Niestety, ale ktoś to musi powiedzieć albo napisać. Dzisiejsza UE/NATO w sprawie Ukrainy zachowuje się jak zestresowana sfora „szczekających chihuahua” – głośna w deklaracjach, bezradna w faktach i całkowicie uzależniona od strategicznych decyzji Waszyngtonu. To nie jest margines, to rdzeń jej geopolitycznej pozycji.
Gdy przegrani próbują dyktować warunki
Na wstępie trzeba podkreślić fundamentalne złudzenie brukselskich elit o którym zapomniano: „przegrani w wojnach nie dyktują warunków”.
Mimo wyczerpania ukraińskiego potencjału militarnego, rosnącej przewagi Rosji na froncie i realnego załamania sił Kijowa na ponad 1200-kilometrowej linii walk, UE nadal formułuje dokumenty tak, jakby to Zachód rozdawał karty.
Efektem jest cały zestaw politycznych fantazji:
- założenie, że „mega skorumpowana banda w Kijowie” może ostatecznie „zwyciężyć” i jeszcze dyktować warunki,
- wiara, że wystarczy „twardszy plan”, „bardziej zdecydowane sankcje” czy „silniejsze gwarancje”,
- udawanie, że Rosja, faktyczny zwycięzca na polu bitwy, przyjmie coś innego niż własne, jasno ogłoszone warunki.
Putin sformułował je w czerwcu 2024 r.:
- Kijów wycofuje się z czterech regionów,
- formalnie rezygnuje z wstąpienia do NATO.
To jest dla Moskwy poziom „startowy” rozmów, nie maksymalny.
„Kontrplan” UE: manifest przegranych
Na tym tle pojawia się europejski „24-punktowy kontrplan”, zbudowany w kontrze do chaotycznego, 28-punktowego „planu” Trumpa (w rzeczywistości mieszanki pomysłów ludzi pokroju Witkoffa, Dmitrieva, Rubio czy Jareda Kushnera). Jest to niestety „Manifest Przegranych”.
Co zakłada?
- 30-dniowe zawieszenie ognia, z „dyskusją terytorialną później”, czyli w praktyce zamrożenie linii frontu z zachowaniem ukraińskiej obecności w częściach Donbasu.
- Prawnie wiążące gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy ze strony USA i sojuszników – de facto art. 5 NATO pod inną nazwą.
- Brak limitów dla ukraińskich sił zbrojnych i przemysłu obronnego.
- Rola Zachodu przy Zaporoskiej Elektrowni Atomowej, tamie Kachowskiej, dostępie do Dniepru i kontroli nad mierzeją Kinburn.
- Najbardziej arogancki punkt: „finansowa rekompensata” dla Ukrainy, w tym poprzez zrabowane rosyjskie aktywa suwerenne, które miałyby pozostać skonfiskowane, dopóki Moskwa nie wypłaci odszkodowań.
Sankcje? Maksymalna elastyczność po stronie Zachodu:
- mogą być „częściowo” złagodzone po „zrównoważonym pokoju”,
- i automatycznie przywrócone, jeśli uznamy, że Rosja „złamie umowę”.
W praktyce: Bruksela i Waszyngton zostawiają sobie pełne prawo do wiecznego dozowania kar, bez jakiejkolwiek symetrii.
Z perspektywy Moskwy to nie jest propozycja pokoju. To próba narzucenia warunków państwu, które wygrało wojnę, przez blok, który ją przegrał – zarówno militarnie, jak i gospodarczo.
CYNICZNYM OKIEM: „Plan pokoju” jako operacja sabotażu i mycia rąk
Ten kontrplan UE nie jest próbą zakończenia wojny.
To:
- kupowanie czasu – by wcisnąć kolejne tranzyty broni,
- kupowanie narracji – by móc powiedzieć własnym społeczeństwom: „chcieliśmy pokoju, to Rosja odrzuciła nasz plan”,
- oraz kupowanie politycznego alibi dla dalszego przelewania środków podatników do kompleksu militarno-przemysłowego.
W tle pojawia się liczba: około 6 bilionów dolarów amerykańskiej broni w długiej perspektywie Wiecznej Wojny.
Z tego punktu widzenia „plan pokojowy”, który Rosja z definicji musi odrzucić, jest idealny:
- Zachód zachowuje moralną pozę,
- konflikt pozostaje otwarty,
- przepływy finansowe i militarne trwają,
- Ukraina jako realny podmiot polityczny powoli znika, ale to już detal.
Kijów jest tu traktowany jak zużywalny podmiot frontowy, nie partner.
Korupcja w Kijowie i tabu w Brukseli
Jednocześnie w tle wybucha afera: NABU zaczyna drążyć gigantyczną korupcję w ukraińskim establishmencie.
Rosyjski ambasador przy ONZ, Wasilij Nebenzia, od dawna mówi otwarcie:
„Macie do czynienia z gangiem, który żyje z wojny.”
Reakcja Zachodu?
- Żadne zachodnie państwo nie komentuje poważnie skandalu,
- bo pełne śledztwo musiałoby dojść aż do ośrodków decyzyjnych w Waszyngtonie i Brukseli – które ten model systemowej grabieży i „znikających” miliardów najpierw stworzyły, potem cynicznie tolerowały.
Tu tkwi sedno: kontrplan to również zasłona dymna dla gigantycznej korupcyjnej maszynerii, w którą zostały wpięte instytucje UE.
Metafizyczna pustka i wojenny szał
Emmanuel Todd w swojej przełomowej książce The Defeat of the West, opublikowanej we Francji na początku zeszłego roku, był pierwszym europejskim analitykiem, który głębiej zagłębił się w kryzys UE, analizując jednocześnie wojnę zastępczą na Ukrainie.
Todd wskazuje na ciekawą korelację: najbardziej wojownicza i rusofobiczna jest północ Europy – protestancka, od Wielkiej Brytanii, przez Niemcy, Skandynawię, po kraje bałtyckie. Z kolei Hiszpania, Włochy, kraje katolickie – wykazują znacznie mniejszą skłonność do rusofobii i militarnego amoku.
Według Todda protestantyzm (również w wersji zsekularyzowanej) ma tendencję do pozostawiania po sobie „metafizycznej pustki”:
- kiedy znika Bóg,
- nie ma już też kultu piękna świata,
- pozostaje nihilizm – idealne środowisko dla polityk wojennych i moralnej histerii.
Katolicyzm – ze swoim przywiązaniem do sztuki, obrazu, piękna – pozostawia choćby estetyczną kotwicę sensu. Todd opisuje Włochy wręcz jako najmniej zagrożony nihilizmem kraj Europy, bo „we Włoszech wszystko jest piękne” – kraj sam w sobie stał się dziełem sztuki.
To nie znaczy, że południe jest moralnie nieskalane (krucjaty, inkwizycja, mafia etc.), ale dzisiejszy wojenny szał jest wyraźnie napędzany przez ateistyczne, protestanckie jądro północy, które znalazło sobie nową religię:
- „Wojna w imię demokracji”,
- „Wojna w imię wartości europejskich”,
- „Wojna o reguły międzynarodowego porządku”.
W tej religii Ukraina jest sakramentem, Rosja – diabłem, a każdy, kto wzywa do realnych negocjacji, jest heretykiem.
Europa bez Planu B
Plan A nigdy nie zakładał rozmów, tym bardziej negocjacji z Rosją. I wciąż nie ma Planu B.
Plan A:
- osłabić Rosję sankcjami,
- zmusić ją do wycofania,
- doprowadzić do wewnętrznej destabilizacji,
- sięgnąć po tanie surowce i geopolityczne pole manewru na wschodzie.
Rzeczywistość:
- Rosja przestawiła się na gospodarkę wojenną,
- sankcje uderzyły głównie w przemysł europejski,
- globalne Południe nie dołączyło do zachodniej krucjaty,
- armia ukraińska została drastycznie wykrwawiona,
- a Moskwa zbudowała nową architekturę gospodarczą i militarną z Chinami, Iranem, Indiami czy globalnym Południem.
Mimo to Bruksela nie ma odwagi przyznać, że całe założenie było fałszywe.
Zamiast refleksji:
- kolejne sankcje,
- kolejne „plany pokoju”,
- kolejne deklaracje „aż do zwycięstwa”.
Problem w tym, że gdy upadnie narracja o „nieuchronnym pokonaniu Rosji”, może runąć również polityczna i gospodarcza konstrukcja UE.
Stajemy więc przed brutalną konkluzją:
- UE wchodzi w epokę politycznej nieistotności,
- nie jest podmiotem, lecz wehikułem transmisji decyzji z Waszyngtonu,
- jej rzekoma „strategiczna autonomia” istnieje tylko w powerpointach,
- a realna władza rozgrywa się ponad głowami europejskich społeczeństw.
Dlatego jedyne, na co UE/NATO realnie dziś stać, to „roli żałosnych szczekających chihuahua” wobec Rosji:
- dużo hałasu,
- brak zdolności do samodzielnego działania,
- zero wpływu na ostateczny kształt porozumienia,
- i ogromna odpowiedzialność za zrujnowane gospodarki, utracone rynki, rozbitą bazę przemysłową oraz fale społeczne, które dopiero nadciągają.
W tym miejscu można spytać co robić? Skoro:
- elity są pogrążone w nihilizmie,
- Bruksela wciąż produkuje dokumenty z pogranicza Teatru Absurdu,
- a „wojenne chihuahua” szczekają na mocarstwo nuklearne z najnowocześniejszym arsenałem hipersonicznym na planecie,
to racjonalną odpowiedzią jednostki staje się odmowa udziału w tej metafizycznej pustce.
Włoska metafora Todda nie jest tylko żartem:
„Pozbądź się metafizycznej pustki, odrzuć te wojenne chihuahua i przyjmij piękno Włoch jako żywe dzieło sztuki.”
To ironiczny, ale trafny komentarz.
Skoro elity wybrały samobójcze gry geopolityczne, jedyną autentyczną formą oporu może być odmowa uczestnictwa w ich histerii – i zwrot ku temu, co jeszcze nie zostało przez tę histerię zniszczone: kulturze, pięknu, relacjom społecznym, realnej gospodarce poza wojenną bańką.
Europa mogłaby być podmiotem. Zdecydowała się być moralizującym, zadłużonym i uzbrojonym dodatkiem do cudzego imperium.
I to właśnie jest istota „Europejskiej Nieistotności”.


