Rząd Szwecji oficjalnie otworzył drzwi dla scenariuszy, które jeszcze kilka miesięcy temu byłyby politycznie nie do pomyślenia. Sztokholm rozważa ograniczenie zużycia energii, w tym jej racjonowanie, jeśli zakłócenia w przepływie dostaw paliw będą się utrzymywać w wyniku wojny w Iranie. Deklaracja padła 23 kwietnia z ust premiera Ulfa Kristerssona oraz minister finansów Elisabeth Svantesson podczas wspólnej konferencji prasowej.
„Obecnie nie planujemy żadnego racjonowania, ale jesteśmy przygotowani na taką ewentualność” – powiedział premier Kristersson, cytowany przez szwedzki dziennik „Aftonbladet”. Minister Svantesson opisała sytuację w jeszcze ostrzejszych słowach, mówiąc o „najgorszym kryzysie od bardzo dawna, jeśli chodzi o energię”. Dodała również, że „państwowe racjonowanie jest czymś, czego absolutnie chce się uniknąć w każdej sytuacji. Dlatego pracujemy nad środkami, które zapewnią, że do tego nie dojdzie”. Kristersson przyznał wprost, że szwedzka gospodarka znajduje się w gorszym scenariuszu niż przed wybuchem konfliktu.

Niemcy tną prognozy, inflacja rośnie
Ostrzeżenia Szwecji nie są odosobnione, a reszta Europy przygotowuje się na konsekwencje gwałtownie rosnących cen energii. 22 kwietnia niemieckie ministerstwo gospodarki obniżyło o połowę prognozy wzrostu na rok 2026, co jest sygnałem o znaczeniu znacznie wykraczającym poza Berlin.
Niemcy spodziewają się obecnie wzrostu na poziomie 0,5% w bieżącym roku, w porównaniu z wcześniejszą prognozą 1%. Prognoza na przyszły rok została obniżona do 0,9% z 1,3%. Minister gospodarki i energii Katherina Reiche stwierdziła, że ożywienie gospodarcze zostanie „spowolnione przez zewnętrzne wstrząsy geopolityczne”. Federalne Ministerstwo Gospodarki i Ochrony Klimatu wskazuje, że wojna w Iranie, „w szczególności” zamknięcie Cieśniny Ormuz, doprowadziła do niedoborów i wzrostu cen surowców. Inflacja w Niemczech ma wzrosnąć do 2,7% w tym roku i 2,8% w 2027 roku, wobec 2,2% w roku ubiegłym.
CYNICZNYM OKIEM: Europa dekadami budowała zieloną niezależność energetyczną i bezpieczeństwo dostaw, a wystarczyła jedna cieśnina na drugim końcu świata, by szwedzki rząd zaczął publicznie mówić o racjonowaniu prądu.

Linie lotnicze przerzucają koszty na pasażerów
Sektor lotniczy zareagował na szok paliwowy z typową dla siebie brutalnością. Podnosi ceny, ogranicza udogodnienia i rezygnuje z tras, by oszczędzać pieniądze oraz paliwo. United Airlines zapowiedziały możliwy wzrost cen biletów nawet o 20%, aby zrekompensować rosnące koszty paliwa lotniczego.
Dyrektor generalny United Scott Kirby podczas kwartalnej konferencji wynikowej 22 kwietnia przedstawił strategię wprost. „Celem United jest zrobienie wszystkiego, co konieczne, aby jak najszybciej odzyskać 100% wzrostu cen paliwa lotniczego. Rentowność musi wzrosnąć o około 15% do 20%” – stwierdził Kirby.
„Realistycznie rzecz biorąc, prawdopodobnie nie ma wystarczająco dużo czasu, aby odrobić 100% wzrostu cen paliwa w tym roku. Ale jestem dobrej myśli co do pełnego odzyskania tych kosztów i osiągnięcia dwucyfrowych marż w 2027 roku” – dodał dyrektor, cytowany przez serwis Seeking Alpha.
Europejski rynek przyjął jeszcze ostrzejsze decyzje operacyjne. Lufthansa ogłosiła 21 kwietnia, że tego lata odwoła 20 000 lotów krótkodystansowych, co odpowiada około 40 000 ton metrycznych paliwa lotniczego, którego cena podwoiła się od wybuchu konfliktu w Iranie. Air Canada poinformowała, że przestanie latać na Międzynarodowe Lotnisko im. Johna F. Kennedy’ego w Nowym Jorku i podniesie opłaty za bagaż na niektórych rejsach. Australijskie linie Virgin Australia oraz Qantas Airways również podniosły ceny biletów na trasach międzynarodowych.
CYNICZNYM OKIEM: Gdy politycy mówią o solidarności z Ukrainą i sankcjach na Iran, pasażer w Monachium dowiaduje się, że jego wakacyjny lot został skasowany, a bilet do Nowego Jorku kosztuje o jedną piątą więcej. Geopolityka ma zawsze ten sam ostateczny adres – portfel zwykłego obywatela.



