Prezydent Donald Trump wraz ze swoją świtą wylądował w środę w Pekinie, gdzie został powitany wystawną ceremonią na czerwonym dywanie. Amerykańskiego przywódcę podjęli wiceprezydent Chin Han Zheng, ambasador Chin w Waszyngtonie Xie Feng, wykonawczy wiceminister spraw zagranicznych Ma Zhaoxuong oraz wysłannik USA w Pekinie David Perdue. To pierwsza wizyta Trumpa w Państwie Środka od niemal dziewięciu lat, a oczy świata skierowane są na harmonogram wypełniony spotkaniami najwyższej rangi.
Doniesienia opisują ekstrawagancką ceremonię powitalną, na którą składała się wojskowa gwardia honorowa i orkiestra. Szczególnie zwracało uwagę około 300 chińskich młodzieńców wymachujących naprzemiennie chińskimi i amerykańskimi flagami. „Jesteśmy dwoma supermocarstwami” – powiedział Trump reporterom tuż przed wylotem dzień wcześniej, dodając: „Jesteśmy najsilniejszym narodem na Ziemi pod względem militarnym. Chiny są uważane za drugie”.

Czerwony dywan w cieniu wojny z Iranem
Oficjalne wydarzenia z udziałem prezydenta Xi Jinpinga rozpoczną się w czwartek o godzinie 10:00 czasu lokalnego od uroczystej ceremonii w Wielkiej Hali Ludowej. Po pierwszym spotkaniu obu liderów chiński gospodarz podejmie amerykańskiego gościa na bankiecie państwowym o godzinie 18:00. Nad tą historyczną wizytą cień rzuca jednak trwający konflikt z Iranem, którego skutki odczuwa cały region i światowe rynki.
Tuż przed opuszczeniem Waszyngtonu Trump wywołał zdziwienie uwagą, że sytuacja finansowa Amerykanów nie była czynnikiem wpływającym na jego proces decyzyjny w kwestii Iranu i problemu nuklearnego. „Nawet w najmniejszym stopniu” – oświadczył, mimo że Amerykanie wciąż borykają się z rosnącymi cenami paliw i żywności, mającymi związek z wojną. Dzień wcześniej Trump stwierdził, że Waszyngton nie potrzebuje pomocy Chin w sprawie Iranu, a USA „wygrają tak czy inaczej – pokojowo lub w inny sposób”.
CYNICZNYM OKIEM: Prezydent zapewnia, że portfele wyborców go nie obchodzą, a chwilę później leci do Pekinu z najbogatszymi ludźmi planety na pokładzie. Najwyraźniej obojętność na finanse dotyczy tylko cudzych.
Tymczasem w Cieśninie Ormuz rozgrywa się scena, która kompromituje narrację o szczelnej blokadzie. Chiński supertankowiec Yuan Hua Hu, przewożący dwa miliony baryłek irackiej ropy, przepłynął przez cieśninę zgodnie z danymi śledzenia statków. Jednostka kotwiczy obecnie u wybrzeży Zatoki Omańskiej, w pobliżu miejsca, gdzie marynarka wojenna USA ustanowiła blokadę irańskich statków – i jest to już trzecie znane przepłynięcie chińskiego tankowca tą drogą od wybuchu amerykańsko-izraelskiej wojny z Iranem.
Biznes ważniejszy niż geopolityka?
Podczas gdy Iran i Tajwan pozostają palącymi wyzwaniami geopolitycznymi między Waszyngtonem a Pekinem, Trump wydaje się skupiony na zupełnie innym froncie. Według Associated Press prezydent był mocno skoncentrowany na transakcjach biznesowych, czego symbolem stał się sam skład delegacji. Szef Nvidii Jensen Huang wsiadł do samolotu w ostatniej chwili na Alasce, a na pokładzie prezydenckiego odrzutowca podróżował również Elon Musk z Tesli.
W miarę jak globalny wyścig sztucznej inteligencji nabiera tempa, Chiny mają obecnie zakaz zakupu najnowocześniejszych czipów produkowanych przez firmę Huanga. Amerykańskie przepisy eksportowe uzasadniają to względami bezpieczeństwa narodowego, co czyni obecność szefa Nvidii w Pekinie symbolem o szczególnym ciężarze. Trump napisał w mediach społecznościowych, że będzie „prosił prezydenta Xi, lidera o nadzwyczajnych zasługach, o 'otwarcie’ Chin, aby ci genialni ludzie mogli czynić swoją magię”.
CYNICZNYM OKIEM: Bezpieczeństwo narodowe okazuje się niezwykle elastyczną kategorią, gdy w grze są kontrakty wielomiliardowe. Czipy nie mogą jechać do Pekinu, ale ich producent jak najbardziej – razem z prezydentem.
Pekin ma jednak wszelkie powody, by odczytać apel Trumpa na opak. Niewielu dyrektorów generalnych znajdowało się na pokładzie Air Force One, a reszta leciała prawdopodobnie prywatnymi odrzutowcami, co dodatkowo podkreśla skalę zainteresowania biznesu wizytą. Stany Zjednoczone zakazały importu szeregu chińskich technologii, powołując się na bezpieczeństwo narodowe, więc prawdopodobne jest, że Chiny uznają, iż otwarcie musi działać w obie strony – że to Waszyngton musi przyjąć więcej chińskiego biznesu i technologii.
Chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oświadczyło w środę, że „wita” wizytę Trumpa, dodając, że „Chiny są gotowe do współpracy ze Stanami Zjednoczonymi w celu rozszerzenia współpracy i zarządzania różnicami”. Język dyplomatycznych komunikatów brzmi uprzejmie, lecz pod jego powierzchnią rysuje się twarda kalkulacja interesów. Czerwony dywan, gwardia honorowa i wymachiwanie flagami nie zmieniają faktu, że za kulisami obie strony toczą rozgrywkę o czipy, ropę i strefy wpływów, w której każdy gest ma podwójne dno.



