Po niemal czterech latach wojny z Rosją, coraz więcej Ukraińców odmawia milczenia wobec brutalnych metod poboru do wojska. Coraz częściej w mediach społecznościowych pojawiają się nagrania, na których przechodnie, sąsiedzi i rodziny stają w obronie mężczyzn siłą wcielanych do armii.
Według doniesień portalu Magyar Nemzet, strach i nieufność wobec wojska rosną, ale wraz z nimi – determinacja ludzi, by stawiać opór. Na ulicach ukraińskich miast rekwirowane są samochody cywilne, w których rekruterzy przetrzymują mężczyzn. Z kolei tłumy obywateli blokują drogi, formując żywe tarcze, by uniemożliwić wywózki.
CYNICZNYM OKIEM: Ukraina zaczyna przypominać kraj, w którym armia walczy o żołnierzy, zanim jeszcze ci trafią na front.
Nagrania, które obiegają świat
W jednym z filmów z Iwano-Frankiwska tłum otacza policyjny samochód z zatrzymanym mężczyzną, krzycząc: „Zostawcie go!”. Kobiety stają przed maską auta, by uniemożliwić odjazd. Po kilku minutach konfrontacji – mężczyzna zostaje wypuszczony.
Podobne zdarzenia odnotowano we Lwowie i Użhorodzie. W jednym z nich matka desperacko rzuciła się pod samochód wojskowych, próbując powstrzymać ich przed zabraniem syna. Na innym nagraniu starszy mężczyzna wskakuje na maskę busa rekrutacyjnego, a sąsiedzi nagrywają wydarzenie i dzwonią po pomoc. Tym razem chłopaka udało się uratować.
Niestety, nie każdy ma tyle szczęścia. Pojawiają się nagrania, na których mężczyźni są bici do nieprzytomności lub siłą wpychani do pojazdów. W czerwcu ubiegłego roku węgierski mieszkaniec Zakarpacia, József Sebestyén, miał zginąć podczas przymusowego poboru – sprawę próbowano zatuszować.
Armia w kryzysie zaufania
Ukraińskie TCK – wojskowe komisje mobilizacyjne – stają się symbolem strachu.
Obywatele donoszą o przypadkach, kiedy wojskowi i policja urządzają „obławy” na ulicach, placach zabaw czy w galeriach handlowych.
W listopadzie w Czerkasach matka spacerująca z dziećmi miała być świadkiem, jak czterech funkcjonariuszy podeszło do mężczyzny, przywitało się, po czym jeden z nich uderzył go w twarz i zaciągnął do samochodu.
W centrum Kijowa, w grudniu, świadkowie widzieli, jak uzbrojeni rekruterzy wyciągają człowieka ze sklepu, podczas gdy inni stoją z karabinami w pogotowiu.
Obywatele – coraz bardziej zmęczeni wojną i stratami – zaczynają widzieć w przymusowym poborze nie obronę ojczyzny, lecz zagrożenie dla własnych rodzin.
Strach przed śmiercią na froncie przeradza się w gniew, a społeczne poparcie dla mobilizacji gwałtownie topnieje.
Ukraina, jeszcze niedawno stawiana za symbol oporu wobec agresji, coraz częściej staje się areną walki obywateli z własnym aparatem państwowym. I to może być najtrudniejszy front tej wojny – ten między rozkazem, a sumieniem.


