Departament Sprawiedliwości USA (DOJ) wciąż nie uporał się z publikacją materiałów dotyczących Jeffreya Epsteina, mimo że termin wyznaczony ustawą minął 19 grudnia. Jak ujawniły Reuters i The New York Times, w archiwach wciąż zalega około 5,2 miliona stron dokumentów, które czekają na przegląd i ewentualne odtajnienie. Tym samym instytucja, która ma egzekwować prawo, znalazła się w stanie faktycznego jego naruszenia.
Tzw. Epstein Files Transparency Act, uchwalony w listopadzie, zobowiązywał DOJ do ujawnienia wszystkich niesklasyfikowanych materiałów dotyczących Epsteina i jego współpracowniczki Ghislaine Maxwell. Zamiast tego na czas przekazano zaledwie 100 tysięcy stron – ledwie 1,9% całości, i to z licznymi redakcjami.
Autor poleca: Milion nowych dokumentów w sprawie Epsteina. Fala skandalu i tuszowania

CYNICZNYM OKIEM: W amerykańskim systemie prawnym jest ironia, którą trudno przetłumaczyć – „transparentność” oznacza tam zwykle czarny tusz na każdej stronie.
400 prawników, 5 godzin dziennie i milion nowych dokumentów
W reakcji na rosnące naciski DOJ powołało specjalny zespół 400 prawników z Prokuratury Generalnej, FBI i biura prokuratora południowego dystryktu Nowego Jorku. Celem jest przegląd akt między 5, a 23 stycznia, tak by uniknąć formalnego postępowania za obrazę Kongresu, które rozważają już republikanin Thomas Massie i demokrata Ro Khanna.
Zatrudnieni prawnicy mają poświęcać na analizę dokumentów od trzech do pięciu godzin dziennie, często zdalnie – w zamian za obietnicę nagród i dodatkowych dni wolnych. Tyle że ilość materiału dramatycznie wzrosła – DOJ ogłosił odkrycie kolejnego miliona powiązanych akt.
Departament tłumaczy się „ochroną ofiar” i koniecznością precyzyjnych redakcji, ale cierpliwość opinii publicznej i polityków gwałtownie się kończy. Dwunastu senatorów wysłało już list do inspektora generalnego DOJ, żądając audytu całego procesu.
CYNICZNYM OKIEM: Chęć ochrony ofiar jest słuszna, ale w przypadku Epsteina coraz częściej wygląda jak próba ochrony nazwisk, które miały nigdy nie wypłynąć.
Transparentność na papierze
Epstein, finansista i skazany przestępca seksualny, utrzymywał kontakty z liderami świata polityki i biznesu – od Billa Clintona po członków brytyjskiej rodziny królewskiej. Nic więc dziwnego, że opinia publiczna nie wierzy w przypadkowe opóźnienia.
Senatorowie zarzucają DOJ stosowanie nielegalnych redakcji – takich, które wykraczają poza zakres dopuszczony przez ustawę. „Każde utajnienie ponad wyraźnie określone wyjątki jest pogwałceniem prawa” – napisali, domagając się pełnego ujawnienia akt.
Zobacz również: Nowe pliki Epsteina ujawnione, ale jedno zdjęcie zniknęło – to z Trumpem
Na razie Departament utrzymuje, że „pracuje dniem i nocą”, ale 5,2 miliona stron to nie archiwum – to mur z papieru, który coraz silniej oddziela społeczeństwo od prawdy o wpływach i układach, które miały pozostać w cieniu.
W państwie, w którym liczy się jawność, „Epstein Files” stały się testem dla samej definicji „publicznego dostępu do informacji”. I wszystko wskazuje, że test ten nie zostanie zaliczony – przynajmniej nie w pierwszym terminie.


