Żyjemy w czasach, gdy nie tylko polityka czy gospodarka, ale także nasza prywatność w sieci staje się celem coraz ostrzejszych regulacji i kontroli ze strony władz Unii Europejskiej. Nowe prawo, znane jako „Chat Control”, grozi przekształceniem internetu w jeszcze bardziej scentralizowane, wszechobserwujące i kontrolowane środowisko, które – jeśli zostanie przyjęte – może zostać wdrożone już w październiku.
The EU's "Chat Control" proposal is horrifying. There's no way to implement this safely. It will destroy private communications online entirely.
If you're in the EU, please fight this. pic.twitter.com/VVQtdC6p6e
— Theo – t3.gg (@theo) August 11, 2025Digital Services Act (DSA) – wstęp do ery masowej cenzury
Unijny Akt o Usługach Cyfrowych (DSA), szeroko omawiany od 2023 roku, nakłada na bardzo duże platformy internetowe (VLOPs) oraz bardzo duże wyszukiwarki (VLOSEs) obowiązek szybkiego reagowania na nielegalne treści – ich usunięcia, zablokowania lub przekazania do odpowiednich władz.
Jednak DSA idzie dalej, włączając w swoje ramy pojęcia takie jak „ryzyka dla dyskursu obywatelskiego”, „procesy wyborcze” i „zdrowie publiczne”, które zdefiniować mają Komisja Europejska oraz władze krajowe. Tak zrodził się reżim masowej cenzury w UE.
Główny cel? Walka z dezinformacją i fake newsami, nie tylko w samej Europie, ale potencjalnie na całym świecie. Władze i korporacje usiłują odzyskać kontrolę nad narracjami, które coraz bardziej wymykają się tradycyjnym mediom i politykom.
Firmy, które nie dostosują się do nowych reguł, mogą zostać ukarane grzywnami sięgającymi 6% rocznego światowego obrotu. Oczywiście to powoduje, że platformy działają ostrożnie i często usuwają treści prawnie dozwolone, by nie ryzykować kar.
To właśnie jest początek ślizgu po cienkim lodzie systemowej cenzury, która choć oficjalnie ma chronić społeczeństwo, w praktyce ogranicza wolność słowa.
Praworządność podważona przez własne prawo?
Emerytowany niemiecki sędzia Manfred Kölsch ostrzegał w Berliner Zeitung, że DSA poważnie narusza podstawowe prawa człowieka, gwarantowane przez samą Unię Europejską.
Przykładem jest artykuł 11 Karty Praw Podstawowych UE, który wyraźnie mówi:
„Każdy ma prawo do wolności wypowiedzi. Prawo to obejmuje wolność posiadania opinii i otrzymywania oraz rozpowszechniania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice.”
Tymczasem DSA daje właśnie władzy i instytucjom kontrolnym narzędzia do inwigilacji i cenzury.
Już w styczniu tego roku raport komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów USA wskazał DSA jako przykład „zagrożenia zagraniczną cenzurą”, opisując ingerencję Komisji Europejskiej i władz krajowych w usuwanie niewygodnych treści politycznych. Według Politico europejscy cenzorzy celują głównie w „dyskusję obywatelską”, próbując tłumić tematy takie jak imigracja czy środowisko, co jest szczególnie widoczne w jednostronnym ucisku opinii konserwatywnych.
Z kolei założyciel Telegrama, Paweł Durow, twierdzi, że francuskie służby wywiadowcze naciskały go na cenzurę konserwatywnych, prorządowych treści podczas wyborów w Rumunii 2025.
Spór o zakres i formę DSA jest kluczowym czynnikiem opóźniającym zawarcie umowy handlowej między UE, a USA.
Unia stara się uniemożliwić Amerykanom atak na swoje ambitne przepisy cyfrowe – tzw. „bariery pozataryfowe” – które są przedmiotem sporu w negocjacjach, co blokuje formalizację tej ważnej deklaracji.
„Chat Control” – cenzura w imię ochrony dzieci?
Obok DSA Bruksela forsuje projekt „Chat Control”, który ma walczyć z rozpowszechnianiem materiałów związanych z wykorzystywaniem seksualnym dzieci (CSAM).
Choć cel jest chwalebny, sposób działania stanowi poważne zagrożenie dla prywatności użytkowników – prawo wymagałoby skanowania prywatnych komunikacji, w tym szyfrowanych wiadomości, na urządzeniu użytkownika (client-side scanning).
To jak dawanie państwu klucza do naszych prywatnych listów przed ich zaadresowaniem, czyli całkowite złamanie zasady nieingerencji i intymności komunikacji.
NEW: The BBC is now reporting that information about the wars in Ukraine and Gaza, UK rape gangs, and more is being censored online due to the government’s new Online “Safety” Act.
WELL DONE LADS 🫠 pic.twitter.com/DnSyAxd1wx
— Silkie Carlo (@silkiecarlo) August 1, 2025Premier Danii Mette Frederiksen postawiła sobie za cel forsowanie tego projektu podczas swojego półrocznego przewodnictwa w Radzie UE, mając poparcie 19 państw. Niemcy pozostają niepewne, ale prawdopodobnie odegrają kluczową rolę w kształtowaniu losów tej ustawy, która – jeśli zostanie przyjęta większością kwalifikowaną – może wejść w życie już w połowie października.
Wolność słowa na szali – polityczna cenzura pod przykrywką bezpieczeństwa
W praktyce mechanizmy DSA i „Chat Control” umożliwią Komisji i krajom członkowskim blokowanie treści niekoniecznie szkodliwych czy nielegalnych, ale politycznie niepożądanych, zwłaszcza jeśli krytykują takie tematy jak imigracja czy ekologia.
To właśnie dlatego pojawia się oskarżenie o jednostronność i cenzurę wymierzoną głównie w konserwatystów.
CYNICZNYM OKIEM: Europa, która miała być bastionem wolności i demokracji, staje się poligonem kontroli i inwigilacji. Nowoczesne technologie, które mogłyby umożliwić wolność słowa i prywatności, zostają przekute w narzędzia represji, podsłuchów i politycznej manipulacji.
Wolność – którą gwarantują fundamentalne prawa – zostaje zawieszona na rzecz kontroli „dla dobra ochrony”, lecz ta ochrona coraz bardziej przypomina państwową inwigilację rodem z dawnych, mrocznych czasów.
Prawo, które ma chronić nas przed złem, może okazać się narzędziem zniewolenia. Nadszedł czas, abyśmy wszyscy zrozumieli skalę zagrożenia i razem sprzeciwili się systematycznemu odbieraniu nam prywatności i wolności w imię bezpieczeństwa.


