Kiedyś kosmos był przestrzenią dla państw i astronautyki. Teraz staje się kolejnym etapem globalnego wyścigu sztucznej inteligencji. Najwięksi gracze – Google, SpaceX oraz Blue Origin – przygotowują się do testów orbitalnych centrów obliczeniowych AI. Ich powstanie może całkowicie zmienić sposób, w jaki przetwarzane są dane, trenowane modele i zarządzane zasoby energetyczne.
Eksperci z Northeastern University w Bostonie przewidują, że przeniesienie infrastruktury AI w przestrzeń kosmiczną jest nieuniknione – z powodów czysto fizycznych. Według Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) dzisiejsze centra danych zużywają rocznie tyle prądu, co 100 tysięcy domów. Do 2026 roku ich zapotrzebowanie na energię ma podwoić się z 460 do ponad 1000 terawatogodzin, czyli tyle, ile konsumuje cała Japonia.
CYNICZNYM OKIEM: Zaczynaliśmy od chmur obliczeniowych, potem przyszły serwery, teraz pora na gwiazdy – w końcu konsumpcja energii lubi mieć widok z orbity.
Google, Musk i Bezos – kosmiczne laboratorium danych
Według publikacji The Wall Street Journal, SpaceX i Blue Origin opracowują plany umieszczania jednostek obliczeniowych AI na orbitach okołoziemskich. Blue Origin ma już wyznaczony zespół odpowiedzialny za projekt, a SpaceX pracuje nad modyfikacją rakiet, aby mogły transportować specjalne moduły obliczeniowe.
Tymczasem Google oficjalnie ogłosiło własną misję – projekt Suncratcher – zakładającą, że w 2027 roku na orbitę trafią dwa satelity testowe z chipami AI, we współpracy z firmą Planet Labs.
Swoje ambicje w tym kierunku ma także StarCloud, startup wspierany przez Nvidię, który miesiąc temu wystrzelił satelitę z procesorem H100, obsługującym otwarty model językowy Gemma (rozwijany przez Google).
CYNICZNYM OKIEM: Kiedyś to Google śledziło nas z kosmosu przez Mapy. Wkrótce – być może – to jego modele AI będą z orbity analizować własne dane w czasie rzeczywistym.
Ekologia kontra fizyka
Pomysł brzmi futurystycznie, ale też ekologicznie. W przestrzeni kosmicznej panele słoneczne mogą działać bez ograniczeń atmosfery, a ciepło z przetworzonych danych da się odprowadzać w próżnię.
Jednak wyzwania są ogromne – ekranowanie przed promieniowaniem, zarządzanie energią, konieczność tysięcy mniejszych paneli lub gigantycznych konstrukcji liczących kilka kilometrów.
Jak podkreśla Anncy Thresher z Northeastern University, projekty te mogą zmniejszyć presję na Ziemskie „dolinie danych”, takie jak hrabstwo Loudoun w Wirginii – największy na świecie hub centrów serwerowych. Ale jednocześnie każdy start rakiety powoduje emisje, które niwelują część ekologicznych zysków.
W 2026 roku areną konkurencji między supermocarstwami staje się nie tylko rynek modeli językowych, ale i orbita okołoziemska. Energochłonne modele AI, które zużywają coraz więcej surowców i prądu, muszą znaleźć nową przestrzeń.
I tak przyszłość definiowaną przez linijki kodu zaczyna sięgać w próżnię – a gdy sztuczna inteligencja zaczyna potrzebować własnego miejsca w kosmosie, to znaczy, że Ziemia stała się dla niej za mała.


