Wystarczyło kilka wpisów na platformie X, aby nadzieje na pokój na Bliskim Wschodzie znów się oddaliły. Nowy Najwyższy Przywódca Iranu, ajatollah Modżtaba Chamenei, rzucił wyzwanie Stanom Zjednoczonym, zapowiadając: „Zdecydowanie wprowadzimy zarządzanie cieśniną Ormuz w nową fazę”.
Odpowiedź Donalda Trumpa była natychmiastowa i ostrzegawcza – prezydent USA zarzucił Iranowi pobieranie opłat od tankowców przepływających przez strategiczną cieśninę i zażądał natychmiastowego zaprzestania tych praktyk.
Godzinę później Trump podkręcił retorykę do maksimum, pisząc: „Iran radzi sobie bardzo słabo, niektórzy powiedzieliby, że niehonorowo, pozwalając ropie na przepływ przez cieśninę Ormuz. To nie jest umowa, którą zawarliśmy!”
Paradoksalnie, jeszcze niedawno ten sam Trump opisywał irańskich przywódców jako „znacznie bardziej rozsądnych”, niż sugerowałyby ich publiczne wypowiedzi. Tymczasem ajatollah dorzucił do ognia żądania reparacji wojennych – postulat absolutnie wykluczony przez amerykańskich negocjatorów, a jednocześnie zaapelował do krajów Zatoki Perskiej o zdystansowanie się od Waszyngtonu.
CYNICZNYM OKIEM: Dyplomacja w erze mediów społecznościowych wygląda jak kłótnia sąsiadów przez płot – tyle że stawką jest globalna cena ropy, a nie nawóz z trawnika.
Tankowiec przeszedł, nadzieje ożyły
Mimo wojennej retoryki agencja AFP, powołując się na system monitoringu MarineTraffic, poinformowała o przełomowym wydarzeniu – pierwszy nieirański tankowiec przepłynął przez cieśninę Ormuz od czasu rozpoczęcia zawieszenia broni. Sam Trump przyznał stacji NBC, że jest optymistą co do porozumienia, dodając, iż Teheran jest „bardziej skłonny do ugody, niż pokazuje to publicznie”.
Oczekuje się, że wiceprezydent JD Vance stanie na czele amerykańskiej delegacji podczas rozmów zaplanowanych na sobotę w Islamabadzie. To jak dotąd najbardziej bezpośredni sygnał, że negocjacje mogą nabrać realnego rozpędu.
Rynki zareagowały błyskawicznie – akcje spadły, a ceny ropy odnotowały wzrost po wymianie ciosów. Jednak gdy pojawiły się sygnały o tankowcu i możliwym porozumieniu, ropa zaczęła tanieć, a giełdy gwałtownie rosły.
Tymczasem pokój na Bliskim Wschodzie komplikuje jeszcze jeden front. Premier Benjamin Netanjahu ogłosił otwarcie bezpośrednich negocjacji z Libanem, które mają skupić się na rozbrojeniu Hezbollahu i ustanowieniu pokojowych stosunków. Stało się to po tym, jak Trump poprosił Izrael o ograniczenie bombardowań Libanu.
Jest jednak haczyk – i to niemały. Poseł Hezbollahu oświadczył, że grupa odrzuca wszelkie bezpośrednie rozmowy między Libanem, a Izraelem. Wysoki rangą izraelski urzędnik dodał, że negocjacje rozpoczną się w „najbliższych dniach”, a ataki na Liban mogą być kontynuowane – rozmowy będą odbywać się „pod ogniem”.

CYNICZNYM OKIEM: Negocjacje „pod ogniem” to piękny eufemizm – jak zaproszenie na kolację, podczas której gospodarz nie przestaje strzelać do gości.
Jedno jest pewne – jeśli dorośli nie usiądą wreszcie w jednym pokoju i nie wypracują porozumienia, wzrosty na giełdach i spadek cen ropy znikną, zanim ktokolwiek zdąży zrealizować zyski.



