W bardzo zaskakującym ujawnieniu informacji okazało się, że Izraelczycy dostarczyli Zjednoczonym Emiratom Arabskim zaawansowane systemy obrony przeciwlotniczej, gdy państwo to stało się celem ataków Iranu podczas operacji „Epic Fury”. Co jeszcze bardziej zaskakujące, wraz z systemami wysłano również żołnierzy Sił Obronnych Izraela do obsługi tej broni na arabskiej ziemi. Informacje te pochodzą od nie mniej niż dwóch wysokich rangą dyplomatów administracji Trumpa. Pierwszym urzędnikiem państwowym, który publicznie potwierdził, że izraelski system obrony rakietowej Żelazna Kopuła został użyty do zestrzelenia irańskich pocisków wymierzonych w ZEA, był ambasador USA przy ONZ Mike Waltz. Ujawnił on tę informację podczas wydarzenia zorganizowanego przez misję Izraela przy ONZ w Nowym Jorku, oświadczając, jak zacytował dziennik „Israel Hayom”: „Widzieliśmy, jak ZEA korzystały z Żelaznej Kopuły dostarczonej im przez Izrael”. ZEA były atakowane przez Iran intensywniej niż jakiekolwiek inne państwo Zatoki Perskiej, przy czym Kuwejt, położony bardzo blisko Republiki Islamskiej, również znalazł się na celowniku Teheranu.

Bezprecedensowa operacja na arabskiej ziemi
Serwis Axios jako pierwszy poinformował o przekazaniu Żelaznej Kopuły pod koniec kwietnia, co nastąpiło we wczesnej fazie konfliktu z Iranem. Współpraca wojskowa, bezpieczeństwa i wywiadowcza między Izraelem a ZEA osiągnęła podczas wojny zupełnie nowe wyżyny, a bezprecedensowe rozmieszczenie systemu obrony nie było wcześniej podawane do wiadomości publicznej.
Operacja wiązała się z umieszczeniem niewielkiej liczby izraelskich żołnierzy na ziemi arabskiej w Zatoce – jak ujawnił serwis, „Izrael rzekomo rozmieścił baterię Żelaznej Kopuły w Zjednoczonych Emiratach Arabskich na początku wojny z Iranem i wysłał kilkudziesięciu żołnierzy do jej obsługi”. Oznaczało to pierwszy raz, kiedy ten system został wysłany do innego kraju poza Izraelem i USA, według urzędników izraelskich i amerykańskich cytowanych w niedzielnym raporcie.
CYNICZNYM OKIEM: Dekady arabskiej retoryki o wyzwoleniu Palestyny rozpadają się pod jedną irańską rakietą. Gdy zaczyna naprawdę boleć, syjonistyczny wróg cudownie zmienia się w niezbędnego sprzymierzeńca z bateriami obrony.
Huckabee stawia państwom Zatoki niewygodne pytanie
Drugim amerykańskim dyplomatą, który dostarczył potwierdzenie wysokiego szczebla, był ambasador USA w Izraelu Mike Huckabee. Wystąpił on na konferencji w Tel Awiwie w tym tygodniu, otwarcie pochwalając ZEA jako pierwszego członka Porozumień Abrahamowych.
Huckabee oświadczył, jak przekazał izraelskiej publiczności: „Chciałbym wyrazić uznanie dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich, pierwszego członka Porozumień Abrahamowych. Spójrzcie tylko na korzyści. Izrael właśnie wysłał im baterie Żelaznej Kopuły i personel, aby pomóc w ich obsłudze”.
Amerykański ambasador postawił następnie pytanie, które jeszcze niedawno byłoby niewyobrażalne w arabskim świecie politycznym. Stwierdził on, jak ujął to dosłownie: „Państwa Zatoki zrozumiały teraz, że będą musiały dokonać wyboru – czy jest bardziej prawdopodobne, że zostaną zaatakowane przez Iran, czy przez Izrael? Widzą, że Izrael nam pomógł, a Iran nas zaatakował. Izrael nie próbuje przejąć waszej ziemi i nie wysyła w waszą stronę rakiet”.
Cicha współpraca, która ma korzenie w syryjskiej wojnie
Ewidentnie mamy do czynienia ze skoordynowanym wysiłkiem dyplomatycznym, aby w końcu upublicznić bardzo wrażliwe informacje – o tym, że po raz pierwszy w znanej historii Izrael bezpośrednio przekazuje broń arabskiemu państwu Zatoki. To wydarzenie o znaczeniu strategicznym, którego konsekwencji nie da się dziś w pełni przewidzieć.
Choć ZEA i Izrael znormalizowały oficjalne stosunki w 2020 roku w ramach wspomnianych Porozumień Abrahamowych, między Izraelem a niektórymi państwami Zatoki istniała rosnąca, niejawna relacja sięgająca wczesnej fazy syryjskiej wojny zastępczej. To z tej cichej kooperacji wyrosła obecna, jawna już współpraca wojskowa.
CYNICZNYM OKIEM: Porozumienia Abrahamowe okazują się mniej dziełem dyplomacji, a bardziej produktem ubocznym wspólnych wrogów. Gdy szyiccy ajatollahowie strzelają rakietami, sunniccy szejkowie i izraelscy generałowie nagle modlą się w tej samej intencji.
Historia ujawnia mniej znane fakty z lat ubiegłych. Izrael i sunniccy autokraci spiskowali w celu obalenia Baszara al-Asada, wieloletniego kluczowego sojusznika Iranu, oraz współpracowali przy finansowaniu i zaopatrywaniu antydamasceńskich dżihadystycznych rebeliantów. Z tej cichej wojny wyłoniło się większe wzajemne zrozumienie między Tel Awiwem a stolicami Zatoki Perskiej, które dziś przekłada się na zupełnie nowy poziom otwartej współpracy militarnej. Operacja w ZEA pokazuje, że antyirańska oś łącząca Izrael, część państw arabskich oraz Stany Zjednoczone przestała być teoretycznym konstruktem analityków, a stała się działającą strukturą bojową z baterią rakiet i izraelskimi operatorami stacjonującymi na arabskiej pustyni – obraz, który jeszcze dekadę temu wydawałby się polityczną fikcją.



