Polska ma ponad 1,7 miliona inwestorów giełdowych i ponad milion właścicieli nieruchomości na wynajem, a w młode firmy technologiczne kapitał angażuje zaledwie 2000 osób. Ta dysproporcja to nie kwestia mentalności, lecz konsekwencja niesprzyjającego otoczenia podatkowego – ocenia anioł biznesu Piotr Krawiec, którego słowa przytacza Bankier.pl. Skala kontrastu mówi więcej niż niejeden raport o stanie polskich innowacji.
Teza o wrodzonym konserwatyzmie Polaków jako inwestorów jest, zdaniem eksperta, nieuzasadniona. Zaangażowanie na rynku kapitałowym i rynku nieruchomości pokazuje, że gotowość do lokowania oszczędności jest w Polsce wysoka. Problem leży gdzie indziej, w asymetrii zasad, na jakich poszczególne klasy aktywów są traktowane przez prawo podatkowe.
Nieruchomości kontra startupy, czyli nierówna walka
Inwestycja w nieruchomości oferuje dwa kluczowe przywileje. Są to bieżący przychód z wynajmu oraz możliwość sprzedaży aktywa po pięciu latach bez konieczności odprowadzania podatku. Inwestor wchodzący do spółki technologicznej na wczesnym etapie nie korzysta z żadnej analogicznej zachęty.
Jak opisuje Krawiec, aparat skarbowy przypomina o sobie dopiero wtedy, gdy projekt odnosi sukces rynkowy. Łączne obciążenie składa się z 19-procentowego podatku dochodowego oraz 4-procentowej daniny solidarnościowej. Daje to niemal jedną czwartą wypracowanego zysku oddawaną państwu.
CYNICZNYM OKIEM: Państwo nie uczestniczy w ryzyku, ale skrupulatnie uczestniczy w nagrodzie. Idealny wspólnik – pojawia się dopiero przy podziale zysków, znika przy stratach.
Środowisko skupione wokół inicjatywy starsUP nie postuluje odbierania ulg inwestorom nieruchomościowym. Celem jest wyrównanie reguł gry dla wszystkich kategorii inwestycji. Punktem odniesienia jest model brytyjski, na który powołuje się Bankier.pl.
W brytyjskim rozwiązaniu anioł biznesu angażujący się w startup może odliczyć od podatku połowę zainwestowanej kwoty. Co więcej, jeśli projekt zakończy się porażką, inwestor ma prawo zaliczyć poniesioną stratę do kosztów podatkowych. To mechanizm, który realnie redukuje ryzyko i skłania prywatny kapitał do finansowania innowacji.

Miliardy czekające na odblokowanie
Reforma systemu ma znaczenie nie tylko dla samych inwestorów, ale dla całej architektury finansowania innowacji w Polsce. Jak wylicza Krawiec, w funduszach kapitału podwyższonego ryzyka pozostaje dziś zamrożonych blisko 2,1 miliarda złotych pochodzących z budżetu Polskiego Funduszu Rozwoju. Środki te nie pracują.
Warunkiem ich uruchomienia jest zapewnienie przez fundusze odpowiedniego wkładu z kapitału prywatnego. W zależności od struktury funduszu wynosi on od 20 do 60 procent. Bez prywatnych pieniędzy publiczne pozostają poza zasięgiem.
Przy zaledwie 2000 aktywnych aniołów biznesu ten warunek jest trudny do spełnienia. Prywatnych portfeli po prostu fizycznie brakuje, by uruchomić publiczne pieniądze. To błędne koło: nieatrakcyjny system podatkowy ogranicza liczbę inwestorów, a mała liczba inwestorów blokuje dostęp do środków publicznych.
CYNICZNYM OKIEM: Miliardy złotych leżą zamrożone, bo brakuje dwóch tysięcy chętnych, których ten sam system skutecznie zniechęcił do gry. Trudno o doskonalszą maszynę do blokowania własnych pieniędzy.
Krawiec wskazuje na jeszcze jeden wymiar problemu, który nadaje reformie pilność. Koszty pracy w Polsce wzrosły w ostatnich latach niemal o 100 procent, co oznacza, że model konkurowania tanią siłą roboczą przestał być dostępny. Kraj musi teraz rywalizować na poziomie innowacji i wartości dodanej.
W tym kontekście ekspert określa zmianę przepisów jako gospodarcze „być albo nie być”. Debata toczyła się podczas konferencji WallStreet30, gdzie Krawiec przedstawił diagnozę obecnego stanu polskiego ekosystemu startupowego. Zestawienie liczby inwestorów giełdowych i właścicieli nieruchomości z liczbą aniołów biznesu najdobitniej ilustruje skalę wyzwania stojącego przed polityką gospodarczą w obszarze finansowania innowacji.



