Przez globalne rynki przetoczyła się fala gwałtownego optymizmu po tym, jak prezydent Donald Trump ogłosił wstrzymanie tak zwanego Projektu Wolność, czyli operacji mającej zabezpieczyć ruch statków przez cieśninę Ormuz. Kontrakty terminowe na ropę WTI gwałtownie spadły, testując poziomy poniżej 100 dolarów za baryłkę, podczas gdy kontrakty na amerykańskie akcje i obligacje skarbowe poszły w górę. Inwestorzy odetchnęli, bo otwiera się szansa na deeskalację jednego z najgroźniejszych konfliktów ostatnich miesięcy.

Trump przekazał na swoim profilu TruthSocial, że poczyniono „ogromne postępy w kierunku kompletnego i ostatecznego porozumienia z przedstawicielami Iranu”. W tym samym wpisie tłumaczył, że „o ile blokada pozostanie w pełnej mocy, o tyle Projekt Wolność (ruch statków przez cieśninę Ormuz) zostanie wstrzymany na krótki czas, aby sprawdzić, czy porozumienie może zostać sfinalizowane i podpisane”.
Decyzja zapadła po prośbie Pakistanu oraz innych krajów i po tym, co prezydent określił mianem ogromnego sukcesu militarnego kampanii przeciwko Iranowi.

Rubio ogłasza koniec ofensywy, ale rakiety nadal latają
Sekretarz Stanu Marco Rubio ogłosił we wtorek po południu, że ofensywna faza wojny z Iranem dobiegła końca. Operacja Epic Fury została oficjalnie zamknięta, a jej miejsce zajmuje Projekt Wolność – przedsięwzięcie nastawione na odblokowanie ruchu morskiego. Rubio zaznaczył, że statki unieruchomione w cieśninie stoją w obliczu kryzysu humanitarnego, i oskarżył Iran o trzymanie świata jako zakładnika.
Iran zaprzecza, jakoby przeprowadził atak na Zjednoczone Emiraty Arabskie. Tamtejsze ministerstwo spraw zagranicznych utrzymuje, że jego „działania obronne” były „skierowane wyłącznie przeciwko USA”. Narracja Teheranu wyraźnie próbuje oddzielić starcie z Waszyngtonem od relacji z państwami regionu, choć fakty na morzu mówią co innego.
CYNICZNYM OKIEM: Wojna ofensywna oficjalnie się skończyła, ale rakiety jakoś nie dostały notatki służbowej. Politycy ogłaszają pokój, traderzy kupują ropę po sto dolarów – a francuska załoga liczy rannych.
Późno we wtorek potwierdzono bowiem, że francuski statek towarowy CGM San Antonio został trafiony prawdopodobnie lądowym pociskiem manewrującym, w wyniku czego rannych zostało kilku członków filipińskiej załogi. Informację o uderzeniu w jednostkę należącą do francuskiej firmy przekazało CBS News, powołując się na dwóch urzędników USA. Według publicznych danych ze śledzenia statków, jednostka jeszcze w południe znajdowała się w pobliżu Dubaju, choć nie jest jasne, czy od tego czasu zmieniła pozycję.
Czy zawieszenie broni naprawdę obowiązuje?
W Gabinecie Owalnym doszło do znamiennej wymiany zdań, która pokazała, jak elastycznie Biały Dom traktuje pojęcie zawieszenia broni. Trump nie chciał ogłosić jego upadku nawet w obliczu drugiej fali irańskich ataków na ZEA, argumentując zapewne tym, że nie doszło jeszcze do bezpośredniej wymiany ognia między siłami amerykańskimi a Iranu.
Zapytany przez reportera, co właściwie stanowiłoby naruszenie – skoro Iran kilkakrotnie ostrzelał już amerykańskie statki – prezydent odpowiedział krótko: „Cóż, dowiecie się, bo dam wam znać”. Dodał ponadto, że „oni wiedzą, co robić” oraz „co ważniejsze, wiedzą, czego nie robić”. Pentagon wcześniej jednoznacznie zasygnalizował, że z punktu widzenia Waszyngtonu zawieszenie broni jest nadal aktywne, mimo eskalacji incydentów morskich.
Szanse notowane na platformie Polymarket na traktat pokojowy wzrosły powyżej pięćdziesięciu procent, ale traderzy ostrzegają, że nie warto wstrzymywać oddechu. Wcześniej dochodziło już do kilku podobnych falstartów, a rynek szybko traci wiarę w deklaracje, jeśli nie idą za nimi konkretne szczegóły ze strony irańskiej. Bez twardych ustaleń optymizm może wyparować równie szybko, jak się pojawił.

CYNICZNYM OKIEM: Definicja naruszenia zawieszenia broni brzmi: dowiecie się, kiedy prezydent uzna, że się dowiecie. Dyplomacja sprowadzona do poziomu kapryśnego maître d’hôtel rezerwującego stolik wedle nastroju.

Tymczasem rząd Iranu stara się uciszyć narastające plotki o wewnętrznych podziałach. Mówi się o napięciach między prezydentem a aparatem wojskowym oraz Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) – co tylko podsyca pytania o to, kto faktycznie kontroluje decyzje wojskowe Teheranu. Dla rynków ropy oznacza to jedno: każda deklaracja pokoju będzie testowana w cieśninie Ormuz, kilometr po kilometrze, statek po statku, dopóki ktoś nie zacznie podpisywać konkretnych dokumentów.



