UE i Australia podpisują umowę handlową po ośmiu latach negocjacji

Europa przez lata budowała klimatyczną fortecę regulacji, a teraz odkrywa ze zdumieniem, że zamknęła się w niej sama

Jarosław Szeląg
5 min czytania
UE Australia umowa handlowa surowce Chiny

Osiem lat. Tyle Unia Europejska i Australia potrzebowały, żeby uzgodnić wspólną umowę handlową. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i premier Australii Anthony Albanese zaprezentowali porozumienie w Canberze na początku tygodnia, ogłaszając dalekosiężną redukcję ceł, która obejmie ponad 90 procent towarów swobodnie krążących między dwoma kontynentami. Brzmi imponująco – dopóki nie spojrzy się na szczegóły i nie zda sobie sprawy, że Australia odpowiada za zaledwie około jeden procent unijnego handlu i zajmuje dopiero dwudzieste miejsce wśród najważniejszych partnerów handlowych Brukseli.

Mimo to umowa niesie ze sobą konkretne liczby. Według uczestników rozmów porozumienie ma zwiększyć eksport z UE do Australii nawet o jedną trzecią i rozszerzyć inwestycje europejskich firm nawet o osiemdziesiąt procent. Kierunek strategiczny jest jasny i nie ma wiele wspólnego z sentymentem do kangurów – chodzi o surowce, a konkretnie o metale ziem rzadkich, kobalt i lit, czyli zasoby, w których dostępie Europa desperacko próbuje uwolnić się z uścisku Chin.

europa australia

Surowcowa szachownica i chiński uścisk

Australia ma do zaoferowania bogaty katalog zasobów strategicznych i to właśnie one stanowią prawdziwy rdzeń porozumienia. Z perspektywy niemieckiej gospodarki kontrakt wygląda następująco – sektory kryzysowe takie jak przemysł motoryzacyjny, budowa maszyn i przemysł chemiczny skorzystają na radykalnej obniżce australijskich ceł importowych, a UE zyska dostęp do wydobywanych na antypodach surowców krytycznych. Ceną jest otwarcie europejskiego rynku na australijską wołowinę, choć w ramach kontyngentów – ilości zbyt małe, by wywołać panikę wśród europejskich rolników.

Inaczej niż w przypadku umowy z krajami Mercosuru – Argentyną, Urugwajem, Paragwajem i Brazylią – która ma prowizorycznie wejść w życie w maju i która już spotkała się z zapowiedzią silnego sprzeciwu ze strony Francji i Włoch. Tamten pakt stawia europejskie rolnictwo pod znacznie poważniejszą presją konkurencyjną, ponieważ Ameryka Południowa operuje w zupełnie innych ramach regulacyjnych niż UE.

CYNICZNYM OKIEM: Europa przez lata budowała klimatyczną fortecę regulacji, a teraz odkrywa ze zdumieniem, że zamknęła się w niej sama – bez surowców, bez rezerw i bez planu B.

Przy każdej umowie handlowej sygnowanej przez Unię Europejską Bruksela wplata w światowy handel masowy protekcjonizm klimatyczny. Regulacje nie znikają – w przypadku umów z UE są one w dużej mierze rozszerzane na partnerów handlowych. To, co jedni nazywają ochroną klimatu, inni określają mianem postmodernistycznego kolonializmu klimatycznego. Taka jest jednak koncepcja wolnego handlu w europejskim wydaniu, i Australia musiała ją zaakceptować.

Rezerwy, których Europa nie ma

Umowa z Australią wpisuje się w szerszy kontekst europejskich problemów z bezpieczeństwem dostaw. Kurczące się magazyny gazu, brakujące rezerwy ropy naftowej i rosnąca świadomość zagrożeń – takich jak konsekwencje wojny w Iranie czy zamknięcie Cieśniny Ormuz – wymuszają zmianę myślenia. Konkurenci handlowi tacy jak Chiny czy Stany Zjednoczone posiadają rezerwy surowców i energii zdolne zabezpieczyć dostawy dla swoich gospodarek na ponad rok. Europa takiego bufora nie ma.

Fakt, że europejska polityka pozwoliła sobie niegdyś na luksus przedkładania ideologii klimatycznej i fantazji transformacyjnych nad realne potrzeby, wymusza teraz gorzką cenę – to stwierdzenie, które jeszcze kilka lat temu brzmiałoby jak herezja w brukselskich korytarzach, dziś staje się coraz powszechniejszą diagnozą.

Recepta wydaje się prosta w teorii, lecz niezwykle trudna w realizacji. Łańcuchy dostaw oraz fundamentalne zaopatrzenie w surowce i energię muszą stać się centralnymi tematami europejskiej agendy. Mowa o reintegracji Rosji jako dostawcy gazu, zagospodarowaniu zasobów krajowych – gazu z łupków, gazu z Morza Północnego, rodzimych złóż węgla – oraz o opracowaniu ogólnoeuropejskiej strategii nuklearnej, co zajęłoby wiele lat.

CYNICZNYM OKIEM: Osiem lat negocjacji z Australią o jeden procent handlu. W tym tempie dywersyfikacja od Chin powinna zakończyć się mniej więcej wtedy, gdy słońce pochłonie Ziemię.

Dopóki te rozważania nie zostaną włączone do kompleksowej strategii, australijska umowa handlowa pozostanie działaniem cząstkowym – małym, mało istotnym ruchem na geopolitycznej szachownicy zdominowanej przez duopol Waszyngton-Pekin. Dywersyfikacja jest wszystkim, ale jeden procent to wciąż tylko jeden procent.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *