Zagraniczni właściciele nieruchomości odnotują znaczne ograniczenie dostępu do szwajcarskiego rynku mieszkaniowego, ponieważ Rada Federalna zdecydowała o wprowadzeniu wymogu uzyskania zezwolenia na dokonywanie przez nich zakupów. W obliczu faktu, że obcokrajowcy odpowiadają za coraz większą liczbę transakcji na rynku nieruchomości w świecie zachodnim, surowe środki podjęte przez Szwajcarię mogą stać się wzorem dla innych narodów. Nowe przepisy mają na celu walkę z niedoborem mieszkań, a za dwa miesiące społeczeństwo będzie głosowało nad inicjatywą Szwajcarskiej Partii Ludowej pod nazwą „Nie dla 10-milionowej Szwajcarii”. Informacje te publikuje portal Blick, powołując się na oświadczenie Szwajcarskiej Agencji Telegraficznej.

Dwa lata na sprzedaż po wyprowadzce
Rada Federalna zamierza wymagać zezwolenia na zakup głównych miejsc zamieszkania przez obywateli krajów spoza Unii Europejskiej oraz Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu. Jeśli właściciele ci zmienią miejsce zamieszkania, będą zobowiązani odsprzedać swoją nieruchomość w ciągu dwóch lat. Zagraniczni właściciele nie będą już mogli również nabywać nieruchomości komercyjnych w celu ich wynajmowania, ponieważ celem jest uniemożliwienie zakupów dokonywanych wyłącznie w celach inwestycyjnych.
Wstrzymane zostanie także systematyczne zezwalanie na zakup akcji w spółkach zajmujących się nieruchomościami mieszkaniowymi notowanych na giełdzie oraz udziałów w funduszach nieruchomości. Rząd planuje dodatkowo zaostrzenie przepisów dotyczących domów letniskowych. Coroczne limity, w ramach których kantony mogą zezwalać na zakupy dokonywane przez zagranicznych właścicieli, zostaną zmniejszone.
Sprzedaż między obcokrajowcami ponownie będzie wymagała zezwolenia, a każde nabycie domu wakacyjnego przez kupującego niebędącego Szwajcarem pomniejszy kontyngent kantonalny o jedną jednostkę. „Propozycje te mają na celu ponowne skupienie ustawy Kollera na jej podstawowym celu” – pisze Rada Federalna, a projekt ustawy pozostaje otwarty do konsultacji do 15 lipca.
CYNICZNYM OKIEM: Szwajcaria odkryła, że „globalny kapitał” kupujący jej domy to po prostu ludzie spoza Szwajcarii. Zamknięcie giełdowej furtki po 30 latach swobody to nie cud, tylko wyborczy rachunek sumienia.
Dziesięć milionów mieszkańców jako czerwona linia
Seria tych środków została podjęta w odpowiedzi na inicjatywę Szwajcarskiej Partii Ludowej „Nie dla Szwajcarii z 10 milionami mieszkańców”. Partia agrarna chce zahamować wzrost populacji poprzez ograniczenie liczby mieszkańców kraju do 10 milionów osób. Według wnioskodawców, rosnąca imigracja doprowadziła do wyjątkowo długiej listy problemów społecznych i gospodarczych.
Partia wymienia między innymi niedobory mieszkań, rosnące czynsze, korki na drogach, zatłoczone pociągi i autobusy, spadające standardy w szkołach, wzrost przemocy i przestępczości, niedobory energii elektrycznej oraz stagnację dochodów na mieszkańca. Lista obejmuje także coraz wyższe składki na ubezpieczenie zdrowotne, zadłużenie systemu opieki społecznej i zwiększoną presję na piękno krajobrazu oraz ochronę przyrody. W przypadku przekroczenia nowego limitu konieczne będzie podjęcie kroków w zakresie azylu.
Umowa o swobodnym przepływie osób zawarta z Unią Europejską mogłaby zostać wówczas wypowiedziana. Rada Federalna jest wyraźnie przeciwna temu tekstowi, który zagroziłby porozumieniom z Brukselą osiągniętym pod koniec 2024 roku po latach negocjacji. Pakiet musi jeszcze zostać zatwierdzony przez parlamenty szwajcarski i europejski, a następnie głos zabiorą obywatele Szwajcarii.
Socjaliści i prawica mówią tym samym głosem
Dzięki nowelizacji ustawy Lex Koller Rada Federalna zamyka lukę na rynku giełdowym wykorzystywaną dotychczas przez zagranicznych inwestorów. Podkreśliła to Partia Socjalistyczna w środowym oświadczeniu, a według grupy parlamentarnej decyzja ta „wysyła silny sygnał”. Wypełnienie tej luki jest – jak to ujął współprzewodniczący Grupy Socjalistycznej, radny narodowy Samuel Bendahan z kantonu Vaud – „długo oczekiwanym krokiem naprzód dla najemców i osób pragnących nabyć dom na własność”.
Według Bendahana zagraniczni inwestorzy mogli dotychczas łatwo wejść na szwajcarski rynek mieszkaniowy za pośrednictwem giełdy, obchodząc Lex Koller, bez zezwolenia i nadzoru. Radny narodowy Christian Dandrès z kantonu Genewa dodaje, że „nadszedł najwyższy czas, aby odwrócić proces łagodzenia przepisów Lex Koller, który w ciągu ostatnich kilku dekad napędzał wzrost cen, a tym samym czynszów”. Socjaliści i prawicowi agrariusze, którzy zwykle znajdują się po dwóch stronach barykady, tym razem mówią zaskakująco podobnym głosem.
CYNICZNYM OKIEM: Gdy problem robi się wystarczająco dotkliwy, nawet socjaliści i Partia Ludowa nagle odkrywają wspólny język. Rynek mieszkaniowy ma tę magiczną moc, że jednoczy ideologicznych wrogów szybciej niż jakakolwiek wojna.
Paryż z czterema procentami w rękach obcokrajowców
W całej Europie przystępność cenowa mieszkań stała się głównym problemem społecznym. Z jednej strony masowa imigracja zasiliła napięte rynki nieruchomości, powodując wzrost cen domów i czynszów, a z drugiej zagraniczni inwestorzy coraz częściej wykupują mieszkania, wypierając rodzimych mieszkańców. W Paryżu obcokrajowcy posiadają dziś prawie 4 procent zasobów mieszkaniowych, co pokazuje skalę zjawiska w europejskich stolicach.
W Niemczech wykupywanie nieruchomości przez obcokrajowców również stanowi problem, jednak trudno jest ustalić, jaka część zasobów należy do cudzoziemców, ponieważ często kupują oni nieruchomości za pośrednictwem spółek zarejestrowanych w Niemczech oraz przez liczne warstwy spółek-filarów. Szwajcarska strategia uderza dokładnie w ten mechanizm, wymagając przejrzystości tam, gdzie dotychczas panowała wygodna nieprzejrzystość giełdowo-korporacyjna. Berno próbuje odbudować zasadę, zgodnie z którą dach nad głową nie jest instrumentem finansowym dla globalnych funduszy.
Projekt ma także wymiar polityczny wykraczający daleko poza granice Konfederacji, ponieważ inne kraje europejskie z uwagą obserwują szwajcarski eksperyment. Jeśli referendum z inicjatywy Szwajcarskiej Partii Ludowej przyniesie wynik zgodny z oczekiwaniami jej zwolenników, Berno stanie się pierwszą stolicą w Europie, która jednocześnie zamknęła giełdową furtkę dla zagranicznego kapitału i postawiła twardą granicę liczby mieszkańców. Reszta kontynentu, zmagająca się z identycznymi napięciami na rynku mieszkaniowym, będzie musiała zdecydować, czy pójść szwajcarskim tropem, czy dalej udawać, że rynek rozwiąże wszystko sam.



