Ukraina formalnie wpisała dwóch najwybitniejszych pisarzy rosyjskich – Fiodora Dostojewskiego i Lwa Tołstoja – na listę „nośników rosyjskiej propagandy imperialnej”. To decyzja Instytutu Pamięci Narodowej Ukrainy (UINP), który wezwał samorządy do usunięcia ich imion z nazw ulic, szkół i instytucji. Według oświadczenia komisji eksperckiej, dedykowanie przestrzeni publicznej tym autorom ma być „symbolem rusyfikacji i wyższości kultury rosyjskiej nad ukraińską”.
Instytut argumentuje, że obecność ich pomników czy nazw w strukturze miejskiej to pozostałość imperialnej polityki Moskwy, która od XIX wieku podporządkowywała ukraińską kulturę i język. Decyzja wpisuje się w szerszy plan derusyfikacji przestrzeni publicznej – proces, który od 2022 roku objął setki ulic, szkół i pomników. Tym razem jednak uderzono nie w symbole militarne, lecz w fundament światowej literatury.

Gdzie kończy się derusyfikacja, a zaczyna cenzura?
Według oświadczenia cytowanego przez Interfax Ukraina, działalność pisarzy miała „bezpośredni związek z gloryfikacją imperialnej polityki Rosji” i przejawiała „oznaki ukrainofobii”. Krytycy decyzji zauważają jednak, że ani Dostojewski, ani Tołstoj nie są twórcami współczesnej propagandy, a ich dzieła – Zbrodnia i kara czy Wojna i pokój – od dekad należą do kanonu światowej kultury.
W środowiskach akademickich decyzja spotkała się z konsternacją. W przeciwieństwie do szeroko komentowanych inicjatyw dekomunizacji czy demontażu pomników rosyjskich dowódców, sprawa klasyków przeszła w zachodnich mediach niemal bez echa. To cisza, która mówi więcej o politycznym zmęczeniu wojną niż o neutralności.
CYNICZNYM OKIEM: Tołstoj głosił pacyfizm, Dostojewski pisał o ludzkiej winie i moralności – trudno o mniejszą „propagandę imperium”. Ale w epoce polowań na symbole nawet sumienie może zostać uznane za narzędzie wroga.
Pamięć narodowa kontra pamięć uniwersalna
Dla Kijowa to decyzja polityczna – odcięcie się od dziedzictwa kulturowego, które przez stulecia dominowało w regionie. Dla reszty świata to pytanie o granice walki o tożsamość: czy walcząc z propagandą, można jednocześnie wymazywać wspólne dziedzictwo kulturowe?
Instytut przypomina samorządom o obowiązku sprawdzenia, które ulice wciąż noszą nazwiska rosyjskich twórców. Tym samym historia literatury wchodzi w fazę, w której o wartości dzieł decyduje nie estetyka, lecz narodowość autora.
Na razie plastikowe tabliczki z nazwiskami Tołstoja i Dostojewskiego pozostają na swoich miejscach. Ale w czasie, kiedy bomba informacyjna ma większą siłę rażenia niż proch, być może tylko literatura przypomina, że granice kultury nie kończą się na froncie.


