Prezydent Donald Trump po raz kolejny wplótł Wielką Brytanię w globalną grę o wpływy – tym razem ostrzeżeniem dla premiera Keira Starmera, by nie rezygnował z kontroli nad wyspą Diego Garcia. W specjalnym wpisie na platformie Truth Social amerykański przywódca stwierdził, że baza wojskowa na Oceanie Indyjskim może wkrótce odegrać kluczową rolę w ewentualnym ataku na Iran.

CYNICZNYM OKIEM: W dyplomacji Trumpa każda mapa świata to plansza Monopoly – wystarczy, że na polu leży pas startowy.
Wyspa, która „może uratować Zachód”
„Jeśli Iran nie zdecyduje się na zawarcie porozumienia, Stany Zjednoczone mogą być zmuszone wykorzystać Diego Garcia i bazę w Fairford, by wyeliminować potencjalne zagrożenie ze strony tego niestabilnego i niebezpiecznego reżimu” – napisał Trump.
Jego apel ma wymiar nie tylko militarny, ale także polityczny. Londyn rozważa podpisanie stuletniej dzierżawy części archipelagu z archipelagiem Czagos (do którego należy Diego Garcia) z rządem Mauritiusa, od lat zabiegającego o odzyskanie kontroli nad wyspami. Dla Trumpa takie posunięcie byłoby „utratą strategicznego bastionu Zachodu na Oceanie Indyjskim”.
„Premier Starmer nie może utracić Diego Garcia – z żadnego powodu,” ostrzegł.
W cieniu przygotowań wojennych. Negocjacje czy gra na czas
Tło tej deklaracji jest wyjątkowo gorące. Amerykańskie siły zbrojne koncentrują się wokół Zatoki Perskiej: dwa lotniskowce, kilkanaście okrętów, setki samolotów bojowych i systemy obrony powietrznej już są w gotowości. W styczniu i lutym Pentagon wysłał ponad 150 lotów transportowych z uzbrojeniem na Bliski Wschód.
Niektórzy analitycy ostrzegają, że Waszyngton jest bliżej wojny z Iranem, niż Amerykanie zdają sobie sprawę. Dziennikarz Axios, Barak Ravid – znany z powiązań z izraelskim establishmentem – napisał wprost, że „masowa” kampania wojskowa może rozpocząć się w każdej chwili.
Według jego źródeł, plan obejmuje wspólną operację amerykańsko‑izraelską, znacznie szerszą niż ubiegłoroczna dwunastodniowa ofensywa na irańskie obiekty jądrowe. Tamta zakończyła się zniszczeniem części podziemnej infrastruktury, lecz nie rozwiązała problemu. Teraz – jak twierdzą rozmówcy Axios – celem byłaby militarna neutralizacja reżimu w Teheranie na lata.
CYNICZNYM OKIEM: Ameryka wojnę z Iranem planuje tak długo, że wydaje się, jakby chodziło o tradycję, nie strategię.
Oficjalnie jednak dyplomacja wciąż trwa. W Genewie zakończyła się właśnie druga tura pośrednich rozmów między USA, a Iranem, prowadzonych z mediacją Omanu. Obie strony mówią o „postępach”, choć przyznają, że szczegółów brak. Szef irańskiej dyplomacji Abbas Araghchi stwierdził, że uzgodniono „kierunkowe zasady kompromisu”, a Amerykanie mówią jedynie, że „postęp został osiągnięty”.
Iran poprosił o dwa tygodnie na przygotowanie szczegółowych propozycji. W tym czasie Trump zdecydował o wysłaniu kolejnej grupy lotniskowców w rejon. Pytanie, czy Teheran ma naprawdę dwa tygodnie, gdy amerykańskie bombowce są już w drodze.
Nie brak głosów, że Teheran po prostu gra na czas, licząc, że ewentualny atak zostanie powstrzymany z powodów ekonomicznych – rosnących cen ropy, które już poszybowały do 64 dolarów za baryłkę po ostatnich doniesieniach Axios.

Diego Garcia – lotniskowiec, który się nie porusza
Dlaczego właśnie ta wyspa stała się punktem zapalnym? Diego Garcia to amerykańska baza o strategicznym znaczeniu, położona idealnie między Bliskim Wschodem, a Azją. Od czasów zimnej wojny stacjonują tam bombowce strategiczne, okręty podwodne i centra komunikacyjne. Z tego miejsca USA prowadziły operacje w Iraku, Afganistanie i Syrii.
Dla Trumpa utrata tej bazy byłaby symbolicznym ciosem w potęgę Ameryki na oceanach. Jego ostrzeżenie do Starmera brzmi jak próba politycznego szantażu – przypomnienie, że sojusz transatlantycki istnieje tylko tak długo, jak Brytyjczycy udostępniają swoje terytoria w chwili potrzeby.
Tymczasem w Londynie narasta presja ze strony ONZ i Mauritiusa. W 2019 roku Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości uznał brytyjską administrację archipelagu Czagos za „bezprawną”, a ONZ wezwała do jego dekolonizacji. Rząd Starmera rozważa kompromis w formie „stuletniej dzierżawy”, co dla Waszyngtonu byłoby ryzykowne.
CYNICZNYM OKIEM: W świecie globalnej dyplomacji kolonie już nie istnieją – chyba że ktoś potrzebuje z nich startować bombowcem.
Stare wojny, nowa retoryka
Potencjalna ofensywa przeciwko Iranowi przypomina scenariusz z Iraku sprzed ponad dwóch dekad: napięcie, oskarżenia o broń nuklearną, koncentracja sił i brak debaty publicznej. Jak zauważa Axios, żadne z tych działań nie przeszło przez Kongres – ani przez opinię społeczną. Amerykanie zajęci wyborami i politycznymi skandalami nie zdają sobie sprawy, że ich kraj może być na progu najpoważniejszej wojny w regionie od lat.
Trump balansuje między gestem siły, a kalkulacją ekonomiczną. Wojna oznaczałaby drastyczny wzrost cen paliw, presję inflacyjną i ryzyko globalnej destabilizacji rynku – rzeczy, których nowa administracja wolałaby uniknąć przed wyborami.
Z drugiej strony Trump wie, że pokaz siły w polityce zagranicznej buduje jego wizerunek nie mniej skutecznie niż same zwycięstwa.
Od pięćdziesięciu lat ta samotna wyspa była punktem, z którego Ameryka wysyłała swoje armie w świat. Teraz może znów stać się początkiem historii, którą świat już zna – wojny o „pokój i stabilność” na Bliskim Wschodzie.
Trump wie, że tak długo, jak amerykańskie samoloty startują z Diego Garcia, Stany Zjednoczone są mocarstwem morskim. Ale jeśli wyspa zniknie z ich mapy, symbolicznie zniknie też imperium, które przez dekady definiowało globalny porządek.
CYNICZNYM OKIEM: Najpierw prezydent chce „make America great again”, potem – „keep Diego Garcia forever”. I w tym jednym, paradoksalnie, Ameryka naprawdę może go posłuchać.


