W szkockim parlamencie w Holyrood doszło do wyboru, który wywołał falę kontrowersji w całej Wielkiej Brytanii. Transpłciowy imigrant tamilski, przebywający na tymczasowej wizie studenckiej, został wybrany na posła do szkockiego parlamentu z ramienia Partii Zielonych – mimo braku brytyjskiego obywatelstwa, braku stałego pobytu i braku prawa do pracy w pełnym wymiarze godzin. Komentatorzy zadają pytanie, gdzie indziej na świecie podobna sytuacja byłaby w ogóle dopuszczalna w świetle obowiązujących przepisów.
Kandydatem jest dr Q Manivannan, posługujący się zaimkami „oni/ich”, który przybył do Wielkiej Brytanii kilka lat temu jako doktorant. Został wybrany z listy Zielonych w okręgu Edynburg i Lothians East, a szkockie przepisy zliberalizowane pod rządami Szkockiej Partii Narodowej wyraźnie pozwalają osobom niebędącym obywatelami na kandydowanie w wyborach i sprawowanie urzędu publicznego.
Tożsamościowa rewolucja od pierwszego wystąpienia
Wypowiedź Manivannana po zwycięstwie wyborczym nie pozostawiła wątpliwości co do tożsamościowego charakteru jego mandatu. „Nazywam się dr Q Manivannan, jestem transpłciowym imigrantem tamilskim, moimi zaimkami są oni/ich” – oświadczył nowo wybrany poseł, deklarując swoją wielowarstwową tożsamość jako fundament politycznego wizerunku.
W kolejnej części przemówienia padły słowa skierowane bezpośrednio do politycznych przeciwników. „Dla niektórych w tym kraju jestem wszystkim, czym gardzą nienawistnicy, a teraz stoję tutaj jako wasz poseł z troską” – powiedział Manivannan. Krytycy oceniają tę autoprezentację jako manifestację skrajnej polaryzacji ideologicznej w łonie szkockiej polityki.
CYNICZNYM OKIEM: Szkocja wybrała posła, który nie ma prawa pracować w pełnym wymiarze godzin, ale ma prawo stanowić prawo. Demokracja przedstawicielska osiągnęła poziom abstrakcji godny wystawy sztuki współczesnej.
Zielony sojusz islamistów i ideologów płci
Przypadek Manivannana nie jest, według publicystów, odosobnionym epizodem. Partia Zielonych stała się kanałem dla nietypowego sojuszu islamistów i osób ogarniętych obsesją na punkcie ideologii płci kulturowej, co tworzy mieszankę trudną do pogodzenia ideowo.
Symbolicznym świadectwem tego napięcia stał się incydent z udziałem wiceprzewodniczącego partii. Mothin Ali został sfotografowany obok transpłciowej kandydatki, a jego zmieszany wyraz twarzy stał się przedmiotem licznych komentarzy w mediach społecznościowych.
Schemat ten potwierdzają inne niedawne nominacje partyjne. W Preston nowa radna Tina Balmer zadeklarowała krótko: „Chcę pomagać miastu, które kocham”. Krytycy wytykają również, że wielu kandydatów Zielonych nie zadaje sobie trudu, by w ogóle posługiwać się językiem angielskim podczas wystąpień publicznych.
Penisy, kobiety i moralny obowiązek wobec imigracji
Skandal medialny wywołała również wiceprzewodnicząca brytyjskiej Partii Zielonych, która wpadła w furię, gdy dziennikarz Piers Morgan zapytał, czy jej zdaniem kobiety mogą mieć penisy. Dziennikarz zadał to pytanie po wcześniejszej wymianie zdań z liderem partii.
Lider Zielonych Zack Polanski w poprzednim wywiadzie poszedł w stronę pełnej ideologii płci kulturowej. Polityk twierdził, że kobiety mogą mieć penisy, odrzucając tym samym rzeczywistość biologiczną w sposób, który wywołał oburzenie wśród konserwatywnych komentatorów oraz części środowisk feministycznych.
Partia idzie jednak znacznie dalej w swoich postulatach edukacyjnych. Zieloni naciskają na uczenie dzieci w szkołach, że powinny mieć „moralny obowiązek” akceptowania masowej imigracji, łącząc tym samym programy szkolne z polityką migracyjną.
W ocenie krytyków Zieloni nie forsują wyłącznie otwartych granic i ideologii płci kulturowej. Stanowią narzędzie, które łączy te dwa elementy w jeden niszczycielski pakiet polityczny, oddziałujący jednocześnie na sferę demograficzną, kulturową i edukacyjną.
Konkluzja komentatorów krytycznych wobec tego procesu jest jednoznaczna. Suwerenność Szkocji jest obecnie sprawowana również przez osoby, które nie są nawet brytyjskimi obywatelami, podczas gdy podatnicy pokrywają koszty sześciocyfrowych pensji oraz erozji praw kobiet, wolności słowa i tożsamości narodowej. W ich opinii nie jest to klasyczna demokracja, lecz wymiana demograficzna przebrana za postęp społeczny, a Partia Zielonych prowadzi tę paradę na czele.



