Trzy tygodnie konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie nie przyniosły ani rozejmu, ani nawet iskry nadziei na deeskalację. Zamiast tego świat otrzymał piątkowy występ Donalda Trumpa, który z rozbrajającą pewnością siebie oznajmił: „Myślę, że wygraliśmy” – jednocześnie przyznając, że spodziewa się dalszego wzrostu cen ropy i nie zamierza dążyć do zawieszenia broni. Iran z kolei odmawia jakichkolwiek rozmów w sprawie otwarcia cieśniny Ormuz, a jemeńscy Huti grożą zablokowaniem drugiego kluczowego wąskiego gardła światowego handlu – cieśniny Bab al-Mandab łączącej Morze Czerwone z Zatoką Adeńską. Drogi wyjścia z tego konfliktu nie widać, za to widać bardzo wyraźnie Pentagon szykujący plany inwazji lądowej.

Ceny ropy gwałtownie spadły zaraz po opublikowaniu najnowszego oświadczenia Trumpa:

CYNICZNYM OKIEM: „Myślę, że wygraliśmy” przy ropie powyżej 110 dolarów i zamkniętej cieśninie Ormuz to jak ogłoszenie zwycięstwa w pożarze, stojąc po kolana w popiołach.
Retoryka bez hamulców po obu stronach
Piątkowe wystąpienia Trumpa przed reporterami można określić jednym słowem – chaos komunikacyjny. Prezydent USA wielokrotnie podkreślał, że nie chce zawieszenia broni, mówiąc wprost: „Nie chcę zawieszenia broni. Wiecie, nie zawiera się zawieszenia broni, gdy dosłownie unicestwia się drugą stronę. Nie dążymy do tego”.
Jednocześnie zostawiał otwarte drzwi do dialogu, twierdząc, że rozmowy niekoniecznie wymagają przerwania walk. Deklarował, że amerykańskie uderzenia na Iran postępują „tygodnie przed harmonogramem”, a irańska armia została drastycznie osłabiona.
„Nie ma radarów, obserwatorów ani samolotów” – mówił Trump o irańskich siłach zbrojnych, podsumowując: „z militarnego punktu widzenia Iran jest skończony”. Chwalił też sekretarza stanu Marco Rubio za „fantastyczną robotę”, wyzywając jednocześnie przywódców w Teheranie od „zbirów i zwierząt”.
W kwestii cieśniny Ormuz Trump zasugerował możliwe plany dotyczące wyspy Chark – „mogę mieć plan albo go nie mieć” – oskarżając Iran o „zapychanie” cieśniny. Następnie rzucił w stronę sojuszników: „NATO mogłoby nam pomóc, ale jak dotąd nie miało na tę odwagę”, dodając, że „w pewnym momencie cieśnina otworzy się sama”.
Po stronie irańskiej retoryka jest lustrzanym odbiciem. Gwardia Rewolucyjna zaprzecza słowom Netanjahu o zniszczeniu irańskiego potencjału militarnego, twierdząc, że produkcja rakiet trwa nieprzerwanie i „nie ma powodów do niepokoju” – mimo doniesień o śmierci rzecznika IRGC Alego Mohammada Naeiniego. Najwyższy Przywódca zapowiada, że wrogowie nie zaznają bezpieczeństwa, a irańskie MSZ ostrzega przed odwetem w przypadku ponownego uderzenia w obiekty energetyczne.
Pentagon planuje, a cieśniny się zamykają
Najbardziej niepokojącą informacją piątkowego dnia nie była retoryka polityków, lecz doniesienie CBS News o „intensywnych przygotowaniach” do rozmieszczenia amerykańskich wojsk lądowych w Iranie. Jak poinformowały liczne źródła zbliżone do rozmów, urzędnicy Pentagonu przygotowali szczegółowe plany, a wyżsi dowódcy wojskowi złożyli konkretne wnioski. Tysiące marines jest w drodze, a nad cieśniną Ormuz przelatują amerykańskie odrzutowce. Administracja Trumpa rozważa zajęcie wyspy Chark, by wymusić otwarcie cieśniny.
Tymczasem według doniesień Bloomberg News Iran nie zamierza otwierać cieśniny Ormuz, dopóki znajduje się pod atakiem. Przepływy ropy przez cieśninę praktycznie zamarły – jedynym statkiem, który zdołał ją pokonać z aktywnym systemem identyfikacji, był grecki masowiec Giacometti pływający pod liberyjską banderą. Jednostka o nośności 81 713 DWT stała się pierwszym statkiem należącym do greckiego armatora, który przepłynął cieśninę od 2 marca – podaje Lloyd’s List. Pod koniec tygodnia ruch tankowców pozostaje znikomy.

Pod koniec tygodnia ruch tankowców nadal pozostaje niewielki.

CYNICZNYM OKIEM: Jeden masowiec w cieśninie Ormuz to teraz wydarzenie godne nagłówków. Niedawno przez ten szlak przepływało dziennie ropy za setki milionów dolarów. Postęp.
Gdy uwaga świata skupia się na Ormuzie, na horyzoncie pojawia się drugie zagrożenie. Raport rosyjskiej agencji RIA Novosti podaje, że jemeńscy Huti rozważają zablokowanie komercyjnego ruchu morskiego w cieśninie Bab al-Mandab. Mohammed al-Bukhaiti, członek biura politycznego Huti, stwierdził, że jeśli grupa zostanie zmuszona do zamknięcia cieśniny, zaatakuje statki należące do państw dokonujących agresji na Iran, Liban, Palestynę i Irak. Cieśnina odpowiada za 10-12% światowego handlu i jest kluczowa dla dostaw energii do Europy.

Sytuacja tworzy makabrycznie logiczną pętlę – Arabia Saudyjska, pozbawiona możliwości eksportu przez Ormuz, przekierowała dostawy ropy rurociągiem Wschód-Zachód do portów nad Morzem Czerwonym. Zablokowanie Bab al-Mandab zamknęłoby i tę alternatywną drogę. Kontrakty na ropę Brent utrzymują się powyżej 110 dolarów za baryłkę, a WTI zbliża się do poziomu trzycyfrowego, bo inwestorzy wyceniają weekendowy chaos.
Wojna energetyczna pochłonęła już rafinerię w Hajfie, 17% katarskiej produkcji LNG oraz instalacje w Kuwejcie. Struktura dowodzenia w Iranie staje się coraz bardziej nieprzejrzysta, Trump ogłasza zwycięstwo nie przerywając bombardowań, a obie strony deklarują brak gotowości do rozmów. Jedynym pewnikiem w tym równaniu jest to, że rachunki za paliwo na całym świecie będą rosły – niezależnie od tego, kto ostatecznie „wygra”.


