To, co miało być kamieniem milowym zielonej transformacji, staje się symbolem odwrotu. Komisja Europejska przygotowuje się do wycofania lub przesunięcia w czasie zakazu sprzedaży nowych samochodów z silnikami spalinowymi, planowanego pierwotnie na 2035 rok.
Decyzja, której oficjalne ogłoszenie ma nastąpić we wtorek, to największe cofnięcie się Unii z jej agendy klimatycznej od pięciu lat.
CYNICZNYM OKIEM: Zielona rewolucja właśnie złapała zadyszkę – i to w połowie drogi.
Presja przemysłu i bunt. Koniec motoryzacyjnej utopii
Według źródeł w Brukseli i przemyśle, zakaz może zostać przesunięty o pięć lat lub zmiękczony bezterminowo, przekształcając twardą regulację w mglisty cel polityczny. Największe państwa Unii – Niemcy i Włochy – otwarcie zażądały rewizji planu, argumentując, że europejski przemysł motoryzacyjny nie radzi sobie z konkurencją ze strony USA i Chin.
„To był poważny błąd polityki przemysłowej” – stwierdził Manfred Weber, szef największej frakcji w Parlamencie Europejskim. „Komisja Europejska przedstawi wniosek o zniesienie zakazu silników spalinowych.”
Firmy takie jak Volkswagen czy Stellantis od miesięcy ostrzegają, że popyt na samochody elektryczne spada, koszty produkcji rosną, a infrastruktura ładowania pozostaje dziurawa jak europejski idealizm.
„To nie jest dziś w Europie zrównoważona rzeczywistość” – przyznał Jim Farley, prezes Forda. – „Cele klimatyczne Unii nie są w harmonii z realiami przemysłu.”
Z kolei szef Polestara, Michael Lohscheller, ocenia sytuację odwrotnie. „Technologia jest gotowa, infrastruktura jest gotowa, konsumenci są gotowi. Na co jeszcze czekamy?” – pyta z frustracją.
Europa pomiędzy Teslą, a BYD
Kiedy w 2023 roku wprowadzano zakaz, miał on wymusić gwałtowną elektryfikację motoryzacji – z mandatem na baterie lub ogniwa wodorowe oraz z wysokimi karami za nieprzestrzeganie norm. Dziś jednak widać, że europejscy producenci zostali w tyle za Teslą i chińskimi potęgami, takimi jak BYD czy Geely.
Unia już wcześniej dała sektorowi trochę oddechu – rozłożono wymogi emisji z 2025 roku aż na trzy lata. Teraz producenci samochodów chcą pójść dalej: zachować silniki spalinowe wraz z hybrydami i autami na tzw. paliwa CO2‑neutralne.
Tę ścieżkę przychylnie sygnalizowała już Ursula von der Leyen, popierając w październiku e‑paliwa i „zaawansowane biopaliwa”. Dla niektórych to praktyczny kompromis, dla innych – symbol ideologicznego odwrotu od dotychczasowego kursu.
„Proponujemy podejście wielotechnologiczne” – mówi Todd Anderson z Phinia. – „Silnik spalinowy pozostanie z nami przez resztę stulecia.”
Tąpnięcie w branży elektromobilnej
Dla firm skoncentrowanych na elektrykach ta zmiana to cios w zaufanie inwestorów. „Ten zwrot będzie miał poważne konsekwencje,” ostrzega Rick Wilmer, dyrektor ChargePoint, firmy budującej stacje ładowania.
Szybko pojawiła się też polityczna fala żądań: branża motoryzacyjna domaga się rozłożenia na dłuższy okres celu redukcji emisji aut o 55% do 2030 roku, a także skreślenia wymogu 50‑procentowej redukcji dla samochodów dostawczych.
Niemcy żądają, by redukcje emisji uwzględniały także „zieloną stal” i niskoemisyjne procesy produkcji – nie tylko spaliny.
Organizacje środowiskowe nie kryją gniewu. „Europa musi trzymać kurs na elektromobilność,” stwierdził William Todts z Transport & Environment. „Elektryczność to przyszłość – biopaliwa są drogie, ograniczone i nie są naprawdę neutralne dla klimatu.”
Dla ekologów to zdrada ideałów. Dla polityków – konieczny zwrot ku rzeczywistości, zanim europejska motoryzacja przestanie istnieć między amerykańsko‑chińskimi trybami.
CYNICZNYM OKIEM: Jeśli to jest zielona rewolucja, to wygląda na to, że pierwszą jej ofiarą będzie europejski przemysł.
Decyzja Komisji – niezależnie od ostatecznej formy – jest symbolem przełomu w zielonej epoce Unii. Europa, która przez lata uczyła świat jak walczyć z emisjami, teraz sama zwalnia nogę z gazu.
Być może to początek realistycznej ery, w której technologia i gospodarka znów będą rozmową, nie wojną ideologiczną.
Bruksela nie zrezygnowała z zielonych marzeń, ale w końcu uznała, że nie da się na nich daleko dojechać, jeśli w baku nie ma już paliwa.


