Niemiecki przemysł stalowy – kiedyś duma gospodarki tego kraju i symbol potęgi przemysłowej Europy – stoi na skraju upadku, a wszystko to dzieje się w cieniu „zielonej transformacji” promowanej przez rządzącą Socjaldemokratyczną Partię Niemiec (SPD). Ostatnie dane są katastrofalne: od 2018 roku produkcja spadła o ponad 30%, a w pierwszej połowie 2025 roku produkcja stali surowej zmniejszyła się o 12%, co oznacza odpływ kapitału i masowe zwolnienia.
Zielona utopia czy ekonomiczne samobójstwo? Socjalistyczna retoryka kontra rzeczywistość
SPD zaproponowała bezceremonialne rozwiązanie – jeśli subsydia i protekcjonizm zawiodą, sektor stalowy zostanie znacjonalizowany. To klasyczny przykład „zielonego socjalizmu”, w którym państwo angażuje się w biznes, aby ratować nieopłacalne branże, zamiast pozwolić na naturalną selekcję i rozwój rynku.
Na dokładkę, produkcja „zielonej stali”, reklamowanej jako bezemisyjna i moralnie słuszna, upada z równie dużą dynamiką, co tradycyjna stalownia.
Niemieccy politycy i biurokraci są mistrzami w organizowaniu spotkań, które nie prowadzą do żadnych realnych zmian, tylko mają pokazywać aktywność. Po „szczycie motoryzacyjnym” mamy teraz „szczyt stalowy”, podczas którego wyświechtane postulaty o dotowanych prądach i gwarancjach zatrudnienia brzmią jak echo umierającego świata, a deklaracje „cięcia biurokracji” stają się parodią samych siebie.
Pod hasłem „Zrozumieliśmy” SPD usiłuje zbliżyć się do rozczarowanych wyborców, deklarując walkę o każde miejsce pracy. Jednak zapowiedź, że państwo przejmie udziały w firmach, które będą miały problemy, to nic innego jak krok ku totalnej nacjonalizacji, czyli dalszemu ograniczaniu wolności gospodarczej.
Jedyna droga naprawy – państwo minimalne i wolny rynek
Kryzys energetyczny wymuszony przez obsesję na punkcie emisji CO₂ i nadmierne regulacje duszą przemysł. Produkcja niemieckiego przemysłu stalowego spadła gwałtownie, pozbawiając 250 000 ludzi pracy – a żadnych sygnałów na poprawę nie widać.
CYNICZNYM OKIEM: Zielony dogmat stał się nową religią w Niemczech i Europie, a przemysł oraz obywatele są zmuszeni do bycia jej ofiarami. W imię „ratowania planety” politycy niszczą gospodarkę i wolność, a przyszłe pokolenia będą musiały sprzątać ten bałagan, który sami stworzyli.
Prawdziwe rozwiązanie leży w odwrocie od ideologicznego planowania i zwróceniu się ku jasnym zasadom wolnego rynku i minimalnej ingerencji państwa. W ten sposób można uwolnić twórcze siły gospodarcze, przywrócić konkurencję i pobudzić rozwój.
Niemcy stoją na rozdrożu: między stopniowym budowaniem ekologicznego socjalizmu, który technologicznie i gospodarczo ich wyniszcza, a odważnym powrotem do pragmatyzmu i wolności, która była fundamentem ich powojennego sukcesu.
Do tej pory jednak polityczna koniunktura i ideologie ciągną przemysł i społeczeństwo w stronę autodestrukcji, która może skończyć się katastrofą nie tylko lokalną, ale globalną. Jesteśmy świadkami śmierci przemysłowego giganta w rytm zielonych mantr i biurokratycznych ceremonii, które w efekcie zamiast ratować, pogrążają Niemcy i Europę.



