Późnym niedzielnym wieczorem na nowojorskim lotnisku LaGuardia rozegrał się dramat, który kosztował życie dwóch osób i wstrząsnął światem lotnictwa. Regionalny odrzutowiec CRJ-900 linii Air Canada Express, obsługiwany przez Jazz Aviation, zderzył się z wozem strażackim podczas kołowania po lądowaniu, zabijając na miejscu pilota i drugiego pilota. Na pokładzie rejsu AC8646 z Montrealu znajdowało się około 76 osób.
Do zderzenia doszło o godzinie 23:40 czasu wschodniego. Według danych serwisu FlightRadar24 maszyna wylądowała na pasie numer 4, a następnie kołowała wzdłuż drogi startowej, gdy uderzyła w pojazd straży pożarnej. Prędkość względem ziemi w momencie zdarzenia wynosiła zaledwie około 24 mile na godzinę – samolot nie rozpędzał się ani nie lądował, lecz poruszał się wolno po płycie lotniska. Tym bardziej przerażający jest fakt, że uderzenie okazało się śmiertelne dla obu pilotów.
Dziesiątki rannych, lotnisko zamknięte
W poniedziałek rano Kathryn Garcia, dyrektor wykonawcza Port Authority of New York and New Jersey, przekazała dziennikarzom bilans ofiar. 41 pasażerów oraz członków załogi przewieziono do szpitala, z czego 32 osoby zostały później wypisane. Garcia podkreśliła jednak, że niektórzy pasażerowie odnieśli bardzo poważne obrażenia.
Lotnisko LaGuardia zostało natychmiast zamknięte. Lokalne władze poinformowały, że port lotniczy może pozostać wyłączony z użytku do godziny 14:00 czasu wschodniego.

CYNICZNYM OKIEM: Na jednym z najbardziej zatłoczonych lotnisk świata samolot zderza się z wozem strażackim przy prędkości rowerzysty. Miliardy wydane na systemy bezpieczeństwa lotniczego, a śmiertelne zagrożenie czeka na płycie między bramkami.
Okoliczności wypadku rodzą fundamentalne pytania. Wóz strażacki to pojazd, który z definicji powinien znajdować się na lotnisku w celu zapewnienia bezpieczeństwa. Jak doszło do sytuacji, w której sprzęt ratunkowy stał się śmiertelną przeszkodą na drodze kołowania? Kto autoryzował obecność pojazdu w strefie ruchu samolotów i czy kontrola ruchu naziemnego miała świadomość zagrożenia?

CRJ-900 to popularny samolot regionalny, powszechnie wykorzystywany na trasach między Kanadą a Stanami Zjednoczonymi. Maszyna wykonywała rutynowy rejs z Montrealu – lot, który tysiące pasażerów odbywa bez chwili niepokoju.
CYNICZNYM OKIEM: Przeżyłeś lot przez turbulencje, lądowanie w nocy na jednym z najtrudniejszych lotnisk Ameryki, a zabija cię wóz strażacki zaparkowany nie tam, gdzie powinien. Ironia tak gorzka, że nie wymaga komentarza.
Śledztwo w sprawie przyczyn katastrofy dopiero się rozpoczyna, ale już teraz jedno jest pewne – śmierć obu pilotów przy tak niskiej prędkości zderzenia wskazuje na bezpośrednie uderzenie w kokpit, najbardziej wysuniętą część samolotu. Pasażerowie zawdzięczają życie temu, że siedzieli za strefą największego zniszczenia.



