Shahid Butt, 60-letni działacz muzułmański z Birmingham, skazany w 1999 roku za spisek mający na celu wysadzenie brytyjskiego konsulatu w Jemenie, postanowił wrócić do życia publicznego – jako kandydat w wyborach samorządowych. Butt ubiega się o mandat w jednej z dzielnic Birmingham (Sparkhill), w której około 80 procent mieszkańców stanowią muzułmanie.

W latach 90. Butt został oskarżony o założenie uzbrojonej grupy planującej ataki na konsulat, kościół anglikański i hotel należący do szwajcarskiej firmy. Jemeński sąd skazał go na pięć lat więzienia. Dziś twierdzi, że jego „zeznania wymuszono”, a zarzuty miały charakter polityczny. Media jednak przypominają, że Butt należał do ekstremistycznego ugrupowania, które w 1998 roku uprowadziło 16 obywateli państw zachodnich. Wcześniej służył jako „wolontariusz humanitarny” w Bośni, a wcześniej miał kryminalną przeszłość w Birmingham lat 80.
CYNICZNYM OKIEM: W kraju, gdzie za zły żart w internecie można trafić do sądu, kandydat z wyrokiem za terroryzm może trafić na plakat wyborczy.
Radykalny język w kampanii
Jako niezależny kandydat „pro-Gaza”, Butt apeluje do młodych muzułmanów, by trenowali na siłowni i „uczyli się walczyć”, gdyż – jak twierdzi – „muszą być gotowi do obrony swojej społeczności przed niewiernymi”. W swoich wystąpieniach powtarza wezwania do „jedności muzułmańskiej” i sprzeciwu wobec „dyskryminacji ze strony Zachodu”.
To właśnie te słowa wywołały burzę. Organizacje zrzeszające ofiary zamachów terrorystycznych określiły jego kandydaturę jako „drwinę z brytyjskiego systemu politycznego”. Jedna z tych grup stwierdziła, że pozwolenie osobie z takim dorobkiem startować w wyborach to „cios w wartości, które miały chronić nas przed ekstremizmem”.
Prezenter GB News, Patrick Christys, nazwał sprawę „szaleństwem” i przypomniał, że Butt publicznie wzywał muzułmanów do zbrojnego oporu przeciw „niewiernym”.
Demokracja z rozdwojeniem jaźni
Sprawa Butta nie jest odosobniona. Zaledwie miesiąc wcześniej premier Keir Starmer publicznie świętował uwolnienie z egipskiego więzienia bryto-egipskiego aktywisty Alaa Abd el-Fattaha, który chwalił Osamę bin Ladena i negował Holokaust. Tymczasem zwykli Brytyjczycy – jak Lucy Connolly, skazana za satyryczny wpis o imigracji – trafiają do więzień za tweety.
CYNICZNYM OKIEM: W brytyjskiej polityce najwyraźniej obowiązuje zasada równości wobec prawa – z tym że niektórzy są wobec niego znacznie równiejsi.
Majowe wybory w Birmingham mogą więc stać się testem dla brytyjskiej demokracji. Jeśli Shahid Butt rzeczywiście zasiądzie w radzie miasta, będzie to symbol procesu, w którym system prawny przestał odróżniać rehabilitację od legitymizacji ekstremizmu.
Gdy radykał z jemeńską przeszłością startuje w wyborach, a ofiary terroryzmu mówią o „upadku autorytetu państwa”, trudno oprzeć się wrażeniu, że Zjednoczone Królestwo powoli traci jedność – nie z powodu wroga z zewnątrz, lecz przez własne moralne kompromisy.


