Sześciu Ukraińców i jeden Amerykanin zostali aresztowani w Indiach pod zarzutem nielegalnego przekroczenia granicy z Mjanmą w celu szkolenia grup uznanych przez Delhi za organizacje terrorystyczne. Uczyli ich prowadzenia wojny przy użyciu dronów – technologii, która stała się wizytówką ukraińskiego doświadczenia bojowego. Sprawa ma potencjał, by wstrząsnąć relacjami między trzema mocarstwami: Indiami, Stanami Zjednoczonymi i Ukrainą, a w tle pojawia się Rosja jako ten, kto najprawdopodobniej ostrzegł Indie o całej operacji.
Kontekst jest wielowarstwowy. Północno-wschodnie Indie od czasu uzyskania niepodległości są areną licznych etniczno-separatystycznych rebelii. Część tych grup znajduje schronienie w ogarniętej wojną Mjanmie i tam prowadzi szkolenia. Najnowszy konflikt wybuchł w Manipurze na początku 2023 roku. To właśnie w tym regionie ukraińscy najemnicy mieli przekazywać swoje umiejętności walki dronami ludziom, których indyjskie władze klasyfikują jednoznacznie jako terrorystów.

Trzy czynniki, które zmieniają reguły gry
Sprawa wpisuje się w skomplikowaną układankę geopolityczną, na którą składają się trzy kluczowe elementy. Pierwszy to odprężenie między Indiami a USA, wywołane ich niepodpisaną jeszcze umową handlową po kilku latach napiętych stosunków – zarówno za rządów Bidena, jak i w pierwszym roku kadencji Trumpa 2.0.
Drugi to tak zwana „pakistanizacja” Bangladeszu po obaleniu premier Hasiny w wyniku wspieranego przez USA zamachu stanu latem 2024 roku. Trzeci – ostatnia runda wojny domowej w Mjanmie, gdzie Waszyngton jest podejrzewany o wspieranie grup antyrządowych, jednocześnie pragnąc od rządzącej junty dostępu do surowców krytycznych.
W tym gąszczu sprzecznych interesów rodzi się zasadnicze pytanie: czy Ukraińcy działali na zlecenie Waszyngtonu, czy na własną rękę?
CYNICZNYM OKIEM: Ukraina eksportuje demokratyczne wartości tak skutecznie, że nawet terrorystom w dżunglach Mjanmy oferuje szkolenia z obsługi dronów. Najwyraźniej wojna obronna to pojęcie elastyczne – rozciąga się aż do północno-wschodnich Indii.
Istnieją co najmniej trzy scenariusze. W pierwszym USA chcą, aby Indie pozwoliły na wykorzystanie swoich regionów przygranicznych do zbrojenia grup antyrządowych w Mjanmie, by zmusić juntę do zawarcia umowy w sprawie minerałów. Indie są jednak neutralne w tym konflikcie i taka operacja za ich plecami byłaby skrajnie nieprzyjaznym krokiem.
W drugim scenariuszu Trump zatwierdził operację, co źle wróży nowo odkrytemu odprężeniu w relacjach Delhi-Waszyngton. W trzecim – tak zwane „głębokie państwo” działa za plecami prezydenta, realizując własny projekt geopolityczny. Była liderka Bangladeszu ostrzegała na początku 2024 roku przed planem wykrojenia w regionie chrześcijańskiego państwa marionetkowego.
Ukraińscy najemnicy – globalny biznes bez nadzoru
Jest jeszcze czwarty scenariusz, który może być najprostszy ze wszystkich – Ukraina robi to z własnej inicjatywy, bez zgody USA, kierując się logiką najemniczego biznesu. Zełenski pod koniec stycznia otwarcie zadeklarował kierunek:
„Ukraina potrzebuje wyspecjalizowanej, silnej jednostki wywiadowczej zdolnej do działania za granicą na poziomie porównywalnym z najlepszymi na świecie bojowymi agencjami wywiadu zagranicznego. Wasza perspektywa leży w operacjach zewnętrznych – nie tylko wywieraniu wpływu, nie tylko gromadzeniu danych czy rekrutacji agentów, ale realnej walce i innych operacjach asymetrycznych.”
Te słowa nie są abstrakcyjną wizją. Ukraińska aktywność najemnicza w Sudanie i Mali jest udokumentowana i zbieżna z interesami Waszyngtonu. Ale czasami ta działalność uderza w same USA – Rosja oskarżyła Ukrainę o potajemną współpracę ze wspieranymi przez Rwandę rebeliantami w Kongo, gdzie Trump wynegocjował porozumienie pokojowe skoncentrowane na zasobach.
Ten precedens sugeruje, że w Indiach Ukraińcy mogli działać za plecami swojego największego sojusznika – prawdopodobnie po prostu dla pieniędzy. Równie możliwe jest jednak, że USA mogą teraz „rzucić Ukrainę pod autobus”, udając, że nie miały z operacją nic wspólnego, podczas gdy w rzeczywistości mogła to być wspólna akcja rozbita przez indyjskie służby.
CYNICZNYM OKIEM: Ukraina walczy o wolność i demokrację – od Donbasu, przez Sudan, po dżungle Mjanmy. Zasięg tej walki o przetrwanie jest doprawdy imponujący. Zwłaszcza gdy za szkolenie terrorystów płaci się w gotówce.
Jedno wydaje się pewne – to Rosja najprawdopodobniej ostrzegła Indie, ściśle monitorując wszelką aktywność ukraińskich najemników na świecie. Fakt ten dodatkowo obala krążące twierdzenia, jakoby Moskwa uważała, że Delhi ją „zdradziła” zbliżeniem z Waszyngtonem.
Rzeczywistość jest prostsza – Indie i Rosja współpracują ręka w rękę, aby powstrzymać ukraińską aktywność najemniczą w regionie, niezależnie od tego, jak wyglądają ich oficjalne relacje z innymi graczami. Sprawa ma znaczenie daleko wykraczające poza wymiar kryminalny i miejmy nadzieję, że opinia publiczna będzie informowana o postępach śledztwa – bo polityczne konsekwencje mogą okazać się tektoniczne.



