W wywiadzie dla Fox News z 22 lutego wysłannik USA Steve Witkoff ujawnił, że Donald Trump jest „ciekaw”, dlaczego Iran nie „skapitulował” mimo potężnego amerykańskiego zgrupowania morskiego na Bliskim Wschodzie i gróźb wojennych. Witkoff unikał słowa „frustracja”, ale przyznał: „Mamy ogromną przewagę morską – dlaczego nie przychodzą z ofertą, że nie chcą broni nuklearnej?”
Teheran oficjalnie od lat zaprzecza ambicjom atomowym, powołując się na fatwę ajatollaha Chameneiego zakazującą broni jądrowej. Iran proponuje zawieszenie wzbogacania uranu na 3–5 lat, potem restart na poziomie cywilnym – daleko od 90% potrzebnych do bomby. Oferuje też rozcieńczenie zapasów 60-procentowego uranu, choć po amerykańskich nalotach na instalacje nuklearne program i tak stoi.
CYNICZNYM OKIEM: Trump zbombardował ich reaktory, a teraz dziwi się, że nie dziękują za „pomoc” w demontażu programu atomowego.
Tydzień od bomby? Niewiarygodne przechwałki
Witkoff twierdził bez mrugnięcia okiem, że Iran jest „tydzień od materiału do bomby przemysłowej” – mimo że Jerusalem Post i inni kwestionują te szacunki. Naloty USA w 2025 roku wstrzymały wzbogacanie, ale administracja Trumpa podkręca narrację, spotykając się z synem szacha Rezą Pahlavim. Cel? Zmiana reżimu w Teheranie.

Minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi zapowiedział kolejne negocjacje z Witkoffem i Jarede’em Kushnerem w Genewie – już w czwartek. Iran stawia na dyplomację, ale z czerwoną linią: wzbogacanie to suwerenne prawo. Trump żąda zerowego poziomu, grożąc kolejnymi uderzeniami.
CYNICZNYM OKIEM: Ameryka buduje „armadę”, Iran szykuje kontrpropozycję – klasyczna partia w pokera, gdzie stawką jest Bliski Wschód.
Negocjacje z szablą nad głową
Trumpowska strategia łączy groźby z rozmowami. Po nalotach „Midnight Hammer” w 2025 roku, które „zniszczyły” irański program nuklearny, Waszyngton wrócił do stołu. Iran oferuje regionalny konsorcjum nuklearne, USA – pomoc w reaktorach, ale bez wzbogacania. Teheran żąda gwarancji zniesienia sankcji i handlu z resztą świata.
Witkoff naciska na szybkie porozumienie, Trump na kapitulację. Spotkanie w Genewie to ostatnia szansa przed nową rundą nalotów – lub szerszą wojną. Iran nie pęka, mimo flotylli i bunker-busterów. Trump gra na czas i strach, ale ajatollahowie wiedzą: słabość zachęca do żądań, siła – do ustępstw.
Paradoksalnie, amerykańska „ciekawość” może być największą bronią – bo gdy supermocarstwo zaczyna zadawać pytania, Zatokę zaczyna palić. Genewa zdecyduje: deal czy pożar.


