Tesla dostarczyła w pierwszym kwartale 358 023 pojazdy na całym świecie, rozmijając się z oczekiwaniami analityków, którzy według prognoz zebranych przez Bloomberg szacowali wolumen na około 372 000 jednostek. To już drugi z rzędu kwartał, w którym producent z Teksasu nie osiąga zakładanych prognoz – i to mimo tego, że zaledwie kilka dni przed publikacją raportu firma sama rozesłała opracowany wewnętrznie konsensus szacunkowy sugerujący dostawy na poziomie około 365 645 pojazdów, oparty na prognozach m.in. Deutsche Bank, Goldman Sachs, JPMorgan czy Morgan Stanley.
Mimo słabszego wyniku, dostawy wzrosły o 6,3% rok do roku, co było możliwe dzięki łatwiejszej bazie porównawczej. W analogicznym okresie ubiegłego roku produkcja Modelu Y była czasowo wstrzymana w wielu fabrykach, a firma borykała się z niechęcią konsumentów związaną z osobą CEO Elona Muska.

Koniec epoki Modeli S i X
Rezultaty uwypuklają rosnące wyzwania Tesli w utrzymaniu wzrostu w jej głównym segmencie generującym przychody. Popyt na auta elektryczne chłodzi się globalnie, amerykańscy nabywcy nie korzystają już z federalnych ulg podatkowych, a oferta Tesli zawęża się – Modele S i X odchodzą do historii.
Sam Elon Musk potwierdził to we wpisie na platformie X, informując, że zamówienia na oba modele praktycznie dobiegły końca, choć wciąż dostępne są pewne zapasy magazynowe.
„Zorganizujemy oficjalną ceremonię, aby uczcić koniec pewnej epoki. Kocham te samochody” – napisał Musk.
CYNICZNYM OKIEM: Ceremonia pożegnania samochodów, które i tak prawie nikt nie kupował – to jak wyprawianie hucznego pogrzebu duchowi, który dawno opuścił budynek.

Uwaga inwestorów coraz wyraźniej przesuwa się w stronę długoterminowych zakładów na sztuczną inteligencję, autonomiczną jazdę i robotykę. Podstawowa działalność motoryzacyjna – ta, która faktycznie generuje przychody – schodzi na drugi plan narracji inwestycyjnej.
Gene Munster zaproponował obniżenie poprzeczki do minimum, stwierdzając: „Jeśli uda im się wykazać stabilność wyników bez ulgi podatkowej – a mogą to zrobić, przynajmniej w kwestii liczby dostaw – uważam, że można by to uznać za wygraną”.
CYNICZNYM OKIEM: Gdy „wygraną” nazywa się samo niepogorszenie wyników po utracie rządowych dopłat, wiadomo, że definicja sukcesu przeszła solidną inflację – zupełnie jak ceny Tesli na giełdzie.
Jak zauważył Bloomberg, wolniejsze tempo wzrostu może się utrzymać. Konkurencja na globalnym rynku EV intensyfikuje się, a Tesla musi udowodnić, że potrafi sprzedawać samochody, nie tylko wizje przyszłości. Wtórne i trzeciorzędne skutki utraty ulg podatkowych, wycofania flagowych modeli i rosnącej konkurencji dopiero zaczną się materializować w kolejnych kwartałach.



