Waszyngton jedną ręką luzuje sankcje na rosyjską ropę, a drugą kraje europejskie wyciągają z morza kolejne tankowce-widma płynące pod fałszywymi banderami. Szwecja zajęła w czwartek 228-metrowy tankowiec Sea Owl I, który oficjalnie płynął z brazylijskiego Santos do estońskiego Tallinna pod banderą Komorów. Szwedzka straż przybrzeżna weszła na pokład jednostki u wybrzeży południowego miasta Trelleborg, podejrzewając że rzeczywistym celem podróży był Primorsk w pobliżu Petersburga – rosyjski port naftowy na Bałtyku.
Sprawa ma głębsze dno niż sam fałszywy kurs. Szwedzkie władze stwierdziły, że tankowiec prawdopodobnie w ogóle nie figuruje w rejestrze statków Komorów, co oznacza że „nie istnieje państwo bandery, które mogłoby zagwarantować bezpieczeństwo na pokładzie”. Jednostka znajduje się na liście sankcyjnej Unii Europejskiej i wcześniej transportowała produkty naftowe na trasie Brazylia-Rosja. Wszczęto dochodzenie w sprawie naruszenia ustawy morskiej dotyczącej zdolności żeglugowej.

CYNICZNYM OKIEM: Rosyjska flota cieni to jedyna flota handlowa na świecie, której biznesplan opiera się na założeniu, że nikt nie sprawdzi, czy statek w ogóle istnieje w jakimkolwiek rejestrze.
Europa łapie, Ameryka puszcza
Sea Owl I to nie jednostkowy przypadek, lecz element narastającej fali interwencji. Zaledwie kilka dni wcześniej, 6 marca, Szwecja zatrzymała na Morzu Bałtyckim tankowiec Caffa pod identycznym zarzutem pływania pod fałszywą banderą – rosyjski kapitan tego statku został aresztowany. Z kolei w nocy z 28 lutego na 1 marca Belgia przy wsparciu francuskich śmigłowców wojskowych przejęła na Morzu Północnym tankowiec Ethera, kolejną jednostkę powiązaną z rosyjską flotą cieni.
Tymczasem po drugiej stronie Atlantyku sekretarz skarbu USA Scott Bessent ogłosił trzydziestodniowe zwolnienie z sankcji, pozwalające między innymi indyjskim rafineriom na zakup rosyjskiej ropy, która utknęła na morzu. Oficjalne uzasadnienie brzmi znajomo – chodzi o stabilizację globalnych dostaw w obliczu kryzysu w cieśninie Ormuz. Bessent zapewniał na platformie X, że „ten celowo krótkoterminowy środek nie przyniesie znaczących korzyści finansowych rosyjskiemu rządowi”, ponieważ dotyczy wyłącznie ropy będącej już w tranzycie.
CYNICZNYM OKIEM: Ameryka najpierw nakłada sankcje, potem je łagodzi, potem znów grozi – to nie polityka zagraniczna, to subskrypcja z miesięcznym okresem wypowiedzenia.
Zwrot o 180 stopni w cieniu Ormuz
Złagodzenie sankcji wywołało zadowolenie Kremla i gniew aktywistów proukraińskich, którzy widzą w nim zdradę dotychczasowej linii politycznej. Ironii dodaje fakt, że decyzja zapada zaledwie kilka miesięcy po tym, jak prezydent Trump nałożył cła na towary z Indii, próbując zmusić rząd premiera Modiego do rezygnacji z zakupów rosyjskiej energii.
Indie nigdy tego nie uczyniły, a teraz Waszyngton sam wystawia im oficjalne zaproszenie do handlu z Moskwą. Kryzys w cieśninie Ormuz okazał się wystarczającym pretekstem, by geopolityczna szachownica zmieniła układ figur szybciej niż ktokolwiek przewidywał – europejskie marynarki łapią rosyjskie tankowce, podczas gdy amerykański Departament Skarbu de facto ułatwia im przepływ towaru.


