Tajemnicza operacja w Iranie – co naprawdę stało się z zestrzelonym F-15E?

Nieudany rajd amerykańskich sił w celu przejęcia irańskiego uranu?

Adrian Kosta
9 min czytania
F 15E Iran ratunek Isfahan uran

Irański system obrony powietrznej zdołał w piątek 3 kwietnia zestrzelić amerykański samolot F-15E nad Iranem. Zarówno pilot, jak i oficer systemów uzbrojenia (WSO) pomyślnie się katapultowali, ale zostali rozdzieleni. Pilot został szybko uratowany przez zespół bojowego poszukiwania i ratownictwa (CSAR), a dwa śmigłowce Pave Hawk transportujące go w bezpieczne miejsce zostały trafione, lecz zdołały dotrzeć do Kuwejtu – mimo ciągnącego się za nimi widocznego czarnego dymu. WSO nie miał tyle szczęścia. Według doniesień wylądował pięć mil na północny zachód od miejsca, w którym ostatecznie został odnaleziony. Historia jego ratowania okazała się jednak znacznie bardziej skomplikowana, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać – i pełna pytań, na które Pentagon wciąż nie udziela odpowiedzi.

Pułkownik na tylnym fotelu – dlaczego ta misja była tak ważna?

W tej historii jest kilka poważnych osobliwości, które nie dają spokoju analitykom i komentatorom wojskowym. WSO to zazwyczaj porucznik lub kapitan, tymczasem tym razem na tylnym fotelu zestrzelonego F-15E siedział pułkownik – zastępca dowódcy skrzydła w bazie lotniczej Muwaffaq Salti w Jordanii. To pomaga wyjaśnić ogromną liczbę środków zaangażowanych w jego odnalezienie i uratowanie. Wysoki stopień oficera – oraz ściśle tajna wiedza, jaką posiada na temat amerykańskich operacji w Zatoce i w Iranie – sprawiły, że odzyskanie go stało się najwyższym priorytetem.

Różne doniesienia prasowe twierdzą, że WSO doznał złamania nogi lub kostki. Rodzi to zasadne pytanie – jak człowiek ze złamaną nogą przeszedł pięć mil, a potem wspiął się na górę? Nie jest to zadanie niemożliwe, ale budzi poważne wątpliwości co do dokładności relacji z wydarzeń przedstawionej przez amerykańską armię.

cia

CYNICZNYM OKIEM: Pięć mil marszu ze złamaną nogą i wspinaczka górska w jednym? Pentagon powinien to opatentować jako nowy program treningowy dla Marines – albo przyznać, że ta historia ma więcej dziur niż irańska obrona powietrzna ma rakiet.

A teraz najciekawsza część całej układanki. Zlokalizowany na podstawie danych geograficznych wrak samolotów C-130 znajduje się tuż za górą, około 35 kilometrów od zakładu nuklearnego w Isfahanie, gdzie rzekomo przechowywany jest irański uran wzbogacony do poziomu bliskiego klasie wojskowej. Samoloty najwyraźniej korzystały z lokalnego pasa startowego przeznaczonego dla lotnictwa rolniczego. Ta bliskość jednego z najważniejszych obiektów nuklearnych Iranu natychmiast wywołała lawinę spekulacji – czy cała sprawa była nieudanym rajdem amerykańskich sił operacji specjalnych w celu przejęcia irańskiego uranu?

Trzy hipotezy – od przykrywki po fiasko sił specjalnych

Wokół sobotniej operacji ratunkowej pojawiło się wiele konkurujących ze sobą narracji. Simplicius, publikujący na platformie Substack, twierdzi, że zakrojona na szeroką skalę amerykańska operacja ratunkowa drugiego członka załogi faktycznie potwierdziła pierwsze oficjalne amerykańskie „buty na ziemi” wewnątrz Iranu. To, co USA przedstawiły jako prostą misję CSAR, wymagało znacznych sił operacji specjalnych przenikających głęboko na terytorium Iranu, co według irańskich raportów i dowodów z otwartych źródeł skutkowało ciężkimi stratami USA w samolotach.

Simplicius argumentuje, że narracja o ratunku mogła służyć jako przykrywka lub zbiegła się w czasie z szerszym celem – operacja była skoncentrowana dokładnie w obszarze, w którym Iran przechowuje znaczne ilości wzbogaconego uranu i materiałów nuklearnych. Sugeruje on, że oznacza to niebezpieczną eskalację, w której siły operacji specjalnych USA operują teraz głęboko wewnątrz Iranu.

Anthony Aguilar, emerytowany oficer operacji specjalnych, ma nieco inne zdanie. Przedstawia następującą hipotezę – operacja ratunkowa rozszerzyła się, stając się pożądaną, wysokiego ryzyka operacją Delta Force, JSOC i ST-6, mającą na celu również przejęcie uranu w Iranie.

„Stąd potrzeba tak wielu operatorów, wsparcia, samolotów. To miała być ta operacja. Nie powiodła się.”

Aguilar otwarcie wątpi w oficjalną wersję dotyczącą samolotów C-130. „Nie wierzę, że utknęły. Widziałem, jak MC-130J przebijają się przez brud, błoto, śnieg, żwir. Bardziej prawdopodobne jest, że samoloty zostały trafione przy wlocie, a także prawdopodobnie odniosły uszkodzenia będąc na ziemi w pośpiesznie utworzonym FARP na starym lotnisku w Isfahanie, wygodnie blisko miejsca, gdzie może być przechowywany podejrzany uran.”

Trzecią perspektywę oferuje Greg Bagwell – obecnie prezes UK Air & Space Power Association, podcaster, wyróżniony członek RUSI i były starszy dowódca RAF. Jego analiza koncentruje się na logistyce operacji. WSO znajdował się kilkaset kilometrów wewnątrz Iranu i prawdopodobnie uznano za zbyt ryzykowne lecieć śmigłowcami przez całą drogę tam i z powrotem po tak dużym wcześniejszym ostrzeżeniu oraz po trafieniach otrzymanych podczas ewakuacji pilota pierwszego dnia.

Bagwell wyjaśnia użycie śmigłowców AH-6 Little Bird jednostki Night Stalkers, które również zostały zniszczone w wysuniętym miejscu lądowania. Lokalizacja WSO wysoko w górach i z kontuzją wciąż wymagała pomocy, którą mógł zapewnić tylko śmigłowiec – tu wkracza AH-6 Little Bird, który można transportować w C-130 i przygotować do lotu w kilka minut od rozładunku.

cia2
AH-6 Little Bird

„Potrzeba było więc tylko miejsca do wylądowania C-130 wystarczająco daleko od kłopotów, ale wystarczająco blisko zestrzelonego lotnika” – napisał Bagwell na platformie X.

Niestety nawierzchnia pasa najwyraźniej nie była w stanie utrzymać ciężkich C-130. W rezultacie wysłano samoloty De Havilland Canada Dash 8 – jak zauważa Bagwell, z pewną ironią – aby ewakuować personel. Te mniejsze maszyny nie mogły jednak zabrać śmigłowców AH-6 Little Bird. Jedyną opcją było zniszczenie zarówno MC-130, jak i śmigłowców, zamiast ryzykować wylot. Dlatego właśnie nie widzieliśmy udziału V-22 Osprey ani Sikorsky MH-60/HH-60 Pave Hawk – była to kalkulacja oparta na ryzyku i użyteczności.

CYNICZNYM OKIEM: Ameryka wysyła siły specjalne wartości setek milionów dolarów na rolniczy pas startowy w środku Iranu, a potem musi wysadzić własny sprzęt, bo grunt był za miękki. Ktoś chyba zapomniał sprawdzić Google Maps przed planowaniem operacji za grube miliardy.

Bagwell dostrzega paralele z katastrofą na pasie Desert One podczas operacji Eagle Claw w 1980 roku, choć podkreśla, że tym razem było to skalkulowane ryzyko, które ostatecznie zadziałało – przynajmniej w zakresie odzyskania WSO.

Były analityk CIA prezentuje jeszcze inną wersję wydarzeń. Według niego zestrzelenie F-15E nie było podstępem mającym na celu ukrycie planowanego ataku sił specjalnych na obiekt nuklearny w Isfahanie. Było to nieszczęśliwe zdarzenie dla pilota i WSO. Pilność sytuacji spowodowała, że jednostka JSOC – prawdopodobnie stacjonująca w Kuwejcie – została postawiona w stan gotowości, aby dołączyć do działań ratunkowych.

Dwa C-130J prawdopodobnie były już załadowane dwoma śmigłowcami AH-6 Little Bird. Analityk uważa, że to czysty przypadek sprawił, iż zaginiony WSO znajdował się na północny zachód od prymitywnego pasa startowego, który jednostka JSOC planowała wykorzystać jako bazę wypadową do rajdu na Isfahan. Ich znajomość terenu, oparta na wcześniejszym planowaniu operacji przeciwko Isfahanowi, zaowocowała przydzieleniem im zadania odzyskania WSO zamiast wyznaczonej do tego jednostki CSAR, obsadzonej przez Pararescue Jumpers, znanych jako PJ.

Wciąż nie wiadomo, dlaczego C-130 nie mogły wystartować i dlaczego wezwano dwa samoloty z 427. Eskadry Operacji Specjalnych latające na C295 do przeprowadzenia ewakuacji sił amerykańskich wraz z WSO.

Całe to fiasko może okazać się paradoksalnie błogosławieństwem w nieszczęściu. Utrata szeregu kluczowych zasobów powietrznych i ujawnienie odległego lotniska w pobliżu Isfahanu może zmusić amerykańskich dowódców do odwołania planowanego rajdu w celu przejęcia materiałów nuklearnych z Iranu. Podczas gdy siły amerykańskie, niczym figury szachowe, zostały zgromadzone i były na miejscu w piątek 3 kwietnia, aby przeprowadzić misję przeciwko Isfahanowi, dowodzący admirał w CENTCOM może mieć teraz poważne wątpliwości i przekazuje swoje obawy dotyczące naruszenia bezpieczeństwa operacyjnego Przewodniczącemu Połączonych Szefów Sztabów.

Jedno jest pewne – opinii publicznej nie przedstawiono jeszcze prawdziwej historii o sobotnim uratowaniu WSO. Zbyt wiele elementów tej układanki nie pasuje do siebie, zbyt wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi, a bliskość Isfahanu i jego zasobów nuklearnych jest zbyt podejrzana, by uznać ją za zwykły zbieg okoliczności.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *