Gdzieś na zachodniej Ukrainie, na skraju zaśnieżonego pola, które miejscowi nazywają „poligonem”, mężczyzna w szarym płaszczu wyrzucił w niebo coś, co wyglądało jak model samolotu. Buczenie śmigła powoli cichło, gdy maszyna wznosiła się nad białymi polami i nagimi żywopłotami. Wyglądała jak zabawka, ale Oleksandr Liannyi się nie bawił. Pracował nad sposobem, aby uczynić drony znacznie bardziej zabójczymi niż są dzisiaj. Liannyi jest współzałożycielem NORDA Dynamics – firmy budującej moduły autonomicznej nawigacji i celowania dla dronów wojskowych. Razem ze swoimi kolegami oraz innymi ukraińskimi zespołami osiągnął już częściową autonomię, pozwalającą dronom na samodzielne nawigowanie do celów wybranych przez człowieka i uderzanie w nie. Następny krok jest jednak znacznie bardziej kontrowersyjny – w pełni autonomiczne drony, które mogłyby nawigować na aktywny front, polować na cele i atakować bez udziału człowieka.

„Technologia jest bardzo blisko” – powiedział Liannyi wewnątrz zniszczonego białego vana na skraju lasu, zastrzegając jednocześnie, że przed powstaniem takich systemów należy opracować jeszcze szereg etapów pośrednich, a NORDA Dynamics nadal kładzie nacisk na zatwierdzenie ataku przez człowieka znajdującego się „w pętli” decyzyjnej. Problem polega na tym, że krok od częściowej do pełnej autonomii jest mniejszy, niż się wydaje. Gdy człowiek przestaje aktywnie kontrolować system, a jedynie go monitoruje z możliwością interwencji, przejście do całkowitego usunięcia tego człowieka staje się procesem stopniowym – jak wzbogacanie uranu, które na potrzeby cywilnej energetyki przedstawia się jako nieszkodliwe, ale którego kolejne etapy prowadzą nieuchronnie do materiału do celów militarnych.
Autonomia na płytce drukowanej za kilka dolarów
Wewnątrz plastikowej obudowy drona znajduje się tani chip komputerowy przylutowany do zielonej płytki drukowanej wzorowanej na Raspberry Pi – komputerze jednopłytkowym pierwotnie zaprojektowanym do nauki programowania dla brytyjskich uczniów. Płytki te są sprowadzane z Chin, ale Ukraina rozwija obecnie własną pokładową sztuczną inteligencję, w tym rodzime płytki budowane przez dziesiątki lokalnych firm. Potężniejsze moduły Jetson Orin firmy NVIDIA są stosowane w niektórych dronach dalekiego zasięgu o wysokiej wartości, ale są drogie. Tańsze moduły oferują wystarczająco dużo pokładowej AI, aby namierzyć cel, przy jednoczesnym zachowaniu niskiego kosztu jednostkowego, co pozwala na ich utratę w walce.
Obecnie drony uderzeniowe są wciąż pilotowane przez operatora, który za pomocą ekranu i kontrolerów steruje maszyną, wybiera cel i decyduje o momencie ataku. Dzięki częściowej autonomii maszyna może przejąć końcową fazę ataku. Osoba wciąż decyduje, kto lub co może zostać zaatakowane, ale autonomia drona decyduje dokładnie, jak tam dotrzeć i trafić.

Pełna autonomia oznaczałaby coś zupełnie innego – to dron, a nie człowiek, decyduje o tym, kogo lub co zaatakować i samodzielnie przeprowadza uderzenie. System przeszukiwałby teren pod kątem potencjalnych celów, decydowałby, które z nich pasują do zaprogramowanych reguł, a następnie inicjowałby i kończył atak bez pytania człowieka o zgodę.
Taka zabójcza broń autonomiczna, nazywana LAWs, pozwoliłaby walczącym na zdefiniowanie „strefy śmierci” – ograniczonego geograficznie obszaru, w którym autonomiczne drony mogłyby polować, zabijając każdą napotkaną osobę lub niszcząc każdy pojazd. Strefa ta mogłaby być mała jak skrzyżowanie dróg lub duża jak 20 mil kwadratowych terenu na linii frontu.
CYNICZNYM OKIEM: Człowiek stworzył Raspberry Pi, żeby dzieci uczyły się programować. Teraz ta sama płytka uczy drony, jak zabijać. Ewolucja technologii edukacyjnej w najczystszej postaci.
Aby taka „strefa śmierci” stała się rzeczywistością, drony muszą umieć odróżnić żołnierza od medyka, uciekającego cywila od wycofującego się piechura, czołg od traktora – w deszczu i śniegu, w dzień i w nocy. Ani Międzynarodowe Prawo Humanitarne, ani prawo ukraińskie nie zakazują wyraźnie w pełni autonomicznej broni. Wymagają jedynie, aby broń odróżniała żołnierzy od cywilów, unikała nadmiernych strat wśród ludności cywilnej i pozwalała ludziom na przerwanie lub skorygowanie ataku.
Zachodni urzędnicy przeszli już od mówienia o człowieku „w pętli”, co oznacza, że osoba musi aktywnie zatwierdzić każde uderzenie, do człowieka „nad pętlą”, co oznacza jedynie nadzór z możliwością interwencji. Ze względu na „efekt zaufania do automatyzacji” model „nad pętlą” niesie ryzyko, że ludzie będą jedynie mechanicznie przyklepywać decyzje maszyn, aby dotrzymać kroku tempu walki.
„Zagrożenia, jakie stwarzają one dla cywilów, sił własnych i ogólnego bezpieczeństwa ludzkiego, są oszałamiające” – napisał dr Peter Asaro, wiceprzewodniczący organizacji Stop Killer Robots.
„Choć w desperackiej sytuacji może to wydawać się celowe, musimy rozważyć długofalowe skutki rozwoju tych technologii” – dodał.
Asymetria, która zmusza do wyścigu
Aleksandr Palamarchuk, żołnierz Brygady Azow o pseudonimie „Paradise”, pojawił się jako widmowy obraz na ekranie laptopa, by porozmawiać o tym, na jakim etapie jest dziś ta technologia. Wirtualne tło przedstawiające zorzę polarną ukrywało wszelkie wskazówki co do jego lokalizacji, którą określił jako laboratorium badawczo-rozwojowe w promieniu stu mil od frontu.
„Musisz mieć stuprocentową pewność, że to wróg” – powiedział Palamarchuk, zauważając, że wszyscy zabici cywile to Ukraińcy, ponieważ wojna toczy się głównie na ukraińskiej ziemi.

Jednak Rosja nie gra według tych samych zasad. Raport Instytutu Studiów nad Wojną wykazał, że rosyjskie ataki dronów na ewidentnie cywilne cele – od pieszych po bloki mieszkalne – mają na celu wyludnienie obszarów przylegających do frontu. Podejście to jest instytucjonalizowane w rosyjskiej doktrynie i praktyce, tworząc przyfrontową „czerwoną strefę”, gdzie każdy ruch lub pojazd jest traktowany jako uprawniony cel. Rosja wykazała gotowość do zabijania cywilów od samego początku wojny – od masowych egzekucji w Buczy po ciągłe ataki na budynki mieszkalne w Kijowie.
„Im znacznie łatwiej jest tworzyć absolutnie autonomiczne misje, ponieważ nie dbają o typ celu ani o to, gdzie trafią” – powiedział Palamarchuk.
Palamarchuk stwierdził, że Azow eksperymentuje z dronami, które potrafią samodzielnie wykonywać całe misje.
„Po prostu kładziesz drona na ziemi, tworzysz dla niego misję, a on sam startuje. Wtedy modele AI mogą same rozpoznawać cele” – wyjaśnił.
Ukraina jest zmuszona wprowadzać innowacje szybciej niż jakakolwiek inna armia na Ziemi. Planuje utworzenie strefy o szerokości 15 kilometrów wzdłuż frontu, w której to maszyny, a nie piechota, będą wykonywać większość pracy.

Na początku grudnia 2024 roku ukraińska brygada przeprowadziła to, co analitycy opisują jako pierwszy udany bezzałogowy atak powietrzno-lądowy w historii wojskowości, przeciwko rosyjskim pozycjom w regionie Charkowa. Atak o świcie był koordynowany przez zdalnych operatorów, którzy jednocześnie rozmieścili zintegrowany rój robotów powietrznych i lądowych. Pojazdy lądowe kamikadze i zrobotyzowane platformy z karabinami maszynowymi nacierały na okopy, wspierane przez bombowce-quadrocoptery i mniejsze drony kamikadze, podczas gdy dziesiątki dronów rozpoznawczych zapewniały pełny przegląd operacyjny. Intensywne, dwugodzinne uderzenie robotów zaskoczyło siły rosyjskie i zniszczyło wyznaczone cele.
Kijów sformalizował rolę poligonu doświadczalnego poprzez politykę „Testuj w Ukrainie”, która zaprasza firmy do wysyłania nowych dronów, robotów lądowych, pocisków i innych systemów prosto do walki, a następnie przekazywania danych o ich skuteczności z powrotem do przemysłu i rządów. Wśród firm, których systemy są testowane na polu bitwy, są firmy zachodnie, a zwłaszcza amerykańskie.
Amunicja krążąca Altius, produkowana przez amerykańskiego producenta Anduril, wielokrotnie rozbijała się lub nie trafiała w cele i okazała się wysoce podatna na rosyjskie zagłuszanie elektroniczne. Ostatecznie została wycofana z użytku przez siły ukraińskie w 2024 roku. Firma twierdzi, że od tego czasu zmodyfikowała system na podstawie ukraińskich doświadczeń.
Ukraińskie Ministerstwo Obrony stworzyło Uniwersalny Zbiór Danych Wojskowych – jeden z największych tego typu na świecie, zawierający ponad dwa miliony godzin nagrań z dronów i miliony oznaczonych obiektów wojskowych. Opracowało również system AI o nazwie Avengers, który przetwarza strumienie wideo na żywo, automatycznie wykrywając, klasyfikując i oznaczając sprzęt wroga. Ukraińscy urzędnicy twierdzą, że system rozpoznaje większość rosyjskiej broni w wideo na żywo w zaledwie kilka sekund.
Choć publicznie systemy te opisywane są jako wspomagane przez AI lub półautonomiczne, z ludźmi teoretycznie znajdującymi się w pętli decyzyjnej, linia oddzielająca je od pełnej autonomii zaciera się. Dron może sam zdecydować o uderzeniu w czołg, albo dowódca może wstępnie autoryzować tę decyzję tak dalece, że ostatnie ludzkie „tak” staje się bardziej formalnością niż prawdziwą barierą etyczną.
Armia Dronów i ludzie, którzy ją stworzyli
Wiele z tych innowacji zostało zainicjowanych przez Katerynę Czernohorenko, która w latach 2023-2025 pełniła funkcję wiceministra obrony Ukrainy ds. rozwoju cyfrowego. Przyszła na spotkanie wyglądając bardziej jak studentka niż była urzędniczka państwowa – w trampkach i czarnych spodniach, z koszulą w paski narzuconą na biały T-shirt. Jej laptop był obklejony naklejkami o tematyce obronnej, a jej energia i kreatywność uczyniły ją postacią kluczową dla ukraińskiego wysiłku wojennego.
Jednym z jej pomysłów był projekt Armia Dronów, który scentralizował zamówienia i zestandaryzował platformy, traktując drony jako standardowe wyposażenie, a nie doraźny sprzęt od wolontariuszy.
„Pojawiła się potrzeba systemowego spojrzenia na możliwości i praktykę stosowania dronów” – powiedziała.
Projekt skierował cywilny crowdfunding i innowacje wolontariuszy do skoordynowanego kanału, który dostarcza wojsku tysiące dronów, ustala wymagania techniczne i wysyła je tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Stworzył również ścieżki szkoleniowe i certyfikacyjne dla operatorów, budując profesjonalne kadry zamiast rozproszonych, samouczących się zespołów.
Doprowadziło to do powstania prężnego sektora obronnego z setkami firm na Ukrainie. Na niedawnych targach technologii obronnych sponsorowanych przez Azow, które odbyły się w Narodowym Muzeum Historii Ukrainy w II Wojnie Światowej w Kijowie – bunkrowatym budynku z czasów radzieckich, wkomponowanym w zbocza wzgórz Peczerśkych nad Dnieprem – dziesiątki firm prezentowały swoje produkty.
Wśród nich był Marko Kushnir, dyrektor General Cherry, którego nazwa nawiązuje do owocu kojarzonego z regionem pochodzenia założycieli. General Cherry to jedna z dwóch ukraińskich firm wybranych do udziału w programie Pentagonu „Drone Dominance” – inicjatywie o wartości 1,1 miliarda dolarów, mającej na celu wprowadzenie dużej liczby tanich dronów uderzeniowych dla sił amerykańskich. Firma prowadzi obecnie rozmowy z kilkoma państwami Zatoki Perskiej w sprawie dostaw dronów przechwytujących.

Kushnir przywiózł na spotkanie nieuzbrojony model Bullet – drona o wysokości prawie trzech stóp w kształcie rakiety, zbudowanego do polowania na inne bezzałogowe statki powietrzne. Bullet ma zwalczać rosyjskie drony kamikadze dalekiego zasięgu typu Shahed, produkowane na licencji w regionie Wołgi.
„Nasz dron potrafi zrozumieć, że to Shahed. Może polecieć do celu bez żadnej kontroli operatora” – powiedział Kushnir.
Wśród najbardziej prominentnych postaci z zewnątrz budujących rozwiązania dla tego nowego pola walki jest były dyrektor generalny Google, Eric Schmidt. Jego firma Swift Beat wytwarza linię dronów o nazwach inspirowanych pszczołami. Flagowym produktem jest Bumblebee – tani, wyposażony w AI quadrocopter kamikadze, który odbył tysiące lotów bojowych przeciwko rosyjskim celom na Ukrainie. Dron wykorzystuje pokładowe kamery i wewnętrzne czujniki ruchu do nawigacji poprzez porównywanie cech terenu z mapami zapisanymi w pamięci, co pozwala mu działać bez GPS, sygnałów radiowych czy łącza danych na żywo.
Swift Beat produkuje również system przechwytujący Merops, nazwany od rodzaju ptaków żołnierolubnych, który wystrzeliwuje drony o stałych skrzydłach z mobilnych wyrzutni i wykorzystuje pokładową wizję maszynową do śledzenia i fizycznego taranowania celów. Systemy Merops są obecnie rozmieszczane na wschodniej flance NATO – Rumunia zaczęła integrować mobilne jednostki ze swoimi sieciami obrony powietrznej, a Polska szkoli personel wojskowy w obsłudze tego systemu.
Podstawowe komponenty – małe minikomputery, komercyjne biblioteki wizji komputerowej, nawigacja wizualno-bezwładnościowa – to w większości technologie podwójnego zastosowania, a nie egzotyczny sprzęt wojskowy. To, co wyłania się na Ukrainie, to nie tylko nowa klasa broni, ale nowa logika produkcji: autonomia zmontowana z tanich czujników, komercyjnych komputerów i iteracji na polu bitwy.
Ukraiński przedsiębiorca Jarosław Azhniuk, najlepiej znany w Dolinie Krzemowej jako współzałożyciel Petcube – startupu produkującego interaktywne kamery dla zwierząt – porównuje autonomię dronów do pięciu poziomów autonomii samochodów.
„Poziom pierwszy to autonomiczne naprowadzanie końcowe. Lecisz ręcznie, blokujesz cel i od tego momentu dron może go trafić autonomicznie w każdych warunkach” – wyjaśnił podczas śniadania w modnym gastropubie w centrum Kijowa.
Poziom drugi wprowadza autonomiczne bombardowanie. Poziom trzeci jest bardziej kontrowersyjny – autonomiczne rozpoznawanie celu i podejmowanie decyzji o ataku wewnątrz zdefiniowanej strefy śmierci.
„System skanuje to, co widzi, rozpoznaje cel, osiąga odpowiedni poziom pewności i inicjuje uderzenie” – wyjaśnił Azhniuk, jedząc mostek wieprzowy z różową marynowaną cebulą.

Poziom czwarty dodaje autonomiczną nawigację od startu do obszaru celu. Poziom piąty obejmuje autonomiczny start i lądowanie, co umożliwia stosowanie systemów wielokrotnego użytku zamiast misji w jedną stronę.
W jego ujęciu debata etyczna może ulec odwróceniu.
„W ciągu pięciu do dziesięciu lat używanie broni bez AI może stać się nieetyczne” – powiedział, argumentując, że autonomiczne systemy precyzyjne mogą powodować mniej szkód pobocznych niż alternatywy obsługiwane wyłącznie przez ludzi.
CYNICZNYM OKIEM: Facet od kamerek dla kotów buduje autonomię bojową dla dronów. Od śledzenia zachowań pupili do śledzenia celów wojskowych – w Dolinie Krzemowej to się pewnie nazywa „pivot”.
Gdy Rosja dokonała inwazji w 2022 roku, wielu Ukraińców zajęło się wojną dronów z marszu. Pawło Jelizarow, pseudonim „Lasar”, był producentem telewizyjnym, który kupił przemyconego drona rolniczego i podczepił minę przeciwpancerną do jego podwozia. Ten wysiłek przekształcił się w Grupę Lasara – jedną z najpotężniejszych formacji dronowych w wojsku. Była to pierwsza jednostka, która zainstalowała terminale satelitarne Starlink na ciężkich dronach bombowych, co pozwoliło pilotom operować z bezpiecznych pozycji na tyłach za pośrednictwem internetowych łączy sterowania. Takie rozwiązanie skutecznie oddzieliło fizyczną lokalizację pilota od drona.
Grupa zniszczyła rosyjski sprzęt wojskowy o wartości ponad 13 miliardów dolarów, w tym czołgi, a każde uderzenie zostało udokumentowane nagraniem wideo. Jej flagową platformą jest czterowirnikowy ciężki bombowiec, który rosyjskie wojska nazwały „Babą Jagą” – od czarownicy ze słowiańskiego folkloru. Dron, wyposażony w odbiornik satelitarny Starlink od Elona Muska, może przenosić do 5 kilogramów amunicji i pokonywać dystans do 35 kilometrów w obie strony, często latając nisko, na poziomie wierzchołków drzew.
Major o imieniu Jurij, nadzorujący szkolenia i testy w Grupie Lasara, przyszedł na spotkanie w mundurze polowym z naszywką „Phoenix”.

„Łączność może zostać zagłuszona, więc trzeba to wszystko robić 'na krawędzi'” – powiedział, siedząc wyprostowany, z ogoloną głową i rudawo-białą brodą. Dron musi być w stanie widzieć, orientować się, identyfikować to, co ważne, i działać bez polegania na odległym operatorze.
„Pomoże nam to umieścić nasz personel daleko od wroga, bez bezpośredniego kontaktu. Stworzy to wojnę dronów, a nie wojnę ludzi” – dodał.
Koszt liczony w ludzkich kończynach
Na razie to wciąż wojna dronów przeciwko ludziom, maszyn przeciwko mężczyznom. Drony odpowiadają obecnie za ponad 70 procent strat po obu stronach.
W szpitalu rehabilitacyjnym pod Lwowem Wiaczesław Kondraszenko, żołnierz ukraińskiej 93. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej, opowiedział swoją historię. Rok wcześniej niósł quadrocoptera wyposażonego w dwa moździerze sześćdziesięciomilimetrowe w zaciekle spornych wschodnich rejonach Doniecka. Gdy wyszedł ze schronu na otwartą przestrzeń, mniejszy rosyjski quadrocopter uderzył w jego prawe ramię i eksplodował. Wybuch zdetonował pociski moździerzowe, które niósł. Gdy dym opadł, Sława stracił prawą rękę poniżej łokcia i obie nogi powyżej kolan. Jego pozostała lewa dłoń stała się bezużyteczna.

„Czekał na mnie. Nie miałem szans” – powiedział ze swojego wózka inwalidzkiego.
Dron, który go uderzył, spoczywał na ziemi przed schronem. Gdzieś kilometry dalej rosyjski operator obserwował wejście przez obraz wideo z drona, przesyłany w czasie rzeczywistym kablem światłowodowym cienkim jak żyłka wędkarska.
Kilka dni później, przed Kościołem Garnizonowym Świętych Piotra i Pawła we Lwowie, pojawił się ksiądz w czarno-złotych szatach, a za nim umundurowani żołnierze niosący czarną trumnę na ramionach. Pogrzeby odbywają się niemal codziennie w miastach całej Ukrainy. Ten był dla Tarasa Nowosielskiego, zabitego w dniu jego 47. urodzin. Ukraińskie miasta z tramwajami, barokowymi fasadami i kawiarniami mogą wciąż wydawać się nieprawdopodobnie normalne, dopóki przez miasto nie przejdzie wojskowa trumna. Na wieży ratusza pojawił się samotny trębacz i zagrał „Il Silenzio” – ostatni sygnał.
Dążenie do pełnej autonomii nie ogranicza się do Ukrainy. Rosja zaczęła wyposażać swoje drony Lancet w systemy wizji maszynowej. Izrael podobno używał namierzania wspomaganego przez AI w swojej kampanii przeciwko Iranowi. Pentagon twierdzi, że Stany Zjednoczone dążą do wdrożenia rojów tanich dronów uderzeniowych i własnych, bardziej autonomicznych systemów. Ukraina zapowiedziała, że podzieli się dronami przechwytującymi, szkoleniami i wiedzą ze Stanami Zjednoczonymi i partnerami z Zatoki Perskiej.
Technologia się rozprzestrzenia, koszty spadają, a amerykańscy urzędnicy ostrzegają, że zagrożenie dronami na terenie kraju rośnie. Azhniuk, zapytany, czy przeraża go perspektywa w pełni autonomicznej broni, odpowiedział bez wahania:
„To, czym jestem przerażony, to że nie dotrzemy tam tak szybko, jak wróg”.



