Prezydent Donald Trump zwrócił się do Chin z prośbą o przełożenie zaplanowanego na koniec marca szczytu z Xi Jinpingiem o około miesiąc. Powód podany publicznie brzmi prosto – wojna z Iranem wymaga jego obecności w Waszyngtonie. Powód rzeczywisty, jak sugerują okoliczności, jest znacznie bardziej złożony i obejmuje cieśninę Ormuz, chińskie rafinerie, handel taryfowy i geopolityczny poker, w którym stawką jest globalna gospodarka.
„Z powodu wojny chcę być tutaj. Czuję, że muszę tu być” – powiedział Trump w poniedziałek podczas wydarzenia w Białym Domu, po czym szybko dodał, że nie może się doczekać spotkania z Xi.
Ormuz jako karta przetargowa
Za kulisami dyplomatycznych uprzejmości toczy się twarda gra. Trump chce ponownego otwarcia cieśniny Ormuz – strategicznego wąskiego gardła, przez które przepływa znaczna część światowego eksportu ropy. Xi Jinping z kolei domaga się gwarancji, że ropa z Zatoki nadal będzie płynąć do chińskich rafinerii, chińscy producenci przemysłowi zachowają rynki zbytu, a chińscy konsumenci będą mogli importować żywność.
Jak zauważył Rabobank, Trump uważa, że ma przewagę w tych negocjacjach. W niedzielnym wywiadzie dla Financial Times prezydent otwarcie ostrzegł, że może opóźnić szczyt, jeśli Pekin nie weźmie udziału w koalicji morskiej.
„To stosowne, aby ludzie będący beneficjentami cieśniny pomogli upewnić się, że nie stanie się tam nic złego” – stwierdził Trump.
W sobotnim wpisie na Truth Social wezwał do pomocy Chiny, Francję, Japonię, Koreę Południową i Wielką Brytanię, a na pokładzie Air Force One tego samego dnia zażądał, aby kraje NATO i inne narody silnie uzależnione od importu ropy z Zatoki wsparły operację morską. Według raportu Axios, plany wielonarodowej koalicji morskiej mogą zostać ujawnione jeszcze w tym tygodniu.
CYNICZNYM OKIEM: Zaczynasz wojnę, blokujesz cieśninę, a potem żądasz od innych, żeby pomogli ją odblokować. Parafrazując sekretarza skarbu Nixona: „to nasza wojna, ale wasz problem” – i to nawet nie jest sarkazm, lecz oficjalna strategia.
Pekin milczy, ale Global Times odpowiada
Choć Chiny nie odpowiedziały jeszcze oficjalnie, państwowy Global Times odrzucił plan Trumpa jako próbę rozproszenia ryzyka wojny, którą Waszyngton zaczął, a której nie potrafi skończyć. Dziennik wyjaśnił, że gromadzenie okrętów wielu narodów na niestabilnej drodze wodnej nie tworzy bezpieczeństwa, lecz „punkty zapalne”.
Szósta runda rozmów handlowych USA-Chiny zakończyła się właśnie w Paryżu. Hongkoński South China Morning Post opisał je tytułem, który nie napawa optymizmem – „Chiny i USA kończą rozmowy handlowe w obliczu wątpliwości co do wizyty Trumpa”.
Główny negocjator handlowy Chin, Li Chenggang, powiedział, że obie strony przeprowadziły „głębokie, szczere i konstruktywne” rozmowy. Zgodziły się nadal utrzymywać stabilność ceł – co w dyplomatycznym żargonie oznacza, że nic konkretnego nie ustalono.
Bloomberg zauważył natomiast coś istotnego – opóźnienie szczytu może być na rękę Pekinowi. Chiny wcześniej proponowały termin pod koniec kwietnia, aby zyskać więcej czasu na przygotowania. Postponowanie wizyty pozwoliłoby na szerszą dyskusję o kwestiach bezpieczeństwa, w tym o Tajwanie.
Bessent gasi pożary narracyjne
Sekretarz skarbu Scott Bessent pojawił się w CNBC, żeby zdementować doniesienia amerykańskich mediów głównego nurtu, które twierdziły, że Trump uzależnia szczyt od udziału Chin w koalicji morskiej.
„Jeśli spotkania zostaną opóźnione, nie stanie się tak dlatego, że prezydent zażądał, by Chiny patrolowały cieśninę Ormuz” – powiedział Bessent.
Podkreślił, że ewentualne opóźnienie wynikałoby wyłącznie z „prowadzenia wojny” i przyczyn logistycznych. Dodał również, że rozmowy handlowe w Paryżu są „bardzo dobre”, a rynki „absolutnie nie powinny” reagować na przesunięcie terminu podróży.
Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt potwierdziła w Fox News, że spotkanie nie jest zagrożone, ale „jest całkiem możliwe, że zostanie opóźnione”. Zapewniła, że toczą się rozmowy na szczeblu przywódców i że Biały Dom bardzo szybko poda nowe daty.

CYNICZNYM OKIEM: Rynki absolutnie nie powinny reagować na to, że dwa największe mocarstwa świata nie mogą się spotkać, bo jedno z nich prowadzi wojnę, a drugie czeka na gwarancje dla swoich rafinerii. Zupełnie nic niepokojącego.
Tymczasem ropa Brent oscyluje wokół 103 dolarów za baryłkę po amerykańskich atakach na terminal eksportowy na irańskiej wyspie Chark. Obawy o zatory tankowców w cieśninie Ormuz wydają się słabnąć, ale wyścig administracji Trumpa z czasem, aby zapobiec dalszemu szokowi energetycznemu, dopiero się rozkręca.

Wcześniejsze raporty wskazywały na potencjalne porozumienia w kwestiach ceł, rolnictwa, zakupów energii, fentanylu i Tajwanu – lista, która sama w sobie wystarczyłaby na kilka szczytów, nie mówiąc o jednym, który może się nie odbyć.


