Szczyt Trump-Xi w Pekinie, zaplanowany na 14 i 15 maja, zapowiada się jako jedno z najbardziej brzemiennych w skutki spotkań dyplomatycznych ostatnich lat. Choć Biały Dom oficjalnie komunikuje, że rozmowy skupią się na handlu i inwestycjach, kuluary podpowiadają coś zupełnie innego. Na stole leży geopolityczny pasjans, w którym Tajwan, Iran, cieśnina Ormuz i chiński przemysł stoczniowy splatają się w jeden węzeł. Donald Trump przybywa do Pekinu w sytuacji, którą Gideon Rachman z „Financial Times” opisał wprost jako pozycję błagalną – po faktycznym przegraniu wojny handlowej z Chinami oraz wojny kinetycznej z Iranem.
Pekin nie kryje, że czuje się pewnie. Jak ujął to Jonathan Czin, pracownik waszyngtońskiego Brookings Institution i były oficer amerykańskiego wywiadu zajmujący się Chinami, „czują się bardzo dobrze z tym, jak potoczył się ubiegły rok”. Dodał również, że Chińczycy „pokazali, że potrafią przetrwać burzę, a administracja musiała wycofać się z ceł i spędzić większość minionego roku na próbach udobruchania Chin”. Ta diagnoza ustawia całą dynamikę spotkania – to nie Xi jedzie do Waszyngtonu prosić o łagodniejsze traktowanie, lecz Trump przylatuje do Pekinu z listą problemów, których sam nie potrafi rozwiązać. Sam prezydent USA zapowiedział, że nie zamierza unikać trudnych tematów. „Zamierzam przeprowadzić tę rozmowę z prezydentem Xi” – powiedział reporterom w Białym Domu, odnosząc się konkretnie do kwestii sprzedaży broni Tajwanowi. „Prezydent Xi chciałby, abyśmy tego nie robili, i ja o tym porozmawiam. To jedna z wielu rzeczy, o których będę mówił”.

Tajwan jako pozycja w menu szczytu
Wyspa, którą Pekin od dekad określa mianem „sedna kluczowych interesów Chin”, stała się walutą wymienną tego szczytu. Administracja Trumpa ogłosiła w grudniu pakiet uzbrojenia dla Tajwanu o wartości przekraczającej 11 miliardów dolarów – był to największy w historii amerykański pakiet broni dla tej wyspy. Xi z pewnością nie zamierza puścić tego płazem. Politico poinformowało, że dyplomaci z krajów azjatyckich i europejskich obawiają się, że Trump może wygłosić nieplanowane oświadczenie, które sprawiałoby wrażenie zmiany polityki USA wobec Tajwanu.
Sami tajwańscy urzędnicy wyrazili zaniepokojenie, że mogą stać się „pozycją w menu” podczas rozmów Trump-Xi. To sformułowanie najlepiej oddaje atmosferę tej dyplomatycznej kolacji – Tajpej zostało sprowadzone do roli przystawki w negocjacjach, na które nie zostało zaproszone. Analitycy wskazują na konkretne ryzyko semantyczne: przejście z obecnej amerykańskiej formuły „nie wspieramy niepodległości Tajwanu” na preferowane przez Pekin sformułowanie „sprzeciwiamy się niepodległości Tajwanu”.
Z pozoru różnica wydaje się kosmetyczna, ale konsekwencje byłyby ogromne. Taka zmiana retoryki dałaby Pekinowi narzędzie do kwestionowania rutynowych kontaktów USA-Tajwan, w tym sprzedaży broni, wizyt parlamentarzystów i innych kontaktów politycznych. Strategiczne znaczenie Tajwanu jest również nierozerwalnie powiązane z amerykańskim łańcuchem dostaw technologii, w szczególności półprzewodników i zaawansowanej produkcji – co dodaje całej rozgrywce wymiaru technologicznego, którego żadna strona nie chce stracić.
CYNICZNYM OKIEM: Tajwan przez lata reklamował się jako latarnia demokracji w Azji, a teraz dowiaduje się, że jest pozycją w menu szczytu, do którego nikt go nie zaprosił. Demokracja może i wygrywa, ale tylko w sondażach – w polityce międzynarodowej liczą się czołgi i mikroprocesory.
Pomimo spekulacji amerykańscy urzędnicy publicznie oświadczyli, że polityka USA wobec Tajwanu nie ulegnie zmianie na szczycie. Stanowisko Pekinu pozostaje natomiast niezmienne: Chiny oświadczyły, że ich sprzeciw wobec sprzedaży amerykańskiej broni na Tajwan jest „konsekwentny i jasny”. Pekin nadal traktuje Tajwan jako czerwoną linię w stosunkach USA-Chiny, a Morze Południowochińskie pozostaje stałym punktem zapalnym, gdzie obawy USA dotyczące chińskiej aktywności wojskowej zderzają się ze sprzeciwem Chin wobec amerykańskich dyslokacji regionalnych oraz sojuszy, takich jak pakt bezpieczeństwa AUKUS.
Iran, cieśnina Ormuz i niewygodny targ
Drugim wielkim tematem szczytu jest wojna w Iranie, która rozpoczęła się po atakach USA i Izraela 28 lutego. Trump miał nadzieję, że irańska „ekspedycja” zostanie już zakończona, jednak osuwa się ona w stronę przewlekłego bagna. Obecnie sytuacja znajduje się w martwym punkcie, rzekome zawieszenie broni ledwo się utrzymuje, a cieśnina Ormuz – jedna z najważniejszych arterii światowego handlu ropą – pozostaje zablokowana.
Waszyngton będzie naciskać na Chiny, by wykorzystały swoje wpływy w Teheranie, biorąc pod uwagę rolę Chin jako głównego nabywcy irańskiej ropy. Pekin jak dotąd unikał przyłączenia się do prowadzonej przez USA kampanii nacisku na Teheran, jednocześnie wciąż wzywając do deeskalacji i rozwiązania dyplomatycznego. Zależność Chin od przepływów energii z Zatoki Perskiej sprawia jednak, że mają one bezpośredni interes w zakończeniu zakłóceń. Ambasador Iranu w Chinach, Reza Rahmani Fazli, we wtorkowym wpisie w serwisie X przedstawił racje Teheranu, stwierdzając, że relacje między tymi dwoma krajami są zbyt silne, by USA mogły je przełamać.
Na kilka dni przed szczytem, 11 maja, USA nałożyły nowe sankcje na trzy osoby i dziewięć firm oskarżonych o ułatwianie transportów irańskiej ropy do Chin. Wcześniej, 8 maja, Waszyngton uderzył sankcjami w podmioty z siedzibą w Chinach i Hongkongu, oskarżone o pomoc Iranowi w pozyskiwaniu materiałów do dronów Shahed i pocisków balistycznych. Trump wcześniej groził również nałożeniem 50% cła na import z krajów dostarczających broń wojskową do Iranu, bez żadnych wyjątków. Konkluzja jest taka, że wyższe ceny energii są nieuniknione w dającej się przewidzieć przyszłości. Według Energy Information Administration cena ropy naftowej stanowi około połowy kosztu galona benzyny – a wybory środka kadencji w 2026 roku będą kluczowym referendum dla Trumpa i Partii Republikańskiej.
Najbardziej niepokojąca dla wielu obserwatorów jest perspektywa wymiany „Iran za Tajwan”. Pojawiły się doniesienia i spekulacje, że Pekin mógłby dążyć do wymiany pomocy w sprawie Iranu lub cieśniny Ormuz na powściągliwość USA wobec Tajwanu. Istnieje obawa, że Pekin może zaoferować pomoc w zamian za łagodniejszy język USA wobec Tajwanu lub ograniczenie sprzedaży broni. Komentarz Rabobanku nakreśla jednak bardziej zniuansowany obraz tej rozgrywki – USA zacieśniły kontrolę nad globalnymi łańcuchami dostaw energii i pokazały, że mają moc przykręcenia kurka z chińskim importem energii w dowolnym momencie.
W fali komentarzy na temat rekordowej nadwyżki handlowej Chin w kwietniu wydaje się, że umknął fakt, iż wolumen importu ropy naftowej gwałtownie spadł, ale jego wartość była wyższa. Dane PPI za kwiecień dla Chin podkreśliły niekomfortowe skutki, jakie wojna w Iranie wywiera na chińską gospodarkę przemysłową. Xi będzie tego w pełni świadomy, podobnie jak faktu, że USA posiadają podobną moc zakłócania chińskiego importu żywności, gdyby miały na to ochotę. Być może nie jest przypadkiem, że Chiny kupiły w kwietniu więcej soi niż przez ostatnie miesiące.
Pancerniki klasy Trump i przekaz dla Xi
W ramach osobliwego zbiegu okoliczności pełniący obowiązki Sekretarza Marynarki Wojennej Hung Cao opublikował nowy 30-letni plan budowy okrętów dokładnie w przededniu szczytu. Plan przewiduje nabycie 11 pancerników klasy Trump o napędzie nuklearnym, nowych dronów podwodnych oraz trwający przegląd projektu lotniskowców klasy Ford. Celem jest zwiększenie ich zabójczości i niezawodności przy jednoczesnym obniżeniu kosztów jednostkowych i czasu produkcji.
Planowana rozbudowa floty USA i bazy przemysłowej przemysłu stoczniowego jest niewątpliwie reakcją na rosnącą siłę morską Chin oraz ich znaczną przewagę w zdolnościach produkcyjnych. Jak ujął to Rabobank, „potęga morska TO władza, o czym powinien nam wszystkim przypomnieć plan budowy okrętów”. Przekaz dla Xi jest niedwuznaczny – Waszyngton sygnalizuje, że nie zamierza godzić się z rolą drugiego gracza na morzach.
Delegacja amerykańska na szczyt jest imponująca i obejmuje kadrę zarządzającą z firm Tesla, Apple, Boeing, GE Aerospace, Meta Platforms, BlackRock, Blackstone, Micron, Mastercard, Qualcomm, Visa, Cargill, Coherent i Illumina. Cisco zostało zaproszone, ale jego prezes nie przybędzie ze względu na wyniki finansowe, podobnie jak prezes NVIDIA, Jensen Huang. Lista czyta się jak spis intencji biznesowych Doliny Krzemowej i amerykańskiego rolnictwa, które chcą zachować dostęp do chińskiego rynku za wszelką cenę. Szczyt może przynieść ogłoszenia o „wielkich zwycięstwach”, w tym chińskie zakupy samolotów Boeing, produktów rolnych, takich jak soja i wołowina, oraz energii.
CYNICZNYM OKIEM: Pancerniki klasy Trump to nie geopolityka, to marketing imienny. Amerykański podatnik kupuje 11 okrętów z nazwiskiem prezydenta na burcie, a Pekin ma się tego bać. Bardziej niż okrętów boi się chyba tylko tabliczki znamionowej.
Na stole leżą również propozycje powołania dwustronnej Rady do spraw Handlu i Rady do spraw Inwestycji, mających zarządzać przepływami handlowymi i inwestycyjnymi kanałami formalnymi, zamiast polegania głównie na eskalacji ceł. Ostatnie spotkanie Trumpa i Xi w październiku w Korei Południowej zaowocowało przerwą w wojnie handlowej, w ramach której USA nałożyły trzycyfrowe cła na chińskie towary, a Pekin groził ograniczeniami na metale ziem rzadkich. Trump skomentował niedawno, że USA potrzebują więcej ceł, utrzymując ryzyko celne na stole, a amerykański urzędnik przyznał, że nie jest jeszcze jasne, czy istniejący rozejm zostanie przedłużony w tym tygodniu. Po orzeczeniu Sądu Najwyższego w lutym Trump obiecał ponowne nałożenie niektórych ceł poprzez alternatywne ścieżki prawne.
Sztuczna inteligencja, bomby i fentanyl na deser
Obok wielkich tematów geopolitycznych szczyt obejmie również listę kwestii technicznych i operacyjnych, których waga jest często niedoceniana. Trump i Xi mają omówić stworzenie formalnego kanału komunikacji USA-Chiny dotyczącego zagrożeń bezpieczeństwa związanych ze sztuczną inteligencją. Amerykańscy urzędnicy są coraz bardziej zaniepokojeni zaawansowanymi chińskimi modelami AI i ich potencjalnymi zastosowaniami wojskowymi, cybernetycznymi i wywiadowczymi.
Rozmowy mają objąć ryzyka sztucznej inteligencji w broni autonomicznej, operacjach cybernetycznych i podejmowaniu decyzji wojskowych. Sztuczna inteligencja może być również omawiana obok stabilności nuklearnej, w tym wykluczenia AI z decyzji o odpaleniu pocisków nuklearnych. Każdy dialog na temat sztucznej inteligencji będzie odbywał się w kontekście amerykańskich kontroli chipów i szerszych ograniczeń technologicznych nałożonych na Chiny. Pekin pozostaje ostrożny w kwestii przejrzystości arsenału nuklearnego i prywatnie przekazał USA, że obecnie nie jest zainteresowany zasiadaniem do rozmów o kontroli zbrojeń nuklearnych – choć nawet zgoda na kontynuację dialogu byłaby uznana za konstruktywną.
Kolejnym blokiem tematycznym są powiązania Chin z Rosją. Oczekuje się, że USA podniosą kwestię chińskiego handlu pomagającego Moskwie w podtrzymywaniu wysiłku wojennego, w tym przepływów dochodów, towarów podwójnego zastosowania, komponentów, części oraz potencjalnego eksportu broni do Iranu i Rosji. Trump opublikował we wtorek wczesnym rankiem wiadomość na Truth Social, sugerując, że kolejne operacje zmiany reżimu mogą zostać wycelowane w małego wyspiarskiego sojusznika Chin na bezpośrednim zapleczu Ameryki – co dodatkowo podgrzało atmosferę przed wylotem do Pekinu.
Na liście znalazł się również fentanyl – USA mają naciskać na Chiny w sprawie prekursorów chemicznych i egzekwowania prawa wobec łańcuchów dostaw powiązanych z kryzysem opioidowym. Harmonogram dnia po dniu jest precyzyjnie rozpisany. Trump ma przybyć do Pekinu wieczorem w środę 13 maja, a główne rozmowy z Xi spodziewane są w czwartek o 10:15 czasu pekińskiego. Czwartek ma być głównym dniem ceremonialnym i dyplomatycznym, obejmującym ceremonię powitalną, wizytę w Świątyni Nieba, formalne spotkanie dwustronne i bankiet państwowy zaplanowany na 18:00 czasu pekińskiego. W piątek dyskusje będą kontynuowane, włącznie z rozszerzonymi rozmowami i lunchem roboczym przed odlotem Trumpa.
Nikt nie spodziewa się przełomu w stosunkach USA-Chiny, ton publiczny ma być ciepły i przyjazny, a uwaga skupi się na implikacjach dla Iranu i Tajwanu. Pytanie nie brzmi, czy szczyt się powiedzie, lecz kto wyjdzie z niego z większą zdobyczą. Sądząc po nastrojach w Pekinie, opisanych przez „Wall Street Journal” jako rozochocone i stanowcze, Xi przygotował sobie warunki, w których nawet brak ustępstw uznany zostanie za zwycięstwo. Trump natomiast musi wrócić do Waszyngtonu z czymś, co da się sprzedać wyborcom przed wyborami środka kadencji – a lista jego ustępliwości wobec Pekinu rośnie szybciej niż liczba okrętów w planie marynarki wojennej.



