Mapa globalnych szlaków morskich wygląda coraz bardziej jak kronika pożarów. Do irańskich ataków na tankowce w cieśninie Ormuz dołączył nowy front – pływający pod rosyjską banderą tankowiec LNG Arctic Metagaz został trafiony przez ukraińskie drony nawodne na Morzu Śródziemnym między Maltą, a Libią. Wojna o szlaki morskie właśnie weszła na nowy poziom.

Z Arktyki przez Maltę do Chin – podróż, która się nie udała
Arctic Metagaz przewoził ładunek z projektu Arctic LNG 2, na który USA nałożyły sankcje w 2023 roku. Według danych z systemów śledzenia statków tankowiec prawdopodobnie płynął do Chin – jedynego nabywcy gazu z objętych czarną listą rosyjskich projektów eksportowych. Rosyjskie Ministerstwo Transportu potwierdziło na Telegramie, że atak został przeprowadzony z wybrzeża Libii przez ukraińskie łodzie bezzałogowe.

Nagrania z powietrza krążące na platformie X pokazują poważnie uszkodzony statek. Jednostka należała do tak zwanej floty cieni – sieci tankowców, którymi Rosja omija zachodnie sankcje i transportuje surowce energetyczne do odbiorców gotowych przymknąć oko na ich pochodzenie.
CYNICZNYM OKIEM: Rosja stworzyła flotę cieni, żeby potajemnie wozić gaz do Chin z omijaniem sankcji. Ukraina postanowiła, że skoro te statki oficjalnie nie powinny istnieć, to nikt nie będzie specjalnie płakał, gdy jeden z nich przestanie pływać. Logika bezlitosna, ale trudno odmówić jej elegancji.

Dwa fronty, każde morze w ogniu
Równolegle sytuacja w cieśninie Ormuz pozostaje dramatyczna. Według półoficjalnej irańskiej agencji Mehr News co najmniej dziesięć tankowców zostało trafionych przez siły irańskiej Straży Rewolucyjnej w tym krytycznym przesmyku. Trzy kolejne jednostki uszkodzone przez niewyjaśnione wybuchy na Morzu Śródziemnym dopełniają obrazu globalnego chaosu na szlakach energetycznych.
Pole bitwy rozszerza się poza wszelkie dotychczasowe ramy. Iran atakuje tankowce w Zatoce Perskiej w ramach konfliktu z USA i Izraelem. Ukraina poluje na rosyjską flotę cieni na Morzu Śródziemnym i u wybrzeży Afryki. Dwie osobne wojny, dwa osobne cele – ale identyczny efekt dla globalnego handlu morskiego.
CYNICZNYM OKIEM: Ubezpieczyciele morscy pewnie rozważają zmianę branży na coś bezpieczniejszego – na przykład transport materiałów wybuchowych drogą lądową. Przynajmniej tam wiadomo, czego się spodziewać, a dronów nawodnych na autostradach jeszcze nie wynaleziono.
Płonące tankowce od Ormuz po Maltę sugerują, że świat wszedł w erę, w której żaden tankowiec na żadnym morzu nie może czuć się bezpiecznie. Konflikt nie tyle się rozszerza, co mnoży – każda strona każdej wojny odkrywa, że szlaki morskie przeciwnika są idealnym celem. Tanio, skutecznie i z natychmiastowym efektem na rynkach energii. Jedynym pytaniem jest, które morze będzie następne.



