Donald Trump nie kryje ambicji: zmiana reżimu w Iranie byłaby najlepszą rzeczą, jaka mogłaby się zdarzyć.
Tak stwierdził w piątek po wizycie u żołnierzy w Fort Bragg w Karolinie Północnej, potwierdzając wysłanie drugiego grupy uderzeniowej z Karaibów do regionu. USS Gerald R. Ford, największy lotniskowiec świata, ma wzmocnić USS Abraham Lincoln i niszczyciele z rakietami manewrującymi.
Prezydent nie owija w bawełnę: „Przez 47 lat gadali i gadali”. Teraz albo dojdzie do porozumienia nuklearnego, albo Iran przekona się, czym jest „bardzo traumatyczne” rozwiązanie. Rozmowy w Omanie utknęły, choć kolejna runda planowana jest na przyszły tydzień. Trump gra va banque – dyplomacja z piąstką za plecami.
CYNICZNYM OKIEM: Trump marzy o drugim Iraku, ale z lepszym PR. Lotniskowce to nie argumenty, lecz ultimatum na wodzie – bo kto by słuchał dyplomatów bez huku silników F-35.
Ultimatum z Fort Bragg
„Na wypadek, gdyby nie było umowy, będziemy tego potrzebować” – powiedział o Fordzie, który opuści Karaibów lada dzień. Podróż do wód Morza Śródziemnego zajmie co najmniej tydzień, potem niejasne, czy przez Kanał Sueski bliżej Zatoki Perskiej. W Teheranie nikt nie lekceważy słów: „Albo umowa, albo zrobimy coś bardzo twardego, jak ostatnim razem” – ostrzegał wcześniej w Axios. Irańczycy szykują się na żałobne ceremonie po tysiącach zabitych w styczniowych protestach, lecz policja wciąż trzyma ulice żelazną ręką.
Trump łączy marchewkę z kijem. Mówi o możliwych rozmowach nuklearnych, ale stawia flotę na pozycjach ataku. To klasyka jego stylu – nadzieja na deal, groźba na horyzoncie. Iran wie, że porażka będzie kosztowna, zwłaszcza po czerwcowych lekcjach.
CYNICZNYM OKIEM: Dyplomacja Trumpa to poker z lotniskowcami na stole. Iran udaje, że negocjuje, Waszyngton udaje, że wierzy – wszyscy wiedzą, że zwycięzcą będzie ten, kto pierwszy mrugnie.
Iran między żałobą, a flotą
W kraju ajatollaha trwają czterdziestodniowe obrzędy po krwawej pacyfikacji protestów z stycznia. Bezpieczeństwo panuje, ale napięcia rosną.
Drugi lotniskowiec to nie przypadek – to eskalacja po spotkaniu z Netanjahu i sygnał, że Trump nie żartuje. Ford ma być w regionie za dwa tygodnie, dając Teheranowi czas na refleksję.
Prezydent wierzy, że Iran „bardzo chce umowy” i jest poważniejszy niż dawniej. Ale historia pokazuje: groźba działa lepiej niż puste słowa.
Jeśli negocjacje w Omanie znów zawiodą, Bliski Wschód znów usłyszy huk pokładowych katapult. Trump nie buduje mostów – buduje presję, która może runąć na głowy ajatollahów. W tym teatrze wojennym nikt nie gra na czas.


