Sztuczna inteligencja nie zabierze ci pracy. Oto co mówią dane i historia

Teza sprowadza się do jednej kluczowej obserwacji

Jarosław Szeląg
6 min czytania
AI praca automatyzacja Andreessen demografia

Wśród chóru dystopijnych przepowiedni o masowym bezrobociu wywołanym przez sztuczną inteligencję, Marc Andreessen – współtwórca Netscape i jeden z najpotężniejszych inwestorów venture capital w Dolinie Krzemowej – zajmuje pozycję, którą sam określa jako optymistyczną. Jego argumentacja jest bardziej skomplikowana niż zwykłe „AI stworzy więcej miejsc pracy niż zniszczy” – i właśnie dlatego warta jest poważnej analizy, zanim zostanie odrzucona lub zaakceptowana.

Teza Andreessena sprowadza się do jednej obserwacji: obawy o masową utratę pracy zakładają, że AI pojawia się w momencie, gdy gospodarka świata jest zdrowa i potrzebuje jedynie stabilności. Tymczasem pojawia się dokładnie wtedy, gdy cywilizacja zachodnia stoi przed kryzysem depopulacji.

CYNICZNYM OKIEM: Marc Andreessen jest partnerem w a16z – funduszu, który zainwestował miliardy dolarów w firmy AI. Jego optymizm co do wpływu AI na gospodarkę jest szczery i prawdopodobnie trafny – i jednocześnie jest dokładnie tym, co powinien mówić człowiek na jego pozycji. Obie rzeczy mogą być prawdą jednocześnie.

Dlaczego teraz i dlaczego to mogą być dobre wiadomości?

Andreessen zaczyna od obserwacji, która jest rzadko uwzględniana w dyskusjach o AI i pracy: przez ostatnie 50 lat żyliśmy w reżimie wyjątkowo powolnych zmian technologicznych w gospodarce – w tempie o połowę mniejszym niż w poprzedniej erze i o dwie trzecie mniejszym niż 100 lat temu. To oznacza, że nawet gdyby AI potroiła wzrost produktywności, cofnęłoby nas to jedynie do poziomu zmian, jakie gospodarka przeżywała między 1870, a 1930 rokiem.

„Jeśli wrócisz do zapisów z lat 1870-1930, ludzie uważali wtedy, że świat jest zalany możliwościami” – mówi Andreessen.

„Przy takim tempie transformacji technologicznej młodzi ludzie byli w stanie budować nowe ścieżki kariery w nowych obszarach gospodarki, tworząc nowe rodzaje produktów i usług”. Ogromna część nowoczesnego świata – od samochodów po elektryczność, od telefonów po samoloty – została wymyślona i upowszechniona właśnie w tym przedziale czasowym.

To jest argument historyczny, który jest trudny do odrzucenia – ale ma swoje granice. Transformacja 1870-1930 była bolesna dla milionów ludzi, którzy nie zdążyli przestawić się na nowe zawody. Rotacja miejsc pracy wyglądała korzystnie w agregatach, ale nie dla tkacza ręcznego wypieranego przez maszynę parową.

Kluczowym elementem argumentacji jest jednak nie historia, lecz demografia. Andreessen wskazuje, że w krajach takich jak USA i europejskich gospodarkach kombinacja spadającej populacji i rosnącego nacjonalizmu ograniczającego imigrację sprawi, że ludzka praca stanie się towarem rzadkim, nie przecenionym. „Zatem ludzcy pracownicy w wielu, wielu krajach w ciągu najbliższych 10, 20, 30 lat będą coraz bardziej w cenie – dosłownie dlatego, że populacja będzie maleć”.

Scenariusz utopijny i jego ekonomiczna logika

Andreessen idzie dalej i analizuje nawet radykalny scenariusz – masowej, szybkiej automatyzacji. I tu jego argument jest zaskakujący: nawet w tym scenariuszu wynik nie byłby dystopijny.

Logika jest mechaniczna: wyższy wzrost produktywności oznacza większą produkcję przy mniejszych nakładach. Większa produkcja przy niższych kosztach oznacza nadpodaż dóbr i usług. Nadpodaż oznacza deflację cenową. „Rzecz, która dziś kosztuje 100 dolarów, będzie kosztować 10, a potem dolara. To odpowiednik dania każdemu gigantycznej podwyżki, ponieważ nagle wszyscy mają potężną dodatkową siłę nabywczą”.

W tym scenariuszu – jeśli faktycznie pojawi się bezrobocie – systemy opieki społecznej stają się tańsze do utrzymania, bo ceny opieki zdrowotnej, mieszkań i edukacji również spadają. „Nie ma opcji, w której wszyscy stają się po prostu biedni. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie”.

To jest argument, który warto wziąć poważnie – i który warto zakwestionować. Deflacja cenowa jest korzystna dla konsumentów, ale historycznie fazy deflacyjne bywały destrukcyjne dla gospodarek ze względu na ich wpływ na zadłużenie, inwestycje i popyt. Japonia przez dekadę zmagała się z deflacją i nie było to doświadczenie entuzjastycznie przyjęte.

CYNICZNYM OKIEM: Andreessen opisuje świat, w którym AI obniża ceny wszystkiego – opieki zdrowotnej, mieszkań, edukacji. To brzmi jak utopia. Warto jednak zauważyć, że te sektory są drogie nie z powodu braku produktywności, lecz z powodu regulacji, monopoli, rent gruntowych i systemów lobbingowych, których AI nie zlikwiduje jednym promptem.

Co z tego wynika dla zwykłego człowieka?

Andreessen jest uczciwy co do niepewności swoich prognoz. Nie twierdzi, że transformacja będzie bezbolesna – mówi, że jej wynik w agregatach będzie pozytywny. I rozróżnia między dwoma scenariuszami: stopniowym i radykalnym. W obu przypadkach widzi fundamentalnie dobre wiadomości gospodarcze.

Warto docenić to, czego Andreessen nie robi: nie twierdzi, że nie będzie przegranych ani że każde miejsce pracy zastąpione przez AI zostanie automatycznie zastąpione lepszym. Mówi o makroefektach wzrostu gospodarczego, które „zalewają” mikroefekty zastępowania. Makroefekty są realne – ale osoby zastąpione przez technologię rzadko doświadczają ich tak samo jak agregat statystyczny.

„Sądzę, że zmiany będą następować stopniowo. Ale ten stopniowy proces będzie w przeważającej mierze pozytywny” – podsumowuje. To jest prognoza, którą można zakwestionować, ale nie można jej zbagatelizować jako myślenia życzeniowego inwestora. Andreessen buduje ją na konkretnej logice ekonomicznej – demografii, historii technologicznej i mechanice wzrostu produktywności – nie na wierze w postęp.

Czy ma rację? Historia pokaże. Ale na pewno ma rację w jednym: obawy o dystopię bezrobocia są nazbyt uproszczone. Rzeczywistość będzie bardziej skomplikowana i prawdopodobnie mniej dramatyczna – w obu kierunkach.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *