Szwecja, niegdyś uosobienie liberalnej i otwartej polityki migracyjnej, teraz wprowadza radykalne zmiany, które można bez ogródek nazwać wojenną ścieżką wobec problemu migrantów. Rząd Ulfa Kristerssona, wspierany przez prawicową partię Szwedzcy Demokraci, zaczyna egzekwować surowe przepisy zmierzające do deportacji cudzoziemców za najmniejsze przewinienia, wprowadzając wymóg pełnej integracji oraz nasilając mechanizmy przymusowego powrotu.
Autor poleca: Szwecja forsuje całkowity zakaz burki i nikabu. „Islam musi się dostosować”
„Deportacje za byle co”. Brak integracji = brak prawa do pobytu
Nowe regulacje nie pozostawiają złudzeń: wystarczy wyrok sześciomiesięczny za kradzież sklepową czy nawet zakłócanie porządku z karą grzywny przekraczającą 4,5 tysiąca euro, aby otrzymać nakaz deportacji.
Zaostrzenie standardów wzbudza grozę, bo liczba deportacji ma wzrosnąć z 500 do 3 tysięcy rocznie, a podejrzenia o powiązania z gangami bez formalnego wyroku już mogą skutkować wydaleniem.
Szwedzkie władze nie tolerują również „leniwych” migrantów, którzy po trzech latach od przyjazdu nie opanowali języka szwedzkiego, nie podjęli legalnej pracy lub nadużywają świadczeń socjalnych. Choć na razie nie jest to reguła automatyczna, rola tych wymogów przy ocenie prawa do pobytu będzie rosła.
W 2025 roku nawet 4700 osób może zostać pozbawionych wiz z powodu nieprzestrzegania podstawowych zasad życia społecznego.
Deportowani stracą prawo do świadczeń socjalnych, z wyjątkiem nagłych interwencji zdrowotnych. Ukrywanie się przed Urzędem Migracyjnym jest karane więzieniem do pół roku.
Rząd, by zachęcić migrantów do dobrowolnych powrotów, oferuje teraz nawet do 34 tysięcy dolarów, czyli astronomiczną kwotę w relacji do środków dostępnych dla przeciętnego migranta.
Liczby mówią same za siebie – W 2024 roku liczba wniosków o azyl spadła do najniższego poziomu od 1997 roku, co rząd interpretuje jako sukces swoich zaostrzeń.
Szwecja jako wzór dla reszty Europy?
Choć kontrowersje i protesty organizacji humanitarnych są intensywne, to właśnie ta twarda linia jest dziś obserwowana i podziwiana przez inne kraje UE, które zmagają się z falami migracyjnymi i presją na swoje systemy socjalne i bezpieczeństwo.
CYNICZNYM OKIEM: Dawna Szwecja, kraj otwarty na migrantów i uchodźców, teraz staje się bastionem protekcjonizmu, gdzie każde odstępstwo od nowej normy grozi deportacją i utratą praw. Ta zmiana to więcej niż polityka – to społeczne przebudzenie obaw i instynktowne poszukiwanie „czystej, bezpiecznej” przestrzeni, nawet kosztem wartości humanitarnych.
Szwecja na zakręcie historii nadchodzi z polityką, która dla wielu będzie symbolem końca ery otwartości i początkiem czasów ograniczeń i twardych granic.
Czy to tylko reakcja na realne problemy, czy znak nadchodzącej fali nacjonalizmów w całej Europie? Odpowiedź na to pytanie może zdefiniować przyszłość kontynentu w nadchodzących latach.



