„The New Yorker” ogłasza patriotyzm problemem nie do przyjęcia

Dlaczego Trump znów okazuje się wygodnym straszakiem?

Adrian Kosta
8 min czytania
„The New Yorker” ogłasza patriotyzm problemem nie do przyjęcia

Magazyn „The New Yorker” opublikował rozlazły esej, w którym z misją wyjaśnia, jak progresywna lewica może gardzić krajem, w którym żyje, w imię sprawiedliwości społecznej. Robi to, jednocześnie przyjmując profity płynące z patriotyzmu, aby dopiec swoim ideologicznym przeciwnikom. Tekst rzuca nazwiskami akademickich figur mających zrobić wrażenie, od Woltera, przez Alexisa de Tocqueville’a, aż po Howarda Zinna, budując wokół prostej tezy fasadę intelektualnej powagi.

Publikacja szafuje osobliwymi statystykami i twierdzi, że patriotyzm chyli się ku upadkowi, ponieważ dzisiejsza jego forma wymaga rzekomo ślepoty na niesprawiedliwości z przeszłości. Sondaż Instytutu Gallupa wykazał, że w ciągu ostatnich dwunastu lat odsetek osób deklarujących bycie niezwykle dumnymi z bycia Amerykanami spadł o szesnaście punktów procentowych. Magazyn powołuje się też na badanie Harrisa, według którego mniej więcej czterech na dziesięciu Amerykanów rozważało przeprowadzkę poza granice kraju, przy czym młodsi są do tego jeszcze bardziej skłonni.

patriotyzm

Dlaczego Trump znów okazuje się wygodnym straszakiem?

Magazyn przywołuje również majowy artykuł „Newsweeka” o melancholijnym nagłówku, według którego podwójne obywatelstwo to nowy amerykański sen. Część komentatorów przypisuje ten trend roztropności finansowej, ale autorzy wywodzą go co najmniej od wyboru Donalda Trumpa w 2016 roku. Winny jest zatem, jak zwykle, wiecznie obecny i użyteczny straszak, na którego można zrzucić każdą niewygodną tendencję społeczną.

Tekst przemilcza przy tym, że większość osób deklarujących w sondażu Gallupa mniejszy patriotyzm to wyborcy Demokratów. Są oni, zdaniem krytyków publikacji, silnie zaindoktrynowani przez media głównego nurtu, by obsesyjnie skupiać się na historycznych niesprawiedliwościach. Wydawnictwo w pewien sposób klaszcze temu spadkowi, zakorzenionemu w tych samych argumentach dotyczących różnorodności, równości i inkluzywności oraz Projektu 1619, które tak zwane przebudzone media wciskają od ponad dekady.

CYNICZNYM OKIEM: Najwygodniejszy wróg to ten, który tłumaczy wszystko naraz. Skoro za spadek dumy narodowej odpowiada jeden człowiek, nie trzeba już patrzeć, kto przez dekadę uczył ludzi się tej dumy wstydzić.

Sam magazyn przyznaje, że ruch przebudzonych, słusznie zwracając uwagę na niesprawiedliwości rasowe i płciowe od dawna obecne w amerykańskim życiu, pomógł ostudzić podziw lewicy dla narodu. Autorzy przypominają, że około pięciuset rdzennych narodów żyło na kontynencie, zanim w 1619 roku przybyli pierwsi zniewoleni Afrykanie, rok przed pierwszymi Pielgrzymami. Do tej historii zaliczają Rekonstrukcję, prawa Jima Crowa, segregację, Wielką Migrację oraz czarny gniew, humor i kulturę, przeciwstawiając tej złożoności rzekomo prostą Amerykę Trumpa, pozbawioną wewnętrznych podziałów.

Krytycy odpowiadają, że jest to uproszczona wersja historii oparta na starannie dobranych faktach, wygodnych dla politycznej lewicy. Magazyn nie wspomina, że jednymi z pierwszych właścicieli niewolników w historii USA byli czarnoskórzy. Pomija też dane, według których w 1830 roku na amerykańskim Południu było co najmniej 3775 czarnoskórych właścicieli niewolników, a do wybuchu wojny secesyjnej liczba ta wzrosła do około sześciu tysięcy.

Pominięty zostaje również fakt, że zdecydowana większość afrykańskich niewolników w amerykańskich koloniach została schwytana i sprzedana przez innych Afrykanów. Krytycy wskazują, że lewica nie potrafi poradzić sobie z tego rodzaju prawdą albo wprost jej zaprzecza. Podobnie przemilczana ma być brzydsza strona dziejów plemion indiańskich, z których wiele brutalizowało i zniewalało się nawzajem na długo przed pojawieniem się pierwszego białego człowieka na kontynencie.

Czy spór o patriotyzm to w istocie walka o władzę definiowania?

Pojawia się pytanie o gwałty, akty ludobójstwa i kanibalizm, które miały być obecne wśród części tych grup, a także o to, że po przybyciu osadników wiele plemion szukało u Europejczyków ochrony przed innymi Indianami. Według krytyków magazyn pomija te wątki, bo podważają one fundament narracji o białym człowieku jako przyczynie wszystkich problemów świata. W rzeczywistości, jak argumentują, każda grupa i każda rasa na globie dopuszczała się aktów podboju i niewolnictwa, a biali byli po prostu pierwszą grupą, która położyła temu kres.

Kluczowe pytanie, które naprawdę rozważa magazyn, brzmi nie „czym jest patriotyzm”, lecz „kto ma prawo go definiować”. To jedyna rzecz, która obchodzi lewicę, ponieważ władza definiowania to władza kontrolowania. Publikacja po raz kolejny rozwodzi się nad wydarzeniami z 6 stycznia, określając je jako przestępczy atak maskujący się jako akt patriotyzmu, pomijając przy tym kwestię obecności agentów federalnych w tłumie oraz użycia gazu łzawiącego i gumowych kul przez policję Kapitolu.

Sam tekst przyznaje, że szturm na Kapitol przypominał mniej powstanie, a bardziej wściekły tłum nastawiony na destrukcję i autopromocję. Krytycy zwracają uwagę na kontrast wobec łagodnego traktowania zamieszek spod znaku Black Lives Matter, które bywały bronione jako słuszny bunt, choć były o wiele bardziej niszczycielskie. Analiza magazynu, choć udaje niuansową, sprowadza się ich zdaniem do prostego podziału: konserwatysta, tradycjonalista, nacjonalista, przeciwnik polityki różnorodności czy wyborca MAGA z definicji nie jest patriotą.

CYNICZNYM OKIEM: Kto rozdaje legitymacje patrioty, ten rządzi. Reszta to tylko spór o to, czyje szyby zbite w zamieszkach liczą się jako bunt, a czyje jako zbrodnia.

Tradycyjnie, jak przekonuje druga strona sporu, prawo definiowania patriotyzmu mieli prawdziwi patrioci, czyli ludzie pragnący zachować zasady założycielskie kraju, a nie pisać je na nowo. Chodzi o miłość do własnego kraju, a nie jedynie tolerowanie go do czasu, aż będzie można go zburzyć w imię budowy czegoś rzekomo lepszego. W tej perspektywie pewne wartości pozostają wieczne i aktualne bez względu na postęp technologiczny czy trendy politycznej poprawności.

W tym ujęciu, w zestawieniu z ogólnymi osiągnięciami Ameryki, dostrzegane historyczne potknięcia są bagatelizowane jako pozbawione znaczenia. Według tej narracji niewolnictwo, wojny z rdzennymi plemionami, sprawa skradzionej ziemi oraz prawa Jima Crowa nie powinny rozstrzygać o przyszłej drodze kraju. Lewicowcy, jak głosi argument, mogą rozpamiętywać te wydarzenia do woli, lecz nie da im to żadnych punktów w decydowaniu o kierunku rozwoju Ameryki.

Konkluzja krytyków jest bezkompromisowa: wyznawcy ruchu przebudzonych nie są patriotami, lecz dekonstrukcjonistami, których celem ma być demontaż świata zachodniego. Wybierają oni te fragmenty historii, które według dzisiejszych standardów uchodzą za opresyjne, i używają ich jako broni do atakowania kraju w obecnym kształcie. Stany Zjednoczone coraz częściej chcą cofnąć się znad krawędzi progresywnego rewizjonizmu, co aktywistom ma się nie podobać.

Dlatego podmioty takie jak „The New Yorker” mają, zdaniem polemistów, uciekać się do manipulacji świadomością. Historia staje się dla nich niczym więcej niż koktajlem Mołotowa – palą przeszłość, aby dyktować teraźniejszość. Prześcigają się w zawłaszczaniu amerykańskiego ideału, lecz tak naprawdę on ich nie obchodzi, bo chcą nosić go niczym kostium, jednocześnie go demontując, podczas gdy prawdziwy patriotyzm wykracza poza ich zdolność pojmowania.


Chcesz czytać więcej takich treści? Dodaj Cynicy.pl do PREFEROWANYCH ŹRÓDEŁ w Google.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.


TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *