekt globalnej deflacji – rzucając wyzwanie strategicznemu wzrostowi, produkcji i łańcuchom dostaw. Globalne rynki, które w ciągu ostatnich dekad hodowały nadmierne zaufanie do chińskiej stabilności i dynamiki wzrostu, stoją przed koniecznością rewizji oczekiwań.
Czy Chiny unikną „japońskiego ciężaru”?
Chiny odsuwają na przyszłość swój moment prawdy. Spadający rynek nieruchomości to tylko wierzchołek góry lodowej zadłużenia i strukturalnych problemów.
Podstawowe wyzwania Chińczyków to:
- zagrożenie rosnącym długiem lokalnych rządów (18,9 bln USD),
- utrata dynamiki wzrostu,
- kurczące się dochody z nieruchomości,
- rozszerzająca się deflacja,
- zwiększona sztywność finansowa,
- potencjalny kryzys bankowy na horyzoncie.
Bez głębokich reform i przejrzystej polityki fiskalnej może to doprowadzić do japońskiej choroby – dekad stagnacji i deflacyjnego impasu, który uczyni z Chin światowego naśladowcę, a nie lidera.
Chiński rynek nieruchomości chyli się ku upadkowi, a lokalny dług eksploduje: to nie tylko chińska tragedia, lecz wróg globalnej gospodarki.


