Prezydent Trump nie pozostawia złudzeń wobec zamiarów USA względem Wenezueli, sygnalizując możliwość uderzeń lądowych i eskalacji działań wojskowych, co nastąpiło dzień po opublikowaniu przez New York Times informacji o zatwierdzeniu tajnych operacji CIA wymierzonych w rząd Nicolasa Maduro.
Autor poleca: Wenezuela: administracja Trumpa planuje usunąć Nicolása Maduro
Kontrola morza i zapowiedź działań na lądzie
Trump zwrócił uwagę, że Stany Zjednoczone posiadają już kontrolę nad morzem, co umożliwia skuteczne powstrzymywanie przemytu narkotyków z Wenezueli. Jednak aby zatrzymać problem „na dobre”, rozważa się też działania na lądzie, aby ostatecznie przywrócić porządek i obalić rząd Maduro.
W swoim stanowisku prezydent podkreślił, że migracja i przemyt narkotyków są poważnymi zagrożeniami, które tłumaczą taki wariant interwencji.
Według logiki administracji Trumpa interwencje w Wenezueli mogłyby z łatwością uzasadnić podobne działania wobec innych sąsiadów USA – choć Meksyk czy inne kraje regionu posiadają znacznie większą suwerenność i liczebność, co czyniłoby takie plany jeszcze bardziej kontrowersyjnymi.
Od dawna Kongres pozostaje bierny wobec takich inicjatyw, podczas gdy kolejne prezydentury USA prowadzą działania mające na celu obalanie „niechcianych” reżimów na całym świecie, często bez zgody społeczeństwa amerykańskiego.
W pięciu falach ataków na podejrzane o przemyt narkotyków łodzie zginęło 27 osób o nieznanej tożsamości. Pentagon publicznie prezentuje filmy z uderzeń dronów, a prezydent Trump, sekretarz wojny Pete Hegseth i wiceprezydent J.D. Vance chwalą się skutecznością działań.
Brak reakcji i niebezpieczeństwo nierównej wojny
Zauważalna jest jednak cisza ze strony przeciwników tych działań, na przykład w osobie Tulsi Gabbard czy Dyrektora Wywiadu Narodowego (DNI).
Waszyngton typowo unika angażowania się w bezpośredni konflikt z mocarstwami nuklearnymi jak Chiny czy Korea Północna, wybierając państwa słabsze militarnie i politycznie, traktując je jako arenę wojen zastępczych.
CYNICZNYM OKIEM: To klasyczna scena imperialnej gry wielkich mocarstw, gdzie krzyk o „obronie wartości” jest tylko maską dla brutalnej polityki, która wspiera własne interesy po trupach.
Mała, pogrążona w chaosie Wenezuela zostaje wystawiona na próbę przez supermocarstwo, które nie boi się niszczyć państw i społeczności, gdy tylko zagraża to jego geopolitycznym planom.
Zapowiedź możliwych uderzeń lądowych na Wenezuelę stawia świat wobec ponownego pytania o granice amerykańskiej ingerencji i o to, czy kolejne konflikty zastępcze będą prowadzone na koszt ludności państw trzeciego świata.
Ostateczna decyzja Trumpa i reakcji sojuszników może przesądzić o dalszym zaostrzeniu chaosu, w którym zawsze najbardziej tracą niewinni, a wielkie mocarstwa grają na zwycięstwo bez oglądania się na moralność czy prawo międzynarodowe.


